Budzi się Donald spocony. Straszne to było, okropne. Oto sen mara go dopadł. A zaczęło się nawet przyjemnie. Siedzi sobie dostojnik europejski, w tle londyński Big Ben, giczoły moczy w Tamizie. Nagle widzi, że zbliża się tłum bardzo gniewnych facetów ze ścierkami w rękach. O rety! Zimny pot wystąpił na tuskowym ciele. To pomywacze, którzy na wieść o przybyciu brukselskiego tuza do Albionu porzucili zlewozmywaki i wyszli na ulice. – Precz dziadu - krzyczą byli nauczyciele i inżynierowie teraz upodleni, ciężko doświadczeni po polexicie z ojczyzny za chlebem. – Zadepczą – przemknęło Donaldowi przez głowę, ale na szczęście się obudził.
Konfidencjionalnie pierwsza o przeżyciach szefa dowiedziała się pani Elżbieta Bieńkowska. – Nie tobie jednemu trafiają się okropne sny. Ja też miałam: pięknie byłam ubrana w galowy strój z pióropuszem i nagle stwierdzam, że zjeżdżam samotnie w kuble na sznurze konopnym w głąb kopalnianego szybu. Sparciała lina rozsypuje się w oczach i już zaledwie na jednej nitce kubeł ze mną w środku walnął o dno wyrobiska. Uff – odetchnęłam. Ale tu ciemno, zimno i mokro. Nikt nie wita, nie uśmiecha się nawet tradycyjnym skrzywieniem buzi. Wokół tylko błyszczą oczy w czarnych dołach groźnych twarzy. Otaczają mnie i zaciskają krąg. – Panienko Piekarska ratuj! Nigdy już nie włożę tego mundurka, nigdy przysięgam. No i na szczęście obudziłam się roztrzęsiona i mokrusieńka.
Myślicie na pewno Państwo, że w tej Brukseli to sama radocha i relaks. Nic podobnego. Ileż to Donald namęczył się ucząc być może wkrótce zupełnie niepotrzebnych słówek. A przecież już kamieniarz-literat Jan Himilsbach dostrzegł ryzyko samokształcenia, mówił: Nauczę się tego angielskiego, bo obiecali, że zagram w zagranicznym filmie, no ale oni potem się wycofają i zostanę z tym angielskim jak … (niestety tu padało słowo bardzo niecenzuralne, nie dające się do zacytowania).
Z czym zostaną Tusk, Bieńkowska, Lewandowski (bardzo ostatnio się uaktywnił publicystycznie), Pitera (która śmieje się z wyroków sądowych) i Zwiefka (bardzo już były żurnalista)? Kupka Euro będzie spora i emerytura też. No, ale co będą robić? Przecież to jeszcze nie starcy. Mogą np. udzielać lekcji jak skutecznie szkodzić Polsce.
Czy rzeczywiście tak się skończy europrzygoda.
Może wrócą po cichu do kraju. Bez komitetów powitalnych. Brukselczycy jak targowiczanie zostaną w pamięci. Przede wszystkim tych, których tak bardzo skrzywdzili.
A zapowiadało się tak pięknie. Do kraju przybywali witani chlebem i solą polonusi zza Odry i Nysy a także zza oceanów. Mieli rodzinnemu krajowi pomóc.
Rzeczywiście pomogli, sprzedać co tylko się dało. Potem wyjeżdżali wykupowali kamienice w Londynie, Paryżu i Berlinie. U nas nad Wisłą obcy przejęli banki, handel, zakłady duże i małe, wykopali Ursusa, Jelcza i Stara – choć ten starachowicki samochód wcale nie był stary i był właśnie modernizowany. Na naszych drogach królują teraz Manny i Mercedesy. Autostradami pędzą 200 na godzinę byli prezesi i dyrektorzy byłych naszych przedsiębiorstw. Jeszcze niedawno nie było ich stać na tak szybkie samochody. Jeszcze niedawno jeden z prezesów banków wypłacał sobie po 400 tys. złotych miesięcznie. Czy to się rzeczywiście już kończy?
Niemieckiej własności prasa nie widzi w tym nic złego. Trzecie pokolenie bezrobotnych tkwiące jeszcze w popegerowskich czworakach uważa inaczej.
Zdawałoby się, że w bankach po wyprzedaży Polski powinno być dużo pieniędzy - choćby za odcumowaną flotę. Ale nie ma, choć Polskie Linie Oceaniczne miały kiedyś 176 statków, były wielkie stocznie, zakłady produkujące silniki okrętowe „Cegielski” w Poznaniu i „Zgoda” w Świętochłowicach.
Nie ma, nie ma , nie ma. Nie wiadomo gdzie są pieniądze za grabież dokonaną w białych rękawiczkach i w biały dzień. Wyparowały. Ale dług Polski coraz większy.
Nie ma teraz zgody na to co jest, ale jak to wszystko zreindustrializować? Panie Morawiecki ma pan plan, ale kiedy zacznie on się materializować. Może trzeba odzyskać pieniądze, które wyfrunęły do podatkowych rajów. Choćby tylko połowę tego co wywiało. Ta połówka to przecież miliardy złotych.
Panie Janie Krzysztofie Bielecki. Pan jest spec bankowy. Pomożecie?
14.09.2016 Stefan Truszczyński
