Ponieważ zarówno z wykształcenia, jak i z zainteresowania zajmuję się analizowaniem technik manipulacji i propagandy, dlatego bardzo interesuje mnie trwający nieustający medialny atak na wpierw kandydata na prezydenta, a obecnie już pełniącego obowiązki prezydenta USA Donalda Trumpa. O ile Barack Obama - jeden z najsłabszych, i prawdopodobnie jeden z najgorszych prezydentów USA, był od samego początku do samego końca swojej prezydentury niezmiennie hołubiony i wychwalany przez amerykański i międzynarodowy liberalny establishment (przypomnijmy że prezydentura Obamy zaczęła się od przyznania mu pokojowej Nagrody Nobla po zaledwie kilku miesiącach sprawowania funkcji), mimo że wielokrotnie mijał się z prawdą albo składał obietnice, których nie zrealizował przez obie kadencje swojej prezydentury – od niespełnionej obietnicy zamknięcia więzienia w Guantanamo po także niespełnioną obietnicę zniesienia wiz dla Polaków – zob. np: ‘All False statements involving Barack Obama’ - ‘Wszystkie fałszywe oświadczenia w których brał udział Baracka Obama’; to Trump jest bezpardonowo atakowany od samego początku, zarówno swojego kandydowania, jak i objęcia obowiązków prezydenckich, a co więcej, głosy wzywające do rozpoczęcia procedury jego impeachmentu (czyli odwołania ze stanowiska), rozległy się jeszcze przed objęciem przez niego prezydenckiego stanowiska. Można spokojnie uznać za pewnik, że mamy tu do czynienia z typowym ‘nasizmem’ – to znaczy że czyny i działania zarówno Obamy, jak i Trumpa są tutaj nieistotne – liczy się tylko afiliacja partyjna demokraci/republikanie, i nic więcej.
Z nierównym traktowaniem partii i ich przedstawicieli w mediach ciekawie rozprawił się dziennikarz Tucker Carlston z FoxNews, który dosłownie zgrillował i żywcem usmażył na oczach wszystkich widzów Erika Wemple, - reportera zajmującego się tematyką mediów z ‘Washington Post’ - zarzucając mu że ten zajmował się nieprawdziwymi doniesieniami na temat Trumpa, zamiast zajmować się dezinformacją i pro-rosyjską propagandą na swoich łamach. Co więcej, Carlson przytoczył wyniki badań, z których wynika że więcej Amerykanów (49%) wierzy administracji Donalda Trumpa niż amerykańskim mediom (39%), co przyznawało by słuszność ‘twitterowej’ dyplomacji Trumpa, którą wielu uznawało za niepoważną i nieskuteczną, kiedy tymczasem możliwość bezpośredniej komunikacji ze społeczeństwem dzięki internetowi okazuje się być nie tylko skuteczna, ale odbierana jest także za bardziej wiarygodną. Jest to tym bardziej ważne w sytuacji, kiedy mass media, show biznes czy uniwersytety, czyli instytucje które ze swojej zasady i funkcji powinny przede wszystkim służyć społeczeństwu, zamiast tego coraz bardziej starają się rządzić i dzielić w życiu publicznym i politycznym.
Przykładem takiego rosnącego zacietrzewienia liberałów może być tekst red. Krzysztofa Kłopotowskiego ‘Trump budzi demony’ (‘Plus-Minus’ – ‘Rzeczpospolita’, 11-12.02.2017) – wg red. Kłopotowskiego w wyniku elekcji Trumpa ‘podstawa demokracji została podważona’, gdyż ‘Nie ma /.../ mandatu większości obywateli’. Red. Kłopotowski kompletnie pomija fakt, że Trump jest już piątym prezydentem USA, który w wyniku specyfiki amerykańskich wyborów ‘elektorskich’ został wybrany na swoje stanowisko, mimo że dostał mniej głosów niż konkurent. Jedną z głównych zasad demokracji jest bowiem rzetelne trzymanie się ustalonych wcześniej przez większość obywateli procedur wyborczych, a następnie uczciwe trzymanie się tych procedur i wyników takich wyborów – jakiekolwiek by one nie były. W tekście red. Kłopotowskiego pojawiają się także typowe dla liberałów zaklęcia dot. Trumpa o jego rzekomym ‘nacjonalizmie gospodarczym’ i w ogóle ‘nacjonalizmie’, no a poza tym dowiadujemy się jeszcze przy okazji, że jest on jest… ‘lubieżnikiem’. Cóż, o ile wiadomo że dla liberała każdy kto pochodzi z prawej strony sceny politycznej i używa takich słów jak patriotyzm, ojczyzna czy naród to z definicji ‘nacjonalista’, ksenofob’ i ‘faszysta’, to w przypadku terminu ‘lubieżnik’ można by zapytać gdzie podziewa się słynna liberalna tolerancja? Otóż kiedy wspomnieć o liberalnych ikonach takich Kennedy czy Clinton, to słowo ‘lubieżnik’ znika błyskawicznie jak kamfora, i zaczyna być mowa ‘gorącym temperamencie’, ‘playboyach’ i ‘donżuanach’. O obronie reżyserów-pedofili już nie wspomniawszy.
Nie jestem ani bezkrytycznym wielbicielem ani też bezmyślnym przeciwnikiem Donalda Trumpa, i będę go rozliczał przede wszystkim z jego działań czy ew. zaniechań – chociaż oczywiście jak każdy w miarę przytomny i rozsądny mieszkaniec Europy Środkowo-Wschodniej przyglądam się uważnie stosunkowi prezydenta Trumpa do Rosji i Kremla - ale dla ostudzenia gorących głów i dla racjonalnej oceny działań nowego prezydenta USA, polecam spokojną lekturę tekstu z ‘Rzeczpospolitej’ Zbigniewa Lewickiego o Trumpie i przysługujących mu uprawnieniach ‘Prawo stoi po stronie Trumpa’: ‘Amerykańskie prawo pozwala prezydentowi na wiele możliwości rządzenia za pomocą aktów wykonawczych. Przykładem jest choćby podpisany przez niego 24 stycznia akt zezwalający na budowę dwóch kontrowersyjnych rurociągów. W ciągu ostatnich 100 lat Kongres uchwalił wiele praw, które Donald Trump może wykorzystać, by w zgodzie z prawem wprowadzić dramatyczne zmiany zasad prowadzenia przez USA polityki handlowej.’
