Wojciech Piotr Kwiatek napisał tekst apelujący w gorących słowach o „przywrócenie” do grona mieszkańców masowej wyobraźni, jeśli tak można powiedzieć, Bolesława Prusa, z jego wspaniałą „Lalką” i kapitalnym „Faraonem”. W jakiejś mierze może i słusznie, zwłaszcza jeśli chodzi o młodzież niedokształconą w szkole nieustannie reformowanej w najgorszym z możliwych kierunków przez trzy kolejne panie „ministry” edukacji z Platformy Obywatelskiej i przy postępującej wówczas „brykizacji” lektur szkolnych. Jakkolwiek nie wydaje mi się, by w istocie Prus wymagał szczególnej obrony, zwłaszcza przed… Sienkiewiczem, który wedle Wojtka przesadnie jest obecnie promowany i popularyzowany. Pisząc pean na cześć „Faraona”, którego autor najwyraźniej stawia wyżej od „Lalki”, kończy głęboko jak sądzę jednak niesprawiedliwymi słowy: „Ale nas karmią wciąż tylko „przygodami pana Michała” i opisami „narodowej krzepy”…

Któż to nas tak karmi, gdzie i kiedy? No i trudno ograniczać prozę Sienkiewicza do „opisów narodowej krzepy”. Ale zanim się do tego odniosę, jeszcze kilka słów o tym pierwszeństwie jednego dzieła Bolesława Prusa nad drugim. Otóż mnie by się zdawało, że „Faraon” jest bardziej „matematyczny”, podczas gdy „Lalka” bardziej gorąca, „Faraon” – odległy czy daleki, „Lalka” bliska i znajoma, przez swoją topograficzną warszawskość, choć tamtej Warszawy już nie ma, więc Wokulski jest nam bliższy niż Ramzes któryś tam i jego los. Ale to na marginesie. Faktem jest, że francuska krytyka gdzieś w okolicy 1960 roku, gdy przetłumaczono „Faraona” na francuski, zakrzyknęła do Polaków: „Czemuście takie arcydzieło trzymali tak długo pod korcem”. Dzika pretensja ludzi, dla których Europa zawsze kończyła się na Odrze lub na Łabie!  

Co do pozycji Henryka Sienkiewicza i jego dzieła w obecnej Polsce, to zdajmy sobie sprawę, że od stu lat co najmniej obowiązywała w naszym kraju lewicowa, niezwykle krytyczna narracja, odbierająca autorowi Trylogii miano Ojca Ojczyzny i wytykająca mu popełnione (w określonym celu i z pobudek artystycznych) i niepopełnione błędy i odstępstwa od prawdy historycznej. Prus jest jednym z pierwszych „zasłużonych” w tej mierze.  To miano „Ojca Ojczyzny” może dzisiaj kogoś razić, ale takie mu zostało nadane, i słusznie, bo jego zasługą w dużej mierze były przemiany, jakie dokonały się w polskim narodzie miedzy 1863 a 1920 rokiem, zwłaszcza jeśli chodzi o przybór, że tak powiem, patriotyzmu i świadomości „tego, co Polskę stanowi”. Wystarczy porównać – proszę wybaczyć przerzutnię historyczną – bohaterów opowiadania Stefana Żeromskiego „Rozdzióbią nas kruki, wrony” i tych chłopów, którzy w styczniu 1919 roku niejednokrotnie boso po śniegu szli do pierwszych w Polsce wolnych wyborów, lub tych którzy w długiej kolejce (jest taka fotografia) czekają na pobór do wojska w 1920. Bo jak wiemy chłopi, po większej części analfabeci, w latach 80. XIX wieku, gdy Sienkiewicz publikował kolejne odcinki Trylogii, zbierali się gdzieś na wsi, gdzie była poczta, i słuchali kolejnego nadesłanego właśnie fragmentu „Potopu” czy „Ogniem i mieczem”, odczytywanego im przez urzędnika pocztowego czy kogoś spośród tych, którzy skończyli szkołę parafialną i umieli czytać.

Czy naprawdę, by wydobyć na jaśnię Prusa, trzeba zdeklasować dzieło autora „Quo vadis”, powieści wszechczasów? Obaj wyszli i wyrośli z idei pozytywistycznych, pracy organicznej, obaj w swoich największych utworach literackich przekroczyli granice tego nurtu, obaj osiągnęli w nich szczyty artyzmu literackiego.

A że jesteśmy obecnie w okresie ożywienia patriotycznego, że przywracamy do świadomości narodu żołnierzy wyklętych czyli niezłomnych obrońców niepodległości Polski, którzy tak jak powstańcy warszawscy nosili jako pseudonimy imiona Sienkiewiczowskich bohaterów – to nic dziwnego, że Sienkiewicz jest bardziej na fali niż Prus, nota bene powstaniec styczniowy.

Natomiast ból polega na tym, że nie potrafimy osiągnąć stanu, w którym dzieła wszystkie obu autorów byłyby osiągalne stale w księgarniach. Dobrze, że reforma edukacyjna Prawa i Sprawiedliwości przywróci zapewne podstawowe lektury, począwszy od wyeliminowanego przez poprzedników „Pana Tadeusza”, poprzez Trylogię i inne niezbędne dla polskiego wychowania tytuły, z „Lalką” włącznie; „Faraon” natomiast mógłby być zalecany jako lektura nadobowiązkowa.

A na wyższym poziomie historyczno-literackim należy oczekiwać bardziej wnikliwych badań biografii Aleksandra Głowackiego, paradoksalnie, wciąż pełnej luk i tajemnic, zarówno jeśli idzie o dzieciństwo i młodość, jak i o okres późniejszy. Pewnej rewizji wymagają także ustalenia dotyczące pierwowzorów postaci powieściowych, zwłaszcza „Lalki”, a także pracy konspiracyjnej pisarza, o której z taką pewnością i konsekwencją mówiła ponad stuletnia Leokadia Pawłowska, bratanica Feliksa Pawłowskiego (1859-1944), kupca warszawskiego, „tajnego” przyjaciela i „bankiera” pisarza  (miał pono sfinansować wydanie „Emancypantek”). Być może tego rodzaju badania mogłyby wyjaśnić tajemnicę znanej ugodowości Prusa, która mogła być na przykład swoistym przykryciem dla jego konspiracyjnej działalności informacyjno-oświatowej.    Świadectwo (pośrednie) Leokadii Pawłowskiej, oparte na opowieściach stryja Feliksa, którego sklep w 1909 roku, na zasadzie wrogiego przejęcia objęli jego subiekci, Pakulscy, nie zostało jak dotąd uwzględnione przez biografów pisarza, ze względu na brak potwierdzenia w dokumentach.

Jerzy Biernacki  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl