Dziennikarze z „Gazety Wyborczej” wyśmiali nas i kolegów z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Zorganizowaliśmy bowiem 24 września br., jak co roku mniej więcej o tej samej porze, pielgrzymkę na Jasną Górę, by wspólnie się pomodlić.

            Przedstawciele „Gazety Wyborczej” wdarli się z aparatami fotograficznymi do kaplicy pod Obraz Matki Boskiej, ponieważ mieli przypięte plakietki z napisem „Akredytacja”. Jednak żadnej akredytacji nikomu nie przyznawało nasze SDP ani pobratymcze.. O tak, „Gazeta Wyborcza” umie oszukiwać – nie tylko swych nieświadomych rzeczy czytelników, ale i duchownych, ponieważ niezaproszeni przez oo. paulinów jej wysłannicy nie mieli prawa tam wejść. Te plakietki to było nadużycie, mistyfikacja. Mógłby ktoś powiedzieć, że był to trik dziennikarski w celu zdobycia materiału. Lecz czy taki chwyt, który posłużył do kpiny z nas, katolików, jest godny dziennikarstwa? Owszem, byłego pezetpeerowskiego...

Zrobiono w istocie sporo zdjęć (technicznie perfekcyjnych) modlących się koleżanek i kolegów pod Obrazem NMP, także przemawiających w sali konferencyjnej Domu Pielgrzyma. Dopisano do nich, że owe modlitwy na Jasnej Górze to uzależnianie od głupoty - znaczy w domyśle jednoznacznym: że wytwory pracy naszej, dziennikarzy wierzących, tak właśnie wpływają na odbiorców. Ergo dla redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, Adama Michnika i jemu podobnych, wiara w Boga to przejaw braku rozumu, dlatego dziennikarze nie powinni jej wyznawać.

Michnik od dawna słynnie ze swej agresywnej postawy ateistycznej i antypaństwowej. Ostatnio uzależniło go uczestnictwo w pochodach Komitetu Obrony Demokracji, może tym łatwiej że podświadomie rozbudza w nim wspomnienia pochodów pierwszomajowych, które kształtowały jego osobowość. Często w „Wiadomościach” TVP widziałem jego twarz rozpromienioną radością obok równie uradowanego oblicze Mateusza Kijowskiego, polityka-intelektualisty niepłacącego alimentów,  z warkoczem niczym dziewczynka.  

Obecność Michnika nadaje marszom KOD nader zaszczytną rangę. Michnik przecież wydał dużo wybitnych książek, których nikt nie czyta. .A jakiś Niemiec napisał jego monografię, monografię tego znanego, cenionego w Polsce eseisty i mędrca politycznego. Kto za życia dostępuje takich splendorów, żeby o nim cudzoziemiec napisał monografię? Niewątpliwie znani, lecz tylko wtedy kiedy są postępowi, niewierzący w Boga i naigrawają się z wierzących.

A Michnik to niewątpliwie mędrzec-ateista na miarę i byłej już na szczęście Polski ludowej, i tzw. III Rzeczypospolitej, która od października ub. r. przeistacza się w inną... W 2008 r. wydał zbiór esejów „W poszukiwaniu utraconego sensu”. Rwie szaty, że ówczesny marszałek Sejmu, Marek Jurek, wezwał parlamentarzystów do modlitwy w kaplicy sejmowej o deszcz, gdyż Polskę nawiedziła susza. To straszne! Nie susza, tylko zaproszenie posłów do modlitwy; autor pyta dramatycznie: „Co się stało z Polską? Nie jest już krajem demokratycznym, gdzie wszyscy obywatele mieli równe prawa, gdzie obowiązywała niezawisłość sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego(...), gdzie kompromis i tolerancja były cnotami, a fanatyzm i mściwość pozostawały w niełasce(...)? Polska staje się z wolna państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją”.

Po ośmiu latach, w państwie „pełzającego zamachu stanu”, pozbawionym „substancji demokratycznej” Michnik z uczestnikami Komitetu Obrony Demokracji pod przewodem polityka-intelektualisty z warkoczykiem niby dziewczynka wychodzi na ulice, gdyż niby brakuje mu właśnie owej „substancji demokratycznej”. A przecież wie, że to nieprawda, ponieważ sam doświadczał w młodości braku swobód obywatelskich, które są atrybutem demokracji, brał udział w manifestacjach rozpędzanych przez milicję, wsadzany do więzienia, ogłoszony wrogiem reżymu, tylko dlatego że partia komunistyczna nie chciała go dopuścić do współrządzenia. Dziś dumny ze swej biografii, każe się szanować i przyznawać rację we wszystkim za to, że był dyskryminowany i siedział  w więzieniu. Musi być przeto świadom, że ekscesy uliczne kodowców i ich wypowiedzi publiczne to czyste nonsensy, gdyż nie mają najmniejszego uzasadnienia w rzeczywistości politycznej - nikt ich nie rozgania, nie pałuje, nie aresztuje. Ta aktywność uliczno-propagandowa to niezbity dowód, że Polska jest krajem wolności obywatelskich, na wskroś demokratycznym i nawet obywatelom ogłupiałym zezwala na uliczne incydenty. Kto jednak przekona o tym fanatyków KOD? Mędrcy głupoty są wszak w każdej epoce, pod każdą szerokością geograficzną, w każdym ustroju i epoce - nieprzekonywalni.

Michnik więc chodzi na manifestacje KOD utożsamiając się z głupcami, którym wydaje się, że są mądrzy. A kto wykreował tych mędrców ateistycznej, politycznej i wszelkiej głupoty uczestniczących w protestach KOD? Gazeta Michnika. Więc redaktor naczelny czuje się zobowiązany być wśród nich, bo teraz jest jednym z nich i nie toleruje, jak oni, demokracji, teizmu, zwłaszcza katolickiego i maryjnego - musi publicznie postponować wierzących.

Oto nasza współczesna barbaria.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl