Od lat wszystkie sondaże wskazują, że Polacy wiedzę o rzeczywistości czerpią przede wszystkim z telewizji. Wskaźnik dochodzi niemal do 60 procent. Nic więc dziwnego, że każda polityczna zmiana w kraju wiąże się z zażartym bojem o władzę nad „szklanym ekranem”. Można w tej sytuacji chyba śmiało postawić tezę, że nigdy nie doczekamy się u nas telewizji apolitycznej, prawdziwie profesjonalnej, relacjonującej fakty bez komentarzy, po prostu uczciwej.

Zwycięzcy ostatnich wyborów parlamentarnych deklarowali, że takie mają wobec TVP SA zamiary.

A efekty?

Prezes Kurski zmienił jedno: propagandę, zwaną czasem dla niepoznaki informacją. Inne są teraz (zapewne prawdziwsze) priorytety, w sprawach krajowych więcej prawdziwych (?) informacji, więcej naszej polskiej dynamiki, więcej też uczciwych ludzi. Niestety, własny kontakt z rzeczywistością poza-medialną pokazuje co i raz, że od propagandy sukcesu poprzedniej koalicji przeszliśmy do propagandy sukcesu „naszych”. Poza tym – nadal jest, jak było: dominujący ton w publicystyce to ton wobec obecnej ekipy oskarżycielski, nawet zadymiarski. Dlaczego? A dlatego, że decydenci – i polityczni i medialni – ubrdali sobie, że będą uczciwi, że będą sprawiedliwymi demokratami, że będą przestrzegać „parytetów medialno-politycznych”. A ponieważ partii opozycyjnych jest więcej niż rządzących (mówienie o koalicji w obecnych rządach do żarty!), wciąż słyszymy o „dyktaturze”, o „zagrożonej demokracji”, o „państwie PiS” etc. etc. Poprzednia władza nie udawała demokratów i w nosie miała „parytety” – a jeżeli już dopuściła ówczesną opozycję do głosu, to tylko po to, by ją zakrzyczeć, ośmieszyć, wyszydzić. I ten „trynd” się utrzymuje, a legitymizuje go prezes Kurski, który – niby dla przeciwwagi – pobłogosławił żenujące pomysły w stylu „W tyle wizji” czy „studia Ya-yo”.

W obawie przed buntem „woronickich mas” oraz „środowiska artystycznego” na antenie TVP wciąż pojawiają się nieskończone powtórki programów „kabaretowych”, powstałych w „minionym okresie”, a drwiących w żywe oczy z obecnych elit władzy, z Kościoła, z elementarnych zasad moralnych. Jeżeli w „rozrywkowym” powtórkowym programie rozrywkowi bonzowie z „Kabaretu Moralnego Niepokoju” w najbardziej chamski sposób wyśmiewają wielodzietność, czystość obyczajową („Ma pan dzieci?” „No, szóstkę”. „Sporo…”. „Wie pan, z żoną paliliśmy bez filtra” (tu ryk śmiechu wielotysięcznej widowni”). I dalej: ”Wie pan, najprzyjemniej jest jednak zrywać banderolkę” (ponowny ryk zachwytu), jeżeli z jednej strony puszcza się na antenę podobne prostactwo, a z drugiej funduje program „500+”, to nie można tego nazwać inaczej, niż schizofrenią. Z tym, że ten rodzaj schizofrenii szkodzi na ciut ciut większą, bo ponadindywidualną skalę…

Widziałem też nowe dziecko naszej TV. Program (niby quizowy) nazywa się „Ja to wiem”, prowadził go dyżurny błazen Robert Rozmus, udział zaś wzięli: srebrna kajakarka z Rio, aktor Paweł Kwaśniewski i piosenkarz Krzysztof Cugowski. Cała trójka coś tam odgadywała, towarzyszyli jej internauci (ale bajzel był taki, że nic nie było z ich wysiłków widać), zaś duo Kwaśniewski/Cugowski udawało Greka, że nic nie wie, żeby pani medalistka okazała się bezdyskusyjną triumfatorką…

Poza tym – wszystko po staremu. Socjalistyczne gnioty filmowe, rozrywka a la PO, niekończące się powtórki… Ciekaw jestem np., kto odważy się podjąć decyzję o likwidacji kanału TVP Seriale, który istnieje tylko po to, by w kółko powtarzać „Rancho”, księdza Mateusza i „Rodzinkę.pl”, czasem jeszcze tureckie opery mydlane…

Zdaję sobie sprawę, że z finansami TVP jest kiepsko, więc o nowych wartościowych produkcjach możemy póki co zapomnieć. Ale telewizja ma nieprzebrane, przebogate zasoby archiwaliów wartościowych, a nawet superwartościowych! I co? I nic!!! Leżą sobie spokojnie i czekają… na co? Aż ktoś to odkupi?!! Spory co do praw własności już się tu i ówdzie toczą…

Poza tym z tymi finansami nie jest chyba aż tak źle, skoro mnożą się w stacjach TVP programy z cyklu „gadające głowy”, czyli publicystyczne bicie piany. Jest np. nowy tego rodzaju program pt. „Nowe Ateny” (TVP Historia). Ciekawe, czy autorzy wiedzą, z czym się ta nazwa w polskiej historii umysłowej kojarzy… Otóż „Nowe Ateny” to był tytuł „encyklopedii” ks. Benedykta Chmielowskiego, zbierającej wiedzę o świecie czasów saskich… Słowem to był pomnik pełnego obskurantyzmu, ciemnoty i czego tam jeszcze. To właśnie z owych „Nowych Aten” pochodzi słynna definicja konia. Brzmiała ona: „Koń jaki jest, każdy widzi”. Gratuluję, Panie Prezesie…

Wydaje się, że do TVP i jej obecnego szefa definicja taka odnosić się może w 100 procentach!    


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl