Był apel dziennikarzy do marszałków Sejmu i Senatu. Potem był list redaktorów naczelnych największych redakcji do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Wczoraj był protest przed budynkiem sejmowym, a dziś jest protest mediów - w niektórych nie są podejmowane tematy polityczne, w innych zasłonięte zostały twarze polityków. Wszystko dlatego, że politycy PiS chcą ograniczyć dostęp dziennikarzy do polityków w miejscach sejmowych i tym samym ograniczą dostęp mediów do informacji publicznej.
Nie będę powtarzał znanych już argumentów, zamieszczonych w w/w listach. Są one dostępne na stronach internetowych a opis piątkowego protestu gazet zamieściły m.in. PRESS i Wirtualnemedia.
Michał Szułdrzyński pisze w „Rzeczpospolitej”, że ograniczenia nakładane przez marszałka Sejmu należy „traktować jako nie uderzenie w media, ale w prawo obywateli do tego, by wiedzieli co politycy robią z naszym państwem. Demokracja opiera się na jawności i swobodnym dostępie do informacji publicznej”. Dodaje, że zakaz nagrywania obrad Sejmu czy ograniczenia liczby dziennikarzy uprawnionych do wstępu do parlamentu są niezgodne z Konstytucją. Gazeta na znak protestu nie opublikowała w piątek żadnych informacji o pracach parlamentu, aczkolwiek zamieszcza duży wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. „Dziennik Gazeta Prawna” w związku z planem marszałka Kuchcińskiego nie opublikowała dziś artykułu o nowym pokoleniu polityków, pozostawiając stronę A6 pustą. W „Gazecie Wyborczej” Jarosław Kurski zauważa, że proponowane zmiany naruszają art. 61 Konstytucji RP. Stwierdza również, że „władza chce uniknąć dociekliwych mediów i niewygodnych pytań”. Gazeta przyłączyła się do piątkowej akcji, by zaniechać obsługi informacyjnej i publicystycznej dzisiejszych prac Sejmu. W „Fakcie” twarze polityków zostały zamazane czarnym mazakiem, m.in. twarz Jarosława Kaczyńskiego. „Super Express” nazywa Kuchcińskiego marszałkiem-cenzorem a redaktor naczelny SE Sławomir Jastrzębowski nie przebiera w słowach, pyta i sugeruje „PiS-ie, a może po prostu reaktywuj Mysią?”
Z w miarę jednolitej postawy mediów i dziennikarzy wyłamuje się Samuel Pereira, który pochwala na Twitterze propozycje marszałka. Postawa ta powinna trafić do rekordów księgi Guinessa w dziedzinie nakładania sobie samemu kagańca na twarz.
Czy protesty dziennikarzy coś zmienią? Czy marszałek Kuchciński wycofa swój ‚pomysł”? Nie wiem, zobaczymy. Jeśli jednak zostanie on wprowadzony w życie, to z pewnością podzieli dziennikarzy na tych „lepszych”, z lepszym dostępem do polityków (czytaj: mile widzianych, prorządowych, „swoich”) i tych „gorszych” których politycy z różnych względów będę unikać i pozbawią ich należnego dostępu do tzw. informacji publicznej.
Marek Palczewski
16 grudnia 2016
