Umarł biedaczek. Chwalą go wszyscy. Ale na stypie po kilku głębszych, oczywiście ku pamięci, od słowa do słowa jawi się postać już mniej spiżowa. Bo i małżeńskie pożycie nie takie jak trza i nie zarabiał za dużo. Przystojny, i owszem – ale i paw okropny. Popijał, żonkę obijał. I w ogóle lepiej kończyć ten rachunek sumienia i już nie dociekać.
Podobnie z naszą gospodarką. Jeszcze mamy w uszach dobre zapowiedzi. Ale miesiączek za miesiączkiem mija, a my ciągle na etapie strategii. Gdzie te ustawy, a przynajmniej projekty? Sejmowi kłócą się zażarcie. Ale czy o najważniejsze sprawy? O armię? Zgoda. O podatki – też! Banki wracają! I bardzo dobrze. Oświata poszukuje właściwych rozwiązań. Nareszcie!
Ale coś przytkało w rolnictwie. Chłop produkuje – chłop sprzedaje. W tej sprawie zgody nie ma. Pośrednicy nie popuszczą. Wiadomo handel - to najszybszy zysk. Niech włościanin sieje i hoduje, ale od bezpośredniej sprzedaży wara. 460-ciu z widelcami w ręku – niby sprzyjają, dużo gadają ale chłop ciągle narzeka i czeka. Do następnego rozdania. Może wreszcie mieć będzie prawdziwych swoich reprezentantów.
Dlaczego obywatel polski nie może mieć swojego posła. Po prostu takiego, który jest od niego i dla niego. Partie, które namaszczają ładują na listy przede wszystkim wiernych. Nie ważne, że potem leniwych i biernych. Ale wiernych. Bo tak szybciej można realizować cele. Jednomandatowe okręgi wyborcze to taka fatamorgana. Temat zastępczy. Po to, by odwrócić uwagę od jakości („mądrości i zdolności”) wybieranych. Ileż pogardy jest w myśleniu partyjnym, które zakłada, że ludziom narzucić trzeba wybór. Że ci na dole, w terenie nie są w stanie wybrać właściwych posłów i senatorów.
Stoczniowcy, górnicy potrafili ruszyć z posad bryłę przerdzewiałego świata, ale samemu wytypować swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu to już nie. To muszą zrobić za nich partyjne gremia. Dlaczego? No bo tak ma być i już!
Chwali się poseł i senator, że on już trzecią, czwartą kadencję zalicza. Świetnie zna budynek profesora Pniewskiego, wie kiedy przybyć, a kiedy zachorować. Słucha swojego prezesa i dobrze wie, z którym dziennikarzem gadać.
A taki nowy? Nie wiadomo co może przyjść mu do głowy. Denerwuje się to na mównicy. Nie szanuje starszych kolegów. A przecież wszystko jest ustalone. Będziesz posłuszny i zdyscyplinowany, to Strasburg, Bruksela przed tobą.
DYSCYPLINA PARTYJNA. Nie ważne czy się zgadzasz, czy nie. Partia dokładnie ci powie co masz robić.
My i oni. Jeśli my „tak” to oni na pewno „nie”. Na złość im to można nawet odmrozić sobie uszy, albo zrobić w spodnie.
Na forum krajowym to fetor mniejszy. Ale nawet za granicą nie ma wspólnego interesu. Zasłużone krajowe odpady występują tam w różnych kubłach. Dlaczego nikt nie podsumowuje ich działań. Ot, migawki – podsunięty mikrofon i eurodeputowany plecie co chce. Reporterzy stojaki nie potrafią zapytać, dociekać istoty, wnieść się na coś więcej niż klepanie komunałów. Byle szybko, krótko i gładko. Tworzy się symbioza. Z jednej strony pitery, wałęsy i zwiefki a z drugiej panienki z okienka, które w życiu niczego ważnego nie napisały ani nakręciły. I tak to leci. Nic dziwnego, że wpływy z abonamentu telewizyjnego spadły w ciągu roku o 100 milionów złotych. I spadną jeszcze.
Wysyłanie do Brukseli niemot to prosta kontynuacja tego co robili „wicie – rozumicie”. Wtedy kelner mógł zostać, i zostawał, nawet ambasadorem w Paryżu, a kierowca – na podwójnej zresztą służbie – był ważniejszy niż konsul.
Niech ktoś zrobi listę tych, których w ciągu ostatniego ćwierćwiecza wysłano do Unii za to, że kilka kadencji blokowali działania w Sejmie, albo w rządzie koalicjowali się na zielono lub czerwono. Oczywiście byli i gorsi, którzy kantowali przy rozliczaniu delegacji, których ośmieszyły za oszustwa prawdziwie wolne zachodnie telewizje, których kłamców słuchać było i jest z niesmakiem, mimo że idzie im to gładko.
To się na szczęście zmienia. Niemniej ciągle niedokształcone niemoty językowo próbują powtórzyć intratne okresowe zasiedlenie. To oni mówią: nie dociekaj. A jednak trzeba, bo już na szczęście są dobrze przygotowane kadry. I z nich to powinno się wybierać najlepszych. Można to właśnie robić przez telewizję. Zamiast produkować durne publiczne konkursy i castingi, w których jedni kretyni wybierają podobnych sobie przy skowycie takich samych na widowni, dla maniaków zasiadających przed telewizorami – róbta coś pożytecznego. Pokażcie ludziom ciekawych ludzi. Bo jednak tacy są. Kolejka do Brukseli może być kolejką inteligentną, dobrze przygotowaną. Wtedy dopilnowane zostaną polskie sprawy, skończy się nepotyzm i partyjniactwo, nie będziemy musieli wstydzić się za eurodeputowanego z Polski przed niemieckimi kamerami, za cwaniaczkę wyłudzaczkę, której zapłaciliśmy w sumie miliony za złowienie śledzia, czy też dwóch korupcyjnych fląder.
CZYŚĆMY STAJNIE AUGIASZA. Gnój wyrzucajmy na pole. Dużo się tego zebrało. I jeszcze drepczą dreptusie tam i z powrotem. W rocznicę mordowania robotników ustawili się pod KC. Dziwne, że francuski generał, przyjaciel Polski, nie kopną ich z marszu wyciągniętą nogą.
A chodźcie sobie pięknymi alejkami. Najlepiej nocą, bo wtedy nie będziecie przeszkadzać ludziom pracy. Dwóch waszych już na ukraińskim chlebie. A to kraj duży i sporo tam jeszcze można zepsuć. Za wami niech idą inni, nowocześnie, nawet na platformie. Pani Merkel ma szeroko otwarte ramiona. Na pewno przyjmie bezwstydnego Tuska, zarozumiałego Rzeplińskiego, a także erudytę Petru.
Herzlich Willkommen!
Możemy też się „pomieniać” : np. za Elżbietę Bieńkowską powalczmy o panią Corinne Lepage francuską eurodeputowaną z partii Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, prawniczkę która wygrała miliony na rzecz rybaków w Bretanii za zdewastowane ropą wybrzeża. Jedna dobra fachowa siła pokonała gigantyczny koncern.
Gdzie się podziała solidarność? Ci, którzy po okrągłym stole nachapali się sowicie niech teraz przesuną się trochę przy żłobie. Powinni oddać choćby tysiąc złotych miesięcznie tym, którzy na miesiąc nawet tyle nie mają. Niech oddadzą zanim oszukani przyjdą siłą odebrać swoje.
Bogaty nie zrozumie biednego. Ale jest wspólne dla nich państwo, które winno być sprawiedliwe i oparte na prawie. Ale nie na przykładzie Trybunału, w którym jedna partia zawłaszczyła wszystkie fotele i tak w nieskończoność chciała siedzieć.
Może więc jedenaste przykazanie: „nie dociekaj” – to zły pomysł.
16.12.2016 Stefan Truszczyński
