. . . o tym będzie na koniec.
Na początek rozważmy szanse kandydatów, których przesłuchania rozpoczęły się dziś rano. Również dziś rano dowiedzieliśmy się, że odwołanie Małgorzaty Raczyńskiej nie zostało przyjęte. Jest to pierwszy dowód jakiejś tam niezależności Rady (oczywiście nie dotyczy to Krzysztofa Czabańskiego i Joanny Lichockiej). To prawdopodobnie pani Elżbieta Kruk stanęła odważnie na wysokości zadania i powiedziała NIE. Przecież już zadecydowano, że przejść miało do dalszego etapu tylko czterech kandydatów i nie należało się ośmieszać próbą zmiany tej decyzji. Jeśli powrót do normalności jest rzeczywiście zasługą posłanki z Lublina – mnie osobiście napawa to wielką otuchą. I z takim nastawieniem zaczynam prywatny przegląd kandydatów.
Ladies first: a wiec zaczynam od Agnieszki Romaszewskiej. Bardzo urodziwa i bardzo zdolna. Na razie ma najwięcej punktów, bo głosował na nią – poza „pisowcami” – również Juliusz Braun (PO jak wiadomo). Ten Pan niby „obcy” dla Pani R., ale jak się okazuje jednak jej fan. Mądrze, a może lepiej powiedzieć – praktycznie, czyniła redaktorka będąca wtedy jeszcze wiceszefową „pisowskiej” SDP, że od czasu do czasu pisała do wrogo nastawionej w stosunku do Stowarzyszenia Gazety Wyborczej. Między innymi w artykule o „Burym” pod tytułem „Wyklęci – przeklęci” oświadczyła: „Bury był dzielnym żołnierzem, który dopuścił się okrutnych zbrodni”.
Czy przyszły prezes TVP powinien być „elastyczny” i „polityczny”? Dobrze by było, gdyby zarówno on (czy ona), tak jak programy, za które odpowiada, pojawiały się punktualnie. Pani Agnieszki to nie dotyczy. Spóźnia się na samoloty (mnożąc koszty delegacyjne), na zebrania (arogancko lekceważąc kolegów). Potrafi porzucić z dnia na dzień odpowiedzialną funkcję społeczną zupełnie nie przejmując się opinią wyborców. Szefuje „Biełsatowi” – kanałowi polskiej telewizji dla Białorusinów. Nie bardzo wiadomo CO TO JEST i KTO TO OGLĄDA. Romaszewska konkuruje również z Jackiem Kurskim, swoim obecnym szefem, pod adresem którego napisała w tygodniku „Wsieci” panegiryk. Dowiedzieliśmy się od niej, że „Zarząd Jacka Kurskiego jest pierwszym od lat, który na poważnie zabrał się do reformowania telewizji publicznej”. Jakie są tego skutki obserwujemy na co dzień. Oczywiście jeśli Jacek Kurski wygra – tajemniczy „Biełsat” i jego szefowa ocaleją.
Nie będę pastwił się nad kolejnym kandydatem – Panem Bogdanem Czajkowskim. To na pewno bardzo zacny człowiek i zasłużony – fakty z życiorysu o tym dobitnie świadczą. Warto zerknąć do internetu. Ważne, ze takich właśnie ludzi mamy i że oni „chcą”. Ale chcieć a móc to jednak nie to samo. Kto namówił Pana Czajkowskiego do startu – mama, dziadek? Telewizją musi kierować dziennikarz, pisarz, scenarzysta (takim był np. Marian Terlecki), może być też filmowiec (dobry szefem był Janusz Zaorski). W okresie reżimowym firmę dano żołnierzowi spod Lenino. W okresie gomułkowskiej siermiężnej Polski – prężnemu, wiernemu (był naczelnym w największej wówczas polskiej gazecie codziennej – Trybunie Robotniczej na Śląsku, organie KW PZPR) - Maciejowi Sczepańskiemu. W prawdzie obywatel prezes rozpił się ale program robili fachowcy – Ambroziewicz, Walter, Rolicki. Nie mówię tu oczywiście o etyce, abstrakcyjnemu poczuciu niezależności dziennikarzy. „Wtedy” to były pojęcia abstrakcyjne. Tak czy owak nie można dziś władzy na Woronicza powierzyć menagerowi – jak chce tego Marcin Wolski, obecny dyrektor drugiego programu, co jest zrozumiałe, bo wówczas naczelny satyryk kraju byłby w „Dwójce” programowo niezależny.
Tak wiec pan Bogdan Czajkowski nie ma oczywiście żadnych szans. Może i szkoda, że windując go w konkursie tak wysoko zażartowano sobie z człowieka. Oczywiście należy go teraz posłuchać z uwagą.
Na koniec dwa czołowe ogiery: Kurski i Skowroński.
Obecny prezes TVP Jacek Kurski to facet przebojowy, a nawet ryzykant. Odważny ale i desperat. Przy tym wszystkim jest uzdolniony artystycznie – gra na gitarze, śpiewa. Szkoda, że na tym nie poprzestał. Najważniejsze jego dokonanie telewizyjne to zmontowanie taśm podsuniętych przez Kiszczaka. Kurski jest bardzo sympatyczny i pełen energii. Pamiętam jak przed laty zatelefonował do mnie ówczesny, wspomniany już prezes TVP Marian Terlecki i zaprotegował Kurskiego jako młodego, bojowego reportera z Gdańska. Byłem wówczas dyrektorem pierwszego programu. Zaprosiłem żywiołowego młodzieńca do Warszawy, pogadałem z nim i podpisałem angaż na pełny etat w firmie.
Od tego czasu Jacek Kurski, podobnie jak i jego brat Jarosław przeszli długa i ciekawą drogę. Nie zawsze w tą samą stronę. Można by o tym zrobić film – „o dwóch takich co nie kradli, a wysoko zaszli”. Jest jednak i taki dowcip: czym różnią się Kurscy? Odpowiedź: imionami.
Ani podlizująca się do Kurskiego Romaszewska, ani miłośniczki prezesa nestorki-gwiazdy TVP nie wystarczą. Jaki jest koń każdy widzi. Oczekiwania wobec Kurskiego to strata czasu. Będzie coraz gorzej. Pan Jacek nie zbierze odpowiednich dziennikarzy, nie zostaną stworzone redakcje jako kuźnia kadr, reporterów i publicystów. Może to zrobić tylko praktyk najlepiej taki, który czyni to na co dzień. A wystarczy otworzyć o 7:07 w dzień powszedni radio na fali 106,02. I wnet się o tym przekonać.
Tak dochodzę do ostatniego kandydata, który – wierzę – powinien zostać pierwszym. To Krzysztof Skowroński. Jako dziennikarz bije wszystkich wyżej wymienionych po wielokroć! Porównanie z nim Romaszewskiej, Czajkowskiego czy Kurskiego nie ma w ogóle sensu. Skowroński robi programy prawie codziennie i można sprawdzić jak je robi. Nawet teraz gdy ubiega się o wybór na ważną funkcję nie waha się krytykować rządzących, czyli faktycznie tych, od których jego wybór zależy. Inna sprawa, że być może na niezbyt długo. Ponieważ zwykle tylko służalcze gnidy mają szanse utrzymać się na telewizyjnych stołkach dłużej – a znam to z praktyki – niż dwa lata.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapowiedziałem na początku felietonu, że napiszę kto będzie prezesem TVP. Otóż będzie nim ten któremu ostatecznie powierzy funkcję prezes Jarosław Kaczyński. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Konkurs to tylko taka zabawa. W końcu nawet nieszkodliwa. Może coś tam ciekawego wniesie (np. ośmieszy Kurskiego). Ale przecież nikt nie myśli poważnie, że jurorzy dominujący w pięcioosobowym składzie – czyli Czabański, Lichocka i Kruk – nie zrobią tego, co im Nasz Wódz (bo i mój – póki co), idący jak burza – nakaże.
Juliusz Braun i Grzegorz Podżorny będą mogli sobie trochę ponarzekać. Tyle ich.
Będzie dobrze gdy o wyborze Krzysztofa Skowrońskiego zadecyduje ten, kto rzeczywiście władzę ma. To dobre rozwiązanie. Inaczej publiczną zjedzą, wrócą „lisy i kraśki”. A my wszyscy utopimy w tej pseudotelewizji kolejne miliardy zjedzą niekompetentni, leniwi, tacy którym nic nigdy nie wychodzi.
Jest jeszcze jeden aspekt pozytywny takiej decyzji. Wybór Skowrońskiego to także wyjście z dylematu, które z antagonizowanych środowisk miałby poprzeć prezes Jarosław Kaczyński: Sakiewicza z Gazetą Polską i klubami, czy też braci Karnowskich z Kurskim, Fratrią i Skokami. Nie można dać jednym nie wzbudzając kontrakcji drugich. Skowroński ten nabrzmiewający konflikt jeśli nie wygasi to przynajmniej załagodzi.
Z biciem serca czekamy na wynik.
Godzina 13:00 , 7 października 2016 r. Stefan Truszczyński
