Podoba mi się czy nie,  siedziba Trybunału Konstytucyjnego znajduje się  dokładnie naprzeciw  mojego miejsca pracy. Tak więc przy okazji  ogłaszania wyroku TK w sprawie TK, miałam okazję przyjrzeć się z bliska ostatniej „manifestacji w obronie demokracji”. O aktualnej kondycji KOD  niech świadczyć fakt, że w 2 mln mieście znalazło się zaledwie 50 – 60 osób, które chciało go wesprzeć. Ta liczba,  wynik kilkutygodniowej mobilizacji, nie była więc zbyt imponująca.  Mateusz Kijowski, którego największym osiągnięciem jest to, że wylansował czerwone spodnie, dwoił się i troił, aby zachęcić swoją „grupę szturmową” do większej aktywności. Ale było jak było. Czyli ich okrzyki tonęły w hałasie ruchu ulicznego - a co nie utonęło, zostało zagłuszone przez dziarskiego Mazurka Dąbrowskiego, którego puszczała antypikieta Stowarzyszenia „Niezłomni”.  Jednak na ogół w Alei Szucha panuje spokój i tylko raz na kilka miesięcy gromadzi się tłumek, pokazywany w mainstremowych mediach w bardzo bliskich planach, aby nie wyszła na jaw  mizeria protestów KODu.

    Wiadomo, że nowa ustawa została uznana na posiedzeniu niejawnym przez 9 sędziów TK  za,  po części,  niekonstytucyjną. Ale  nic nie wskazuje na to, żeby werdykt sędziów miał być opublikowany w Dzienniku Ustaw. Oszczędzę Czytelnikom szczegółów wywodów prawnych z jednej i z drugiej strony sporu, których nikt do końca nie rozumie,  albo nie potrafi zinterpretować, i skoncentruję się na zarzutach nieprawidłowości proceduralnych postanowienia TK.  Najtrafniej całą sprawę podsumował w którejś ze stacji telewizyjnych poseł Stanisław Piotrowicz.  „Trybunał Konstytucyjny zbadał ustawę, która go dotyczy, z naruszeniem procedur, w wielkim pośpiechu i w dodatku niejawnie. To pokazuje intencje TK. A powinna mu przyświecać troska o zgodność ustawy z Konstytucją – po to TK jest!” I dalej: ”W kolejce do rozpoznania przez TK oczekuje ok. 80 wniosków, od wielu miesięcy i od wielu lat.  Ale tym się TK specjalnie nie przejmuje. Rzepliński pozbawia TK apolityczności i bezstronności”. I na koniec: ”Rzepliński przerwał kolegom urlop, by pilnie rozpoznać wniosek opozycji. To pokazuje, na czyje działa zlecenie”. Nic dodać, nic ująć. Bo, ostatecznie,  ten wyrok nic nie zmienia, i to w żadną stronę.  Jest to prywatna opinia sędziego Rzeplińskiego i jego kolegów z pracy, którą równie dobrze mógł wygłosić w klubie czy restauracji, i miałaby identyczną moc wiążącą.

  W piątkowym programie „Minęła dwudziesta” europosłanka Julia Pitera  strzeliła w stronę  swego rozmówcy, eurodeputowanego Zbigniewa Kużmiuka serią  zarzutów. „PiS próbuje zniszczyć Trybunał Konstytucyjny, przez co Polska spada do poziomu Białorusi.  Wszystkie demokratyczne kraje w Europie mają TK”. A potem  spojrzała prosto w kamerę, zadowolona z głębi swojej  wiedzy o naszym kontynencie. Tyle, że -  co zdanie, to kulą w płot. Bo PiS, to pierwsze ugrupowanie partyjne od 1989 roku, które ma w swoim programie  duży segment „demokracja”. Podczas gdy w  manifestach  PO, Nowoczesnej i SLD nie tylko  nie widać takiego rozdziału, ale w ogóle nie mogą  pochwalić się  żadnym programem!  Nieprawdą jest także zdanie, iż „wszystkie zachodnie demokracje mają Trybunał Konstytucyjny”. Bo np. Wielka Brytania nie ma,  i nie wydaje się tym specjalnie zmartwiona.

   W Wielkiej Brytanii  także istnieje trójpodział władzy. O prawie stanowią: król, obie izby parlamentu i sądy. Z tym, że król dawno już „wyszedł z użycia”, zatwierdza tylko ustawy i dysponuje prawem łaski.  A Izba Lordów dysponuje jedynie prawem veta zawieszającego ustawę / bez budżetowej/. Dostrzega się duże różnice między prawem kontynentalnym /civil law/ i brytyjskim / common law/. Aż 20 % brytyjskiego prawa, to prawo precedensowe, zupełnie nieznane na kontynencie. Można więc powiedzieć, że brytyjskie prawo jest  1/ bardziej skomplikowane i „chaotyczne” niż polskie czy francuskie, ale też  2/ bardziej  „pragmatyczne”, bo przynajmniej  w  20% opiera się na  precedensach.  Jest i  punkt 3/ tzn. widać  większą niż w Polsce liczbę  instytucji kontrolujących  się wzajemnie,  chodzi o  większą transparentność  i  zapobieganie  korupcji.  

  W Wielkiej Brytanii nie ma  Trybunału Konstytucyjnego, ani innej  oddzielnej instytucji, badającej „prawomocność konstytucyjną” ustaw, i nie tylko dlatego,  że  jej,  w  kontynentalnym znaczeniu,  nie ma. To Izba Lordów pełni funkcję  ustawodawczą - ale   i najwyższą władzę sądowniczą.  Rozpoznaje odwołania  od orzeczeń, które zapadły w sądach apelacyjnych lub  okręgowych w sprawach, w których pojawiło się ważne zagadnienie prawne.  W skład takiego gremium wchodzi 12 członków, w tym reprezentanci Szkocji, Walii  i Irlandii Północnej, a sprawy są zwykle rozpoznawane w składzie 5 osób. Jednak wszystkie apelacje, które trafiają do Izby Lordów, muszą mieć  najpierw zezwolenie na ich rozpoznanie  z sądu przekazującego sprawę, albo z Komisji Odwoławczej Izby Lordów, rodzaj przed-sądu, złożonego z trzech sędziów z Izby Lordów. I takiego  zezwolenia z reguły udziela się  casusom, które są ważne z punktu widzenia interesu publicznego.  Czyli  - sito dla spraw odwoławczych jest gęściejsze, no i większe  „rozproszenie” kompetencji powoduje,  że nie dochodzi do takiego kumulacji władzy w jednym ręku, jaką ma w tej chwili  TK.

  Każdy z sędziów orzekających jest uprawniony do swojej opinii. W sytuacji, kiedy pojawia się odrębna opinia, jej rozstrzygnięcie zależy od  zdania większości. Ale może się zdarzyć, że choć większość rozstrzyga kwestię, to zdanie mniejszości będzie stanowiło podstawę do zmian prawnych. Mimo wszelkich komplikacji, strony zwykle dochodzą do porozumienia na zasadzie  wyższości interesu publicznego.  Istnieje też urząd Lorda Kanclerza, liczy sobie 1400 lat i wchodzi w skład gabinetu ministrów, który z jednej strony kontroluje funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a z drugiej – strzeże jego niezależności. Jak widać, demokracja działa tym sprawniej, im więcej jest  punktów kontrolnych, monitorujących ośrodki władzy.

   Te wszystkie uwagi  z „kolebki demokracji”  nasze władze powinny wziąć sobie do serca przy reformowaniu państwa. Ale  nade wszystko sędzia Rzepliński, który przekształcił  jeden z punktów kontroli praworządności państwa w bastion oporu, zresztą bardzo kosztowny dla podatnika, i  próbuje sobie podporządkować wszystkie trzy inne ośrodki władzy. Prezydenta, parlament oraz  wymiar sprawiedliwości.  I tu spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli to nie jest  próba  stworzenia alternatywnego wymiaru sprawiedliwości,  czyli  destabilizacji państwa, to co to jest?  Nie udało się TK uczynić tego,  pozostając  w systemie,  to realizuje swoje zamiary poza systemem.

                                                          Elżbieta Królikowska-Avis. 15 sierpnia, 2016

  

 

  

  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl