Uwaga! Znowu straszą społeczeństwo! Minął sierpień, minęła pierwsza dekada września, a zapowiadanej przez niektórych polityków z (p)oważnej (o)pozycji i innej maści polityków dyktatury, czy upadku demokracji ani widu, ani słychu! To co są warte takie przestrogi? A może należy zadać inaczej pytanie? Skąd się one biorą? Czy nie z bezsilności i tak naprawdę braku pomysłu na to, jak być mądrą opozycją? Właśnie „mądrą”! Bo byle jaką wielu potrafi i jak widać z beznadziejnym skutkiem. Pisałem o tym straszeniu i związanych z tym zapowiedziach w felietonach: Czary mary będzie dyktatura! 26-05-2016, Znów duch dyktatury na horyzoncie?! 21-08-2016.
Ale w ostatnim czasie pojawiło się znowu coś innego. Otóż pan profesor prawa (za całym szacunkiem do uczonego, ale to nie oznacza, że jego wypowiedzi można przyjmować bezkrytycznie) powtarza (bo to już wytarty argument) o zamachu na konstytucję? Jeśli zamach, to i skutki? Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej nie obowiązuje w Polsce? Od kiedy i kto to stwierdził? Tak, należy przyznać, że są dyskusje dotyczące Konstytucji RP. Ale czy dyskusje to zamach? I to mówi prawnik? A jeśli już tak mówi, to proszę o konkretne przykłady na konkretne stwierdzenie „zamach”? Bo takich nie ma do tej pory. Prawnik sam nie szanuje prawa i nim żongluje. A jak już zamach, to kto i gdzie? I dlaczego nikt temu zamachowi nie przeciwstawia się? A może to tylko nadęty balon i jak mówią Amerykanie „wielkie nic” (plenty of nothing).
Z ust tego samego prawnika pada jest coś bardziej złowieszczego o „pełzającym zamachu stanu w Polsce”? Nie wiemy jak to należy rozumieć, ale spróbujmy. „Pełzający” to taki, iż stopniowo rozkładane są instytucje państwa? Gdzie i jakie? Czy to nie strzelanie do wróbli? Tu należy wrzucić kamyczek (a raczej wielki kamień) do opozycyjnego ogródka. Jak powszechnie wiadomo agencja Moody’s w końcu mijającego tygodnia nie zmieniła oceny (ratingu) Polski. A to oznacza umocnienie złotówki, otwartość na inwestycje (które miały tendencje spadające, nie z winy obecnie rządzących), stabilność rynku, zadowolenie wszystkich Polaków. Mało? Opozycja nie tylko z właściwą sobie działaniem na szkodę najpierw, na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji Moody’ s, ogłaszała wszem i wobec, iż jest pewne (uwaga: „jest pewne”-to takie wróżenie z fusów), że ocena zostanie obniżona. A tym samym pozycja Polski wiele straci. A gospodarka zacznie zjeżdżać w dół. Takie smutasy na straszenie społeczeństwa. A kto temu winien? No jak to? Obecny rząd, bo któżby inny? Czy to w ogóle jest logiczne myślenie? Z jednej strony zauważa się, że rząd rządzi dopiero niecały rok. To za krótko by brać odpowiedzialność za wszystko. A z drugiej strony niektórzy chcą by ponosił odpowiedzialność za to, co zrobili jego poprzednicy? Takie stanie w rozkroku, jak się nie ma lepszych pomysłów. A może taka „opozycyjna mądrość”?
Mało tego. Jak się okazało, że „Moody’s” niczego nie zmieniła, posłowie opozycji wyrazili...żal i smutek? Czy to jest w ogóle patriotyzm? Czy to jest rzetelna ocena, co się dzieje dookoła, z troską o współziomków dla których przecież wykonuje się te opozycyjne zadania? Czy też prezentacja myślenia: im gorzej, tym lepiej? Dla kogo chciałoby się zapytać?
Innym z przejawów straszenia jest mówienie o rządzącej partii jako o „monopartii”. Jakie „mono” i do czego to się odnosi? To doskonale pokazuje jak stosowanie myślowych skrótów sprzyja propagandowemu bełkotowi. Przecież to nie jest system, który w niesławie zakończył swój byt w 1989 r. Wtedy była to faktycznie partia „mono”, która wszystko narzucała. Obecnie jedna partia jest przy władzy, bo wygrała-zgodnie z wszelkimi demokratycznymi regułami- powszechne wybory. Jakoś nikt nie neguje, że było to zwycięstwo zgodne nie tylko z prawem, ale i wszelkimi regułami obowiązującego systemu. Bo przecież są inne partie, które dotąd trzymały ster władzy, a po prostu przegrały wybory. I zresztą się do tego wielokrotnie przyznały. „Zaklinanie rzeczywistości” nic tu nie da. Chyba jest zasadnicza różnica między rządami „mono” partii, która z zasady nie ma opozycji i dlatego jest „mono”, a jedyną partią, która wygrała wybory. I to nie wina jedynego zwycięzcy, że przegrani nie potrafią się pozbierać, że-jak do tej pory-są niezdarną opozycją. Czepiającą się wszystkiego, dosłownie jak tonący ostatniej deski ratunku. Należy powiedzieć jeszcze więcej. Już teraz jest wiele wypowiedzi, iż następne wybory może wygrać też jedna partia. To powinno skłonić przegranych do myślenia. I do obrania taktyki by zapewnić sobie zwycięstwo. Bo takie czepianie się na siłę zwycięskiej partii-jak widać-na niewiele się zda.
Andrzej Dramiński
