Z niedowierzaniem przyjmowałem słowa Katalin Széllné-Papdi, dyżurnej Telefonu Zaufania w Szeged i mojej mentorce na 29 konferencji „Gry w telefonie zaufania” węgierskich telefonów zaufania w tym samym mieście (26-28.08.2016 r.). Co i rusz jej przerywałem by się upewnić, że dobrze ją rozumiem:
-Węgry, choć współpracowały z Hitlerem, prowadziły jednocześnie rozmowy z Anglikami i Amerykanami. Jednym z celów było to, by Armii Czerwonej nie wpuścić na węgierskie terytorium, gdy dotrze do Karpat w 1944 r. I nie pozwolić na taką okupację całego kraju. Nawet Front węgierski, czyli głównie organizacje lewicowe wystosowały do regenta Horthy’iego memorandum: „Nadszedł ostatni moment, aby porozumieć się z armią rosyjską i uniemożliwić, aby nasz kraj stał się terenem działań wojennych”.
-U nas to nie była jakaś stalinowska odmiana komunizmu-mówi dalej. – Wypaczenia to co innego. To miał być prawdziwy komunizm, zgodny z jego wszystkimi założeniami. Czyli wszystko, co stare i przeżyte miało być starte z powierzchni ziemi. Czy w Rosji radzieckiej nie mówiło się: „zabij ojca swego i matkę swoją”, bo to nieważne, bo to już było. My budujemy teraz nową i lepszą przyszłość. I w imię tego partia na Węgrzech tak postępowała. Terror był oczywiście niezbędny i konieczny w jej mniemaniu. I to straszliwy terror.
Rolnictwo tylko państwowe, czyli same kołchozy. Nawet mowy nie było o indywidualnej własności rolnej. To, co było możliwe w Polsce „najweselszym baraku Układu Warszawskiego”, było nad Dunajem niedopuszczalne. Ba, nawet nikt o tym nie myślał. Wszystko miało być zgodne z ideologią i tej ideologii podporządkowane. I tyle.
-A jak ideologia komunistyczna, to też nie ma Boga-podkreśla.
Komunizm zabrał Węgrom całkowicie wiarę w Boga. Kościół nie istniał, chociaż przecież nikt nie zburzył kościołów. Boga miało nie być i nie było. Nie takie odstępstwo od ideologii. jak w Polsce. Chcieli budować ustrój socjalistyczny na Węgrzech i jednocześnie chodzić do kościoła? Nie ma tak. Albo jedno, albo drugie.
-Kto się pokazał w kościele, od razu tracił pracę-opowiadała Katalin. -Z księży, jak nie chcieli trafić do więzienia, robiono szpicli i donosicieli. Oczywiście mieli wskazywać tych, którzy zjawili się na mszy. Takie diabelskie, zamknięte koło zła. To, co się wtedy działa, w latach 40-tych, 50-tych i 60-tych odbija się w naszym społeczeństwie do dziś.
Rok 1956, powstanie, które zaczęło się 23 października i trwało 13 dni do 4 listopada, to dla nich bardzo bolesne i wciąż aktualne wspomnienie. W Londynie do dziś po lewej stronie przed wejściem do Klubu „Polskie ognisko” (Polish Hearth) w South Kensington tablica po polsku i po angielsku: „Pamięci ofiar Powstania Węgierskiego 1956”. Szybko przelatuję pamięcią: jakie powstanie? Mam zakodowane jako ofiara komunistycznej propagandy: wydarzenia, wystąpienia, ale powstanie? Czyli tak jak Powstanie Warszawskie („The Warsaw Uprising”)? A kto był wrogiem? Związek Radziecki?
Na Węgrzech Anno Domini 2016 w społeczeństwie panuje wszechobecny nastrój przygnębienia:
-Dla nas wciąż wielką tragedią jest to, co się stało 4 czerwca 1920 r., gdy podpisano traktat w pałacu Grand Tranion, jako części Wersalu-stwierdza Katalin. -Tak, to 96 lat temu. Ale to ma wciąż na dzisiejsze odczucia Węgrów.
Węgry będące tyle lat pod butą tureckiego okupanta od 1541 r. ponad 130 lat chciały odzyskać niepodległość i wolność (takie same hasła jak w czasie rewolucji w 1956 r.). Znamienny był rok 1683 r. i pobicie Turków przez polskiego króla Jana III Sobieskiego. Potem dominacja Habsburgów. Wiosna Ludów, oczyszczenie Węgier z wroga, Węgry były wolne w 1849 r. W kwietniu 1849 r. ogłoszono Deklarację niepodległości. Zaraz potem 200-tysięczna armia gen. Paszkiewicza wkroczyła na nizinę węgierską. Ówczesne powstanie węgierskie upadło. Rozszalał terror austriacki. W końcu doszło do ugody austro-węgierskiej w 1867 r. Na czele wspólnej monarchii Austro-Węgier w Wiedniu był cesarz, a w Budapeszcie król. Po I wojnie światowej Austria ograniczyła się do swojego niemieckiego obszaru językowego. W Węgry zostały „wystawione” zwycięskim aliantom. I wtedy w pałacu w Tranion zabrano im 2/3 ich terytorium. Zniknęły „wielkie Węgry”. Dziś są to okrojone Węgry o powierzchni 93 tys. km kwadratowych. Aby dokładnie zobaczyć, co Węgrom zabrano, sięgam po „Historię Węgier” Wacława Felczaka, wydawnictwa „Ossolineum” (wyd. II, poprawione i uzupełnione 1983). Na str. 333 od północy widać Słowację z Bratysławą i Koszycami, dalej na wschód Ukraina Zakarpacka z Użhorodem, olbrzymia połać Rumunii od Cisy z Sighet, aż po Timoşoarę i dalej krainę Banat i hen po Dunaj. I dalej tereny byłej Jugosławii: Baczka z Subiticą i Novim Sadem (obecnie Serbia) i olbrzymie terytorium od Drawy, a dalej Sawy na południe po szeroki pas morza z portem Rijeką. Doprawdy olbrzymie wrażenie.
4 czerwca 1920 roku, w dniu podpisania traktatu, w całym kraju bito w dzwony i odprawiano nabożeństwa żałobne, a gazety ukazały się w czarnych obwódkach; zamknięto szkoły, urzędy i sklepy. Na 5 minut stanął transport publiczny. Flagi państwowe opuszczono i pozostawiono je tak do 1938 roku. W rocznicę Trianon żałobę przywdziewał parlament, urzędnicy i miliony obywateli.
Rewizja traktatu stała się głównym celem polityki zagranicznej Węgier w okresie międzywojennym i przyczyniła się do zbliżenia z III Rzeszą
W czerwcu 2008 w południowej części Budapesztu otwarty został Park Trianon, który ma upamiętniać ziemie dawnej monarchii węgierskiej, utracone w wyniku traktatu. W parku znajduje się m.in. dzwon, który dzwoni każdego dnia o godz. 16:32 - kiedy to w dniu 4 czerwca 1920 podpisano traktat w Trianon.
Ta współczesna „smuta Węgrów” (bardzo dużo o niej pisze Krzysztof Varga w „Zupa z turula” bierze się także z wiedzy, że wszystkie sojusze jakie Węgrzy zawierali były niewłaściwe i przynosiły im klęski. Przecież z Jugosławią w grudniu 1940 r. podpisali „pakt wieczystej przyjaźni” by 3 miesiące później zaatakować ją zbrojnie wspólnie z Hitlerem. To wtedy premier Hrabia Pál Teleki popełnił samobójstwo, zostawiając list, gdzie w najgorszych słowach wyrażał się o narodzie węgierskim.
O pokrętnej, współczesnej polityce węgierskiej mówiła 23 października 2016 r. rano w TVP Info Karolina Zbytniewska, redaktor naczelny portalu euractiv.pl:
-Victor Orbán wygrał wybory antyrosyjską narracją-mówiła. – Ale po nich zawarł umowy na dostawy energii na Węgry. On jest znakomitym politykiem. Nie ma żadnych sentymentów historycznych, ani względów lojalnościowych.
-Nie mamy już dostępu do morza, nie mamy gór, taka sytuacja nas nie zadowala-podkreśla Katalin. –I dlatego współcześni Węgrzy są tak smutni. I to uczucie jest wszechogarniające.
Od pierwszych chwil powstania, które wybuchło 23 października 1956 r. było co zrobić z prymasem Węgier kard. Józsefem Mindszenty? Uwolnienia chciał premier Imre Nagy. Jednakże część polityków bała się, iż to zaostrzy jedynie sytuację. Reformatorzy z komunistycznej partii mieli obawy, iż „wejdzie” on w życie polityczne, będzie za hasłami o odrzuceniu komunizmu. Ale co ważniejsze rozliczenia odpowiedzialnych za komunistyczny terror. Obawy te miały swoje podstawy, bo w lutym 1949 r. był oskarżony o: „przestępstwa zmierzające do obalenia republiki, za zdradę stanu, szpiegostwo i handel walutami”. Choć była to kłamliwe oskarżenie Mátysá Rákosiego, byłego pierwszego sekretarza węgierskich komunistów. W 1955 r. kardynała przewieziono do miejsca odosobnienia, maleńkiej wsi pod granicą z Czechosłowacją. 31 października 1956 r. został przewieziony do Budapesztu. Wszyscy mieli nadzieję, że powstanie zwycięży. Na trasie miał mówić do witających do tłumów: „Moje dzieci, podejmę to, co przerwałem 8 lat temu”. Rząd Imre Nagy’ a zobowiązał się naprawić wszystkie krzywdy z okresu stalinowskiego terroru. Wieczorem 3 listopada 1956 r. wygłosił przez radio 8 stronicowe orędzie. Wzywał do utrzymania jedności narodu i odpowiedzialności tych, którzy tak strasznie realizowali tę straszną, komunistyczną ideologię. Z Węgier miały być wycofane radzieckie wojska. Mówił o wolnych wyborach pod międzynarodową kontrolą. 4 listopada 1956 r. o 4 rano zaczął się sowiecki szturm na Budapeszt. Kardynał schronił się w Ambasadzie USA, nomen omen położonej na ...Placu Wolności. W ambasadzie był 15 lat, potem na wygnaniu. W testamencie wyraził wolę, że można go pochować na Węgrzech, gdy gwiazda moskiewskiej bezbożności zniknie z nieba Maryi i św. Stefana”. W maju 1991 r. jego prochy pochowano w krypcie Prymasów Węgier w bazylice w Esztergom.
Za komunistów kościoła w ogóle nie było w życiu Węgrów. Nie było autorytetów mogących się przeciwstawić komunistycznej, uzurpatorskiej władzy. Jakże jednak odmienna była sytuacja w Polsce, gdzie kościół właśnie obronił wiarę, bronił wolności Polaków. Kardynał Stefan Wyszyński też był więziony, ale tylko 3 lata. Ta rola Kościoła w Polsce, jego autorytet obronił wtedy naród. Na pewno wymaga to dalszych badań i ciekawych książek na ten temat.
Andrzej Dramiński
