Prof. Maria Janion, gdy jeszcze była normalnym historykiem literatury, wraz z prof. Marią Żmigrodzką, w wywiadzie opublikowanym w magazynie „Polska”, w latach 70. w sześciu językach (pismo było rozprowadzane w Zachodniej Europie, nie wyłączając Szwecji, i w USA), pt.  Bez romantyzmu nie byłoby Polski, dowodziła, że nasz romantyzm tym różnił się od romantyzmów europejskich, iż żądał stosowania moralności (rzecz jasna, chrześcijańskiej, bo innej w kręgu europejskim w zasadzie nie było) w polityce. Rzecz jasna, koronnym przykładem tego żądania jest cała Dziadów część III Adama Mickiewicza, jak również, w nieco innym aspekcie, Kordian Juliusza Słowackiego. Los studentów wileńskiej Alma Mater, niewspółmiernie ciężki w stosunku do „winy”, scena z panią Rollinsonową, zachowania uczestników balu u senatora i zdarzenia na tym balu, łącznie z uderzeniem pioruna, który zabija doktora Bécu, tak jakby to była interwencja Boga-Prawodawcy (natychmiastowa kara za czynione zło) – wszystko są to zdarzenia i działania (lub rezultaty działań) polityczne, oceniane za pomocą kryteriów moralnych.

Romantyzm francuski czy niemiecki, zresztą nieco wcześniej ukształtowane, podobne do naszego w wykorzystywaniu wątków ludowych, w nastroju tajemniczości, w pokroju głównych bohaterów, wyposażonych w nadmierne emocje, w wątkach, że tak powiem, poza cywilizacyjnych (Zbójcy Schillera), w niezwykle wyjątkowym traktowaniu miłości (Cierpienia młodego Wertera Goethego) – nie rozpatrują wcale  kwestii moralnych, lub czynią to w aspekcie indywidualnym (Faust Goethego), a nie społecznym czy wręcz politycznym.

Poeci z kraju zniewolonego od ponad ćwierćwiecza, gdzie naród siłą narzuconego sobie króla będącego carem Północy (czyli Rosji) nazywa po prostu „Pałkinem” (chodzi o Mikołaja I), a potem go detronizuje – nie mogliby polityki oceniać bez stosowania kryteriów moralnych. Później, przez cały wiek XIX, naznaczony zniewoleniem Polski, oceny te w formie mniej lub więcej zakamuflowanej, są obecne w intelektualnym dyskursie, w poezji i prozie, w teatrze i w wypowiedziach opinii publicznej.  

Tak więc od blisko 200 lat obecność moralności w polityce jest obowiązująca. I cokolwiek by nie rzec, nie podobna zaprzeczyć, przechodząc do naszych czasów, że obie strony dzisiejszego politycznego sporu, mimo przynajmniej w większości  tego samego rodowodu (solidarnościowego, z indywidualnymi wyjątkami potwierdzającymi regułę), zasadniczo się różnią, gdy przyłożyć do nich owe kryteria moralne i światopoglądowe.

Nawiasem mówiąc, włączenie się do opozycji partii Ryszarda Petru wprowadziło pewne zamieszanie, bo rodowód członków tej formacji jest różnoraki, generalnie mało czytelny, a jeśli idzie o kwestie światopoglądowo-wyznaniowe, daleki, powiedzmy, od polskiej normy (wyłączamy tutaj lewicę, która znalazła się zresztą poza parlamentem). Obecność ugrupowania Petru w opozycji powiększyła w niej liczbę szeroko pojętych „resortowych dzieci” (tzn. których rodzice niekoniecznie pracowali w MBP czy MSW, lecz np. pełnili odpowiedzialne funkcje partyjne), chociaż w samej PO nie brakowało i nie brakuje byłych działaczy PZPR, jak Olechowski, współzałożyciel PO (wystąpił z partii w 2007 r.), Święcicki czy Rosati, a także „resortowych dzieci”. Można co prawda przyjąć, że wbrew karkołomnej tezie Piotra Wierzbickiego, iż bardziej liczy się biografia, niż aktualna postawa polityka (czy każdego innego uczestnika życia publicznego), powiązania życiorysowe z określonym obozem w okresie PRL, zaczynają powoli tracić po trosze na znaczeniu, rzekłbym – blednąć, to jednak pewne postawy pozostają niezmienne. Z drugiej strony zaś przypadki takie jak Józefa Piniora czy…Bronisława Komorowskiego (jego obłędna, pełna zacięcia obrona środowiska WSI), albo Władysława Frasyniuka (ziejącego dziś nienawiścią do ludzi, z którymi wspólnie prowadził walkę przeciwko komunistycznemu totalitaryzmowi) – jeszcze w inny sposób zaprzeczają wspomnianej tezie Wierzbickiego. Jak wreszcie przypadek Stanisława Piotrowicza, tym razem z PiS-u, który i wtedy, za PRL-u starał się być uczciwy (co nie zawsze się udawało), ale za to w ostatnim 27-leciu dał przykład odwagi politycznej, jako zastępca Antoniego Macierewicza w Zespole Parlamentarnym ds. wyjaśnienia katastrofy Tu 154 M w Smoleńsku, a potem nadstawiając głowy w walce z opozycją o naprawę Trybunału Konstytucyjnego, który z sądu konstytucyjnego przemieniony został przez prezesa Andrzeja Rzeplińskiego w ośrodek polityczny mający nie dopuścić do reform przeprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Jego analizy prawnicze i komentarze skutecznie i zarazem prawdomównie rozbijały w proch i pył narrację przeciwników.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że zasadnicza różnica między postawą moralną Prawa i Sprawiedliwości, a opozycji, która ogłosiła się jako totalna (dlatego ograniczam ją do PO i Nowoczesnej, gdyż PSL ani Kukiz ‘15 nie biorą udziału w blokowaniu sali plenarnej Sejmu) polega na diametralnie różnym stosunku obu obozów do przeszłości. Przejawia się to na wielu płaszczyznach: w stosunku do tzw. ustawy dezubekizacyjnej, w której chodzi jedynie o odebranie byłym ubekom przywilejów emerytalnych, bo przecież „ubeckości” nikt ich nie pozbawi, kontestowanej przez opozycję pod pretekstem stosowania odpowiedzialności zbiorowej czy odbierania „praw nabytych”, indyferencję ze strony opozycji na dużą ilość „skamieliny postkomunistycznej” w sądownictwie, a szczególnie w jego władzach, czy w lekceważeniu zjawisk, które są wynikiem nieprzeprowadzenia dekomunizacji i lustracji. Zilustrowanie szczegółowe tych różnic nie jest potrzebne, gdyż są one oczywiste.

Nie trzeba dodawać, że PiS przeciwnie, wykazuje wciąż dużą wrażliwość na związki III RP z PRL i chciałoby je zerwać, a przynajmniej rozluźnić, by nawiązywać w wielu sprawach do II RP, szczególnie w takich kwestiach jak kształtowanie postaw patriotycznych, właściwa polityka historyczna, czy działania wizerunkowe na rzecz bardziej prawdziwego obrazu Polski w świecie. Ale na zasadzie wyrazistej tożsamości, a nie płynięcia w „głównym nurcie.”

Drugim kryterium moralnym, mogącym posłużyć do ujawnienia kolejnych różnic miedzy  rządzącą prawicą a opozycją, jest stosunek rzadzących do obywateli. Tutaj też różnice są diametralne. Wiadomo, ile i jakich projektów prospołecznych w ciągu jednego roku rządów zrealizowało lub rozpoczęło PiS, nie będę ich przytaczał. Więcej niż poprzednicy zrobili przez osiem lat swoich rządów, jak słusznie zauważa Pani Premier. Owszem, przysparza im to zwolenników (a przecież o to też chodzi w polityce!), ale to nie jest jedyny czy zwłaszcza główny powód tych działań. Oni rzeczywiście rozmawiali podczas kampanii wyborczych z Polakami, z obywatelami naszego kraju, od nich dowiadywali się, jak im naprawdę się żyje, że tu i ówdzie nędza aż piszczy, szczególnie w wielodzietnych rodzinach, oni rzeczywiście przejęli się katastrofą demograficzną Polski.

A poprzedników to nic a nic nie obchodziło. Miliony podpisów obywateli w różnych sprawach szły do kosza. Obietnice wyborcze dawano tylko po to, by wygrać, a potem…”benzyna może być po 7 złotych za litr” (Donald Tusk). Więc wydłużyli wiek emerytalny, podnieśli ponad dwadzieścia rodzajów podatków, choć obiecali tego nie robić. Dosłownie. PiS swoich obietnic dotrzymuje, czasem ze względów oczywistych przesuwa je w czasie, zapowiada zrealizowanie tych, na które na razie nie ma pieniędzy. A że nie wszystko idzie doskonale? Łatwiej jest psuć niż naprawiać, doprowadzać firmy do bankructwa lub sprzedawać je za grosze, aniżeli ratować, restaurować lub tworzyć wręcz od zera. Wystarczy wiedzieć, jakie są problemy z górnictwem, tak potwornie zaniedbanym w ciągu ośmiolecia rządów PO-PSL.  Błędy w obsadzaniu „swoimi” spółek skarbu państwa? A jeśli będą dobrze pracować, to też? To w ogóle pikuś w stosunku do afer minionej epoki. I niech mi nikt nie mówi, że dwa lata różnicy w terminie przejścia na emeryturę (dla mężczyzn), a nawet siedem (dla kobiet) ma zredukować wysokość emerytury do jakichś groszy. Przecież to tylko ułamek stażu pracy, a więc i ułamek emerytury. A poza tym prawdziwa reforma emerytur jest jeszcze przed nami…

Trzeci rodzaj różnic to kwestia pokroju światopoglądowego i moralnego poszczególnych polityków obu obozów. Zacznijmy od przywódców. Jeden, gdy grunt pali mu się pod nogami, jego partia dołuje w sondażach, porzuca zaszczytne stanowisko premiera rządu i ucieka na lukratywną posadę w Unii Europejskiej, o co zresztą od miesięcy skrycie zabiegał, przewidując rozwój wypadków i zarzekając się jak żaba błota, że żadnym urzędem w UE nie jest zainteresowany, bo przecież bycie premierem to duma i chwała. Banalne porównania o szczurach i okręcie narzucają się same.

Temu drugiemu natomiast nawet najwięksi wrogowie nie mogą zarzucić jakiejkolwiek interesowności osobistej, jeśli chodzi o sprawy majątkowe. Nie ma nawet konta bankowego, z czego zresztą przeciwnicy czynią mu zarzut nieznajomości świata i szczególnie ekonomii. Nie ma także prawa jazdy i własnego samochodu.  Natomiast ma za sobą kilka sezonów politycznych, w czasie których wypromował pięciu premierów i trzech prezydentów. Ale nie mówimy tutaj o geniuszu politycznym, tylko o moralności w polityce.

Prezes może być wzorem dla swoich przyjaciół politycznych i dla wszystkich członków jego partii. I jest nim, cieszy się wśród nich wielkim szacunkiem. I zapewne pani premier Beata Szydło, ministrowie Morawiecki, Macierewicz, Błaszczak, Gliński et consortes mają swoje konta w banku i auta, ale pod względem moralnym przerastają dalece swoich poprzedników. Proszę mi pokazać w PO człowieka, który by zrezygnował z dwudziestokrotnie wyższej pensji po to, by (jako wicepremier i minister)  móc pracować na rzecz lepszej Polski. Wiemy, o kim mowa. On jeszcze mówi: -„Ja byłem przez całe życie do tego przygotowywany.”   Elita PiS jest także w sposób widoczny dla obywateli jednorodna, że tak powiem, światopoglądowo, co można obserwować podczas każdej miesięcznicy smoleńskiej i co można było dokładnie zobaczyć i przeżyć podczas jubileuszu ćwierćwiecza Radia Maryja w Toruniu.

I mają jeszcze jedną wspólną cechę: są wiarygodni, mówią to, co myślą. I postępują tak, że to, co mówią jest sprawdzalne. W każdym razie dla pilnych i bezstronnych obserwatorów na pewno.

Natomiast po drugiej stronie  mamy katastrofę moralną i światopoglądową obcość. Nieustające mijanie się z prawdą. Już  widzę grubą księgę pt. Wszystkie krętactwa Donalda Tuska. O rekordzistce świata w tej dziedzinie już nic nie powiem, bo i wspominać hadko. Jak wyłgał się Grzegorz Schetyna z afery hazardowej (której wedle orzeczenia „niezależnej prokuratury” w ogóle nie było) – nikt nie wie, tylko on sam. Podejrzewam go zresztą głównie o brak charakteru, co nie takie dziwne, zważywszy lata życia w podwójnym nelsonie ze strony swego politycznego przyjaciela, Donalda Tuska. A „trzeba mieć charakter, panie Horsztyński” (Słowacki). W polityce zwłaszcza.

Kłamstwa licznych innych (nie będę ich wymieniał, nie stać mnie na procesy) różnią się jedynie poziomem zakamuflowania pozorami ideowości, stopniem brutalności języka, falowaniem hipokryzji, używaniem różnych osłon, pozorami racjonalności. Ale zawsze jakaś ewidentna prawda zostaje pominięta lub zaprzeczona, zresztą nie jedna, aby kłamstwo wyglądało jak ona. Zwłaszcza dla tych, którzy się nie orientują, którzy toną w niewiedzy, a sądzą, że są dobrze poinformowani. Dzisiejsza opozycja jest mistrzem w tych manipulacjach.     

A jeśli idzie o obcość, tak trafnie spostrzeżoną kiedyś przez Krzysztofa Szczerskiego, to wystarczy posłuchać o Wigilii tych demokratów, co Święta Bożego Narodzenia postanowili spędzić w sali obrad Sejmu, którą blokują od 16 grudnia. Wśród potraw wigilijnych znalazł się pasztet przyniesiony zapewne przez jakieś „resortowe dziecię”, nie mające pojęcia o polskiej tradycji, a światło betlejemskie udawał …znicz. Mają zamiar tam trwać aż do jedenastego stycznia i jeszcze dłużej, więc kolejnym świętem, poza Nowym Rokiem, będzie „Sześciu Króli” pana Petru, który zresztą dzieciństwo i część młodości spędził w ZSRS. Nie dziwota zatem.

Moralność w polityce to ważny czynnik i wciąż obowiązujący. A nie tylko skuteczność.  Jej brak prowadzi  prosto do klęski. Weźcie to pod uwagę, panie i panowie obrońcy demokracji! Głupi zazwyczaj nie wie, że jest głupi, ale zły na ogół wie, że jest zły, chyba że jest całkiem głupi…

Jerzy Biernacki

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl