Zarząd Polskiego Radia postanowił pozbawić Czwórkę częstotliwości i przesunąć ją do Internetu. Jej miejsce (a więc i jej częstotliwość) przejęło Polskie Radio 24. Przesunięcie programu przeznaczonego dla młodzieży do Internetu oraz puszczenie programu informacyjnego w eter wydaje się dość rozsądne, ale od strony prawnej jest jeżdżeniem po bandzie, jeśli nie czymś więcej.
Otóż istnienie Czwórki jest zapisane w ustawie o radiofonii i to Czwórka właśnie a nie PR 24 dostało od KRRiT przydział częstotliwości. Jak sobie z tym problemem poradził zarząd Polskiego Radia? Zmienił nazwę PR 24 na Program IV Polskie Radio 24. Ciekawe naginanie prawa jak na publicznego nadawcę, ale wątpię, by ktoś to skutecznie oprotestował. Wszak nową KRRiT obsadziła ta sama siła polityczna, która zdecydowała o obsadzie zarządu radia.
Obecne władze publicznego radia nie mają jednak monopolu na jeżdżenie po bandzie. Piękny przykład dał przecież pod tym względem prezes Braun outsourcingując pracowników do firmy LeasingTeam. Przypomnę, że po kontroli ZUS uznał to za działanie pozorowane i zażądał zapłacenia przez TVP zaległych składek.
Jednak ostatnie dni zaowocowały ciekawszymi nawet wydarzeniami niż prawno - słowne akrobacje zarządu Polskiego Radia.
„Super Express” przegrał proces z Moniką Janowską (żoną prezentera telewizyjnego Roberta Janowskiego). Chodziło o opisanie Janowskiej jako winnej kradzieży ubrań w sklepie w Stanach, podczas gdy rzeczywiście była o to oskarżona, ale została uniewinniona. Sąd w Warszawie nakazał dziennikowi zapłacenie 150 tys. zadośćuczynienia oraz… publikację przeprosin na głównej stronie portalu i pierwszej stronie wydania papierowego przez 30 dni! Według wyliczeń Obserwatorium Wolności Mediów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ta druga część kary może kosztować Superaka nawet 4,5 mln złotych, co zdaniem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP może zagrozić dalszemu istnieniu dziennika. Rzeczywiście kara wydaje się równie adekwatna jak np. kara śmierci za zelżenie kogoś na ulicy, bo rzucił na trawnik niedopałek.
To jednak nie koniec dziwnych przypadków. „Gazeta Wyborcza” wysłała do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych w związku z planowaną publikacją listę 34 pytań. Wytwórnia odpowiedziała jedynie na 10, a co do reszty to użyła wobec gazety groźby niekaralnej „ostrzegając” przed możliwością wytoczenia kosztownego procesu. Już wcześniej PWPW z powodu zadania niewygodnych pytań przez dziennikarza „Newsweeka” zapowiedziała bojkot pytań wszystkich dziennikarzy wszystkich tytułów prasowych Axel Springer.
No i tak wróciłem do problemu stosowania się zarządu Polskiego Radia do ustawy o radiofonii. Najpierw politycy uchwalają ustawę o dostępie do informacji, a potem obsadzają władze spółek skarbu państwa ludźmi, którzy ideę takich ustaw mają w głębokim poważania.
Na koniec zwyczajowo przypomnę jedynie, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być usunięte!
