We Francji rozszerzany jest coraz bardziej zakaz kąpania się na plażach w burkini – bo to „ostentacyjne demonstrowanie przynależności religijnej”. Jeśli zechciałoby mi się kapać w stroju narciarskim, nie tylko z modnymi obecnie kijkami ale z nartami przypiętymi do zjazdowych butów to – według takiego rozumowania – mógłbym być posądzony o bezczelne inicjowanie zimowej reklamy latem.
Pani Merkel zaprosiła miliony i teraz chce tych ludzi upchać w innych krajach.
Pani Clinton chce być Prezydentem USA nie bacząc na wiek i stan zdrowia.
W Brazylii wybrano kobietę na tenże urząd i teraz wychodzą ze skóry żeby ją obalić.
Jeszcze śmieszniej (i straszniej) skończył się podobny eksperyment w Argentynie.
A u nas mamy tylko takie kwiatki jak np. w Olsztynie. Pewna, zgrabna zresztą, aktualna posłanka paradowała przed fotoreporterami w bikini, a gdy z tego zażartował nasz kolega – podała go do sądu i żąda ogromnych sum odszkodowania. Nie takich wprawdzie jakimi kolejny sąd chce ukarać „Super Express”, ale sporymi jak na kieszeń niezamożnego w końcu choć bardzo uczciwego, dobrego i odważnego dziennikarza. Tak więc w zestawieniu z przykładami użytymi na początku felietonu nie jest u nas tak źle. W ściganiu się „na głupotę” jesteśmy na szczęście w tyle.
Gnam sobie samochodem przez Polskę i myślę z przyjemnością jaki to piękny kraj. Wywiewają z niego tusko-bieńkowsko-lewandowskie szkodniki i krzyżyk im na drogę. Wracajcie natomiast kochani zlewozmywacze i babysiterki. Restauracje, hotele rosną w Polsce jak grzyby po deszczu i coraz więcej jest ludzi starszych wymagających opieki. Tyle tylko, że te dwanaście złotych za godzinę – niby taki wielki sukces – to stanowczo za mało. Ludziom trzeba płacić za pracę! I tak te pieniądze zostaną skonsumowane w kraju. Mamy przecież wielki rynek wewnętrzny. Niech wyjadą natomiast wreszcie ci wszyscy na Brusie kształceni ekonomiści, na czele z Kuczyńskim i Balcerowiczem. Zabierzcie ze sobą wszystkich totumfackich. I sio! (Posłużę się tu barwnym słownictwem pawlakowym).
Jest w Polsce co reindustrializować, budować od nowa … tylko pieniędzy brak. Owszem, te z zagranicy przychodzą jeszcze ale to się wkrótce skończy. Własnych pieniędzy nam brak. Zostały wywiezione. Do prawdziwego raju daleko a do podatkowych okazało się bliżej. Gdyby jednak choć połowa wywiezionego szmalu wróciła nad Wisłę byłoby z czego reperować kraj. Cwaniaczek oddawszy pięćdziesiąt procent tego co ukradł mógłby otrzymać świadectwo uczciwości i z powrotem stałby się porządnym obywatelem. Kiedyś zakopywano dolary w ogródku lub trzymano pod węglem w piwnicy. Ponieważ jak już napadli na człowieka to zabierali mu wszystko. To wtedy nasz inteligentny naród nauczył się „kombinować” i „organizować”. Dzięki temu – oczywiście z Bożą pomocą – przetrwał i Hitlera i Stalina.
Teraz komornicy tak się rozpędzili, że zaczęli zabierać ludziom dowody osobiste (np. w Koszalinie!). Upomnieni z góry napisali sobie nowy kodeks. Zobaczymy czy się pomiarkują. Może wzorem sędziów w „tysiąc walecznych” z mandatami w ręku zaszczycą Warszawę. Wyżej wymienione grupy zawodowe zajmują się przede wszystkim ściganiem maluczkich i średniaków. Złodzieje dużej klasy a także wszyscy ci, którzy robią biznes na tragicznym w skutkach uzależnianiu od narkotyków - nadal pozostają bezkarni.
Pewna dama z restauracyjną ksywą teraz dopiero - po 10 latach – przejrzała i dostrzegła, że dwaj jej zastępcy źle pracują, a być może nawet okłamywali ją i oszukiwali. Dała więc im kopa – fora ze dwora, a nawet pałacu – przed którym odwrócony d… stoi wieszcz na pomniku (a dawniej stał Dzierżyński). Wyrzuceni zastępcy, choć przystojne chłopaki, siedzą teraz i płaczą w mankiet. Boją się jednak ciągle powiedzieć prawdę. Może w końcu przestaną dygotać i powiedzą gdzie trzeba jak było – kto rządził i kto decydował o tych wszystkich przekrętach na skalę większą niż Pałac Kultury.
Inni mają Clintonową i Merkel a my tylko waltzujemy. A więc – bez kompleksów, proszę!
19.09.2016 Stefan Truszczyński
