Oliver Stone od lat recenzuje politykę Stanów Zjednoczonych. Po „Plutonie” (1986), „Urodzonym 4 lipca” (1989), „JFK” (1991) i „Nixonie” (1995) przyszła kolej na „Snowdena” (2016) – film, który w mistrzowski sposób pokazuje jakie zagrożenia czyhają na korzystających z Internetu i telefonów komórkowych. Zagrożenie jest totalne, nieuchronne, dziś już przewidywalne i nie do powstrzymania. Współczesny świat jest bowiem realizacją idei Wielkiego Brata, który patrzy na nas w każdym miejscu, inwigiluje na każdym kroku, a dodatkowo my się z tym godzimy!
Filmowa opowieść dotyczy działań NSA (Narodowej Agencji Bezpieczeństwa), która w 2007 roku wprowadziła ściśle tajny program szpiegowski PRISM umożliwiający wywiadowi Stanów Zjednoczonych dostęp do danych zgromadzonych na serwerach największych przedsiębiorstw internetowych, jak również gromadzenie tych danych na własny użytek. PRISM ma dostęp m.in. do serwerów Yahoo, Google, Facebooka czy Youtube. Praktycznie może zebrać informacje o każdym obywatelu na świecie (poza USA) bez jego wiedzy i w świetle prawa amerykańskiego będzie to całkowicie legalne. Może inwigilować również nas - Polaków. Portal WikiLeaks podał, że NSA podsłuchiwała też kanclerz Merkel, poprzednich kanclerzy Niemiec Schroedera i Kohla, jak również prezydentów Francji: Chiraca, Sarkozy'ego i Hollande'a. Według „Washington Post” NSA codziennie przechwytuje 1,7 miliarda rozmów telefonicznych, e-maili oraz innych pakietów informacji, które rejestruje w 70 różnych bazach danych.
Informacje o programie PRISM ujawnił Edward Snowden, a opublikował je brytyjski „The Guardian”. To właśnie ten dziennik podał kto jest źródłem przecieku, a tożsamość sygnalisty ujawnił na jego prośbę. Snowden należy do największych amerykańskich whistleblowerów, aczkolwiek – o czym warto pamiętać - nastawienie amerykańskiego społeczeństwa do ujawniania tajemnic państwowych zmieniło się po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku.
Według Pew Research Center (dane z 2013 roku) 56 procent Amerykanów uważało walkę z terroryzmem za ważniejszą od ochrony prywatności, a 41 proc. miało przeciwne zdanie. Ale jeszcze wtedy wg sondażu Gallupa PRISM nie podobał się 53 proc. obywateli. Dane PEW z maja 2015 wskazywały, że 54 proc. Amerykanów było przeciw, a 42 proc.za inwigilacją. Jednak już pod koniec 2015 roku – według ankiety przeprowadzonej przez Associated Press i AP-NORC (NORC Center for Public Affairs Research) większość obywateli Stanów Zjednoczonych (56 proc.) opowiedziała się za podsłuchiwaniem przez władze bez nakazu sądowego. Tylko 28 proc. zdecydowanie było przeciwnych takiej działalności. http://apnorc.org/news-media/Pages/News+Media/AP-NORC-Poll-Online-surveillance-is-OK-for-most.aspx
W świetle tych badań można stwierdzić, że działalność Snowdena nie wpłynęła w istotny sposób na postawę amerykańskiego społeczeństwa, dla którego – jak się wydaje – ważniejsze jest bezpieczeństwo niż prywatność i wolność. Dla mnie jest to smutny wniosek, kojarzący się z kadrami filmu „Piłat i inni” Andrzeja Wajdy, w których baran prowadzi stado owiec na rzeź.
Walkę Snowdena o obronę podstawowych (fundamentalnych) zasad amerykańskiej Konstytucji i wolności Oliver Stone pokazuje z niezwykłym przejęciem, zgodnie ze swoimi politycznymi przekonaniami i wolnościowym, antyestablishmentowym przesłaniem (przy okazji przypominam niektórym naszym publicystom, że establishmentem jest rząd, administracja rządowa i partie polityczne). Stone obrazuje też wytrwałe dążenie brytyjskich dziennikarzy „The Guardiana” (Glenna Greenwalda i Ewena MacAskilla) do publikacji zdobytych materiałów w swojej gazecie. Zamieszczony w świątecznej „Gazecie Wyborczej” wywiad z redaktorem naczelnym „Guardiana” Alanem Rusbridgerem wyjaśnia, dlaczego im się udało – Rusbridger mówi: „Kiedy pracowaliśmy nad tekstami o Snowdenie, służby państwowe próbowały wywierać nacisk na mnie poprzez szefów firmy, radę nadzorczą, akcjonariuszy, a potem przez zarządzający samą gazetą trust, ale za każdym razem odpowiedź była ta sama: nie mają na nas żadnego wpływu, i rzeczywiście na wszelkie tego typu naciski zawsze byliśmy odporni”.
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,20999170,cala-prasa-w-rece-dziennikarzy.html
Oczywiście, jak zwykle znaleźli się krytycy filmu, że publicystyczny nadto, że Snowden jednostronnie pokazany, jednowymiarowy, że najważniejszych rzeczy w filmie nie ma, czyli pytania, czy działał słusznie, że jest lewicowcem, że został w Rosji, itd., itp. Też o tym pisałem, o paradoksie, że człowiek, który upomina się o obywatelskie wolności trafia do kraju, który tych wolności nie przestrzega. Ale ja bym tu nie oskarżał Snowdena lecz hipokryzję krajów, które rzekomo miłują wolność, lecz w imię swoich celów politycznych zamkną granicę przed banitą.
Film Stone’a nie jest arcydziełem, ale jest dobrym, solidnym rzemiosłem, sfabularyzowanym dokumentem i thrillerem politycznym w jednym. Swoją historią opowiada o jednym z najgłośniejszych amerykańskich whistleblowerów (sygnalistów/demaskatorów) w historii Stanów Zjednoczonych i stawia się w rzędzie największych osiągnięć kina opisującego dziennikarstwo śledcze obok takich dzieł jak „Pentagon Papers”, „Wszyscy ludzie prezydenta” i „Spotlight”.
A na pytanie, czy po ograniczeniu (samoograniczeniu) naszych wolności czujemy się bezpieczniej, niech każdy odpowie sobie sam. Dla mnie pytanie jest czysto retoryczne.
Marek Palczewski
22 listopada 2016
