Czytam za publicystą Andrzejem Fijołkiem: „Dziś radio Gazety Wyborczej o nazwie TK FM jest dostępne w całej Polsce w każdym samochodzie, a jego prawicowy odpowiednik RADIO WNET nie istnieje nawet w świadomości wielu swoich potencjalnych słuchaczy.

                Forsa! Słyszałem jak kiedyś pani Joanna Gwiazda pouczała niestety mało skutecznie. Mówiła, że prawica nie potrafi zapewnić „swoim” odpowiednich środków. Inni nie liczą się z tym co wypada lub nie – biorą szmal gdzie się da z kraju i zagranicy. Szlachetność oczywiście zobowiązuje. Nie należy ścigać się z paskudnymi ludźmi, ale choćby minimalne podstawy do działania, pisania, nagrywania, filmowania trzeba stworzyć.

                Dziennikarze prawicowi zarabiają grosze lub w ogóle nie zarabiają. Lewactwo bez wstydu i żenady wyciąga łapę i niestety dostaje. Zamiast po łapach, w łapy bierze – a Temida ślepa. Skończył się wprawdzie monopol na państwowe zamówienia. Ta manna nie spadała przecież z nieba. Była rezultatem wyraźnej politycznej protekcji, a nawet korupcji, kolesiostwa i nepotyzmu. Niestety odradza się w różnych formach przekupstwa. To wielogłowa hydra drenująca budżety państwa i zasoby regionalne. Układy i układanki są tak zagmatwane, że np. w burej szarzyźnie rzeszowskiej bardzo trudno jest zawyrokować kto brał a kto dawał. Łapownik broniąc się zawsze twierdzi – brali ode mnie wszyscy. Mówi się, że kwestią jest tylko za ile daje się przekupić.

                Wodzostwo medialnych przemian ucichło. Prawie się nie udzielają. Halo! Czabański, Lichocka, Bochwic – gdzie jesteście? Więcej aktywności proszę.

                Dziennikarze zawsze narzekają. Taka ich rola. Ale przecież trzeba w końcu zrobić coś z abonamentem telewizyjnym, z pomocą finansową dla dzielnych ale biednych. Tych co trzeba należy wyróżnić. W końcu wszyscy tak szybko odchodzą.

                Przemawianie do swoich zwolenników na panelach i zebraniach to za mało. Walka idzie o wątpiących i wahających się. Działać trzeba wobec nich. Nowi otrzymali środki do działania – ładne gabineciki, gadżety i samochodziki. Nawet z kierowcami. Prawo Parkinsona mówi, że administracja (a więc władza również) bardzo szybko wynajduje sobie zajęcia. Rychło po nominacji zaczyna być głównie sama dla siebie. Miesiączki mijają szybko, od pierwszego do trzydziestego, a nawet trzydziestego pierwszego to mgnienie oka. Decydenci medialni smacznie chrapią, a dziennikarze lobbyści harcują. Kupieni za judaszowe srebrniki wdzięczą się do obywateli, a ci przyjmują propagandę za informację i uważają, że w ważnej sprawie idą potem z flagami pod Sejm. Pogadajmy najpierw. Za stolikiem, w studio. Warto wychylić się trochę poza Warszawę. Warto w regionalnych studiach porozmawiać. Szeroko otworzyć drzwi i zaprosić ludzi. Powiedzą, ocenią. Ale do tego trzeba nie bać się własnego cienia i mieć poglądy. Władza została zdobyta. Był to cel zasadniczy – wprowadzić dobrą zmianę i odsunąć niszczycieli państwa. Teraz rzecz w tym, by wymieść zmurszałe próchno. Trochę wyszczerbiono ostatnio podgryzaczy. Tych, którzy uważają, że czym gorzej tym lepiej. Owszem dla nich. Jednak wiadomo, że hasła sprzeciwu kuszą zawsze bardziej niż działanie naprawcze od podstaw. Psuje popsuły i siedzą sobie teraz wygodnie na eurowym żołdzie. Pecunia non olet, choćby je wyciągnąć z sedesu.

                Jak trzeba być bezczelnym, by nadal wtykać swoją twarz w lufcik telewizyjny. Bez żenady. Mimo, że Polska straciła sieci ciepłownicze, przedsiębiorstwa pobierające pieniądze za prąd, mimo że straciła gazety nawet mające w tytule słowo Polska – teraz będące w dyspozycji zupełnie niepolskiego kapitału. Nawet te gazety za które Polacy oddawali życie są teraz w niemieckich rękach. Przypomnijmy sobie z jak wielkim wysiłkiem budowany był Port Północny, gdy wyrwano morzu ponad 40 hektarów. Teraz został sprzedany Belgom i innym zza Odry. Płakać się chce, gdy myśli się o handlu wielkopowierzchniowym, o zniszczeniu rodzimych handlowców szybciej niż to zrobiła UB-ecja po wojnie. Gdzie jest teraz polskie rzemiosło? Mamy do czynienia z gadaniem i rozkładaniem bezradnie rąk. Nadal akceptowane są nieprawdziwe wyliczenia, że molochy nie przysparzają dochodu wiec płacić podatku nie muszą.

                To o tych sprawach rzetelnie i w sposób udokumentowany trzeba bębnić na alarm i w pełni stan rzeczy pokazywać. Jest co robić., co sprawdzić, prześledzić. Dziennikarze nie powinni być bezrobotni. Powinni krok po kroku sumiennie pokazywać jak dokonywano przestępstw gospodarczych. Pod każdym przekrętem są w dokumentach konkretne podpisy. Trzeba tą pracę śledcza wykonać rzetelnie z dużym nakładem. Trzeba dołożyć wszelkich starań a potem pokazać w artykułach i programach. I ta dobra dziennikarska robota powinna być dobrze nie tylko oceniona ale i wyceniona. Tymczasem marnuje się środki na rozbudowę rozmaitych rad – nadzorczych, programowych. Na wożenie z domu do pracy nowo wybranych notabli. Do tego jeszcze dochodzi szum medialny o oczywistych oczywistościach i koniecznych koniecznościach.

                My, to duży naród i coraz lepiej wyszkolone kadry. Jest już w kim wybierać. Ławka wcale nie jest krótka. „Posuń no się trochę stary – rzecze najjaśniejsza pani…” . Chodzi o to żeby ruch się zrobił w izbach. Wiejska powinna to wreszcie zrozumieć. Dziennikarzy nie trzeba przeganiać. Trzeba z nimi współpracować. Może ostatnia lekcja pomoże. Może?

                18.01.2017                                         Stefan Truszczyński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl