Pod fabryką informacji i propagandy Telewizji Polskiej na Placu Powstańców w Warszawie odbyła się ni mniej ni więcej teatralna próba rewolucji, po marszu „Obudź się Polsko!” w ostatnią niedzielę września. Zebrani tam członkowie i sympatycy Solidarnych 2010 wydali wyrok na najważniejsze osoby w państwie w trybie sądu ludowego.  Przewodnicząca zgromadzeniu Ewa Stankiewicz odczytywała oskarżenia wobec ośmiu osób, a tłum miał odpowiadać: winny lub nie winny.  Zgromaszeni uznali wszystkie osoby „winne”, no cóż, zdrady stanu.

   Nie powtórzę nazwisk ani zarzutów. Są tak ciężkie, że wymagają dowodu sądowego przed Trybunałem Stanu, możliwości rzetelnej obrony oskarżonych i uznania także niewinności. Ewa Stankiewicz na pewno o tym wie.  Ale jest reżyserem  filmowym, ma więc wyczucie i pokusę dramatu. Oraz świadomość, że to tylko teatr. Niechaj teatralność tego widowiska nie uspakaja jednak „oskarżonych”. Często bywa tak, że najpierw w sztuce rodzi się zapowiedź wydarzeń w realnym życiu politycznym.

   Kto jest winien – tym razem serio – takiego natężenia namiętności publicznych, że zostało wywołane widmo rewolucji? Obóz rządowy i prawicowa opozycja przerzucają się oskarżeniami. Ale chyba możemy zgodzić się wszyscy, że to opozycja prawicowa została wypchnięta przez rząd na ulicę z demokratycznych instytucji państwa. W tym wypadku poszło o nieskrępowany dostęp do opinii publicznej w  mediach. TV Trwam nie dostała koncesji na multipleksie, przegrywając z niepoważnymi rywalami decyzją KRRiT. Zaś z telewizji publicznej usunięto redaktorów i dziennikarzy o opozycyjnych poglądach. Dopiero po wielkiej kampanii udało się przywrócić tylko program Jana Pospieszalskiego, ale w marginalnej TVP Info, zresztą od nowego sezonu z mocno okrojonym budżetem. Ani w radach nadzorczych ani w zarządach mediów publicznych, ani w KRRiT nie ma nikogo z największej partii opozycyjnej, aczkolwiek  w parlamentarnych wyborach zdobywa regularnie 30 procent głosów.  Jej kandydat w drugiej turze wyborów prezydenckich otrzymał poparcie prawie połowy obywateli.  Jest za to miejsce w mediach dla rzeczników przystawek prorządowych.

   Ewa Stankiewicz ma pomysł, jak to należy rozwiązać. 29 września usiłowała w imieniu demonstrantów przekazać list w tej spawie prezesowi TVP, Juliuszowi Braunowi. Jak pisze:

   „W związku z coraz bardziej rażącymi aktami  cenzury i całkowitym zawłaszczeniem telewizji publicznej  domagamy się ograniczenia prorządowej propagandy w TVP oraz natychmiastowego udostępnienia  II programu telewizji publicznej dla środowisk związanych z największą siłą opozycyjną w kraju. Będzie to pierwszy, konieczny krok w celu przywrócenia pluralizmu w mediach publicznych. Jednocześnie żądamy zwolnienia Piotra Kraśko z funkcji szefa Wiadomości, który odpowiadając za akty cenzury i zatajanie faktów z życia społecznego w głównym wydaniu Wiadomości kompromituje elementarne zasady sztuki dziennikarskiej.”

   Lepiej robić politykę w gabinetach i w Sejmie, niżeli na ulicach. Niech się nad tym zastanowią mądrzejsi i uczciwsi ludzie w obozie rządowym, zanim nabierze ciała widmo rewolucji.

 

Krzysztof Kłopotowski

2 października 2012

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl