Nowe i stare felietony Umberta Eco z lat 1975-2014 znalazły się w zbiorze „Jak podróżować z łososiem”. Nowych, dotychczas niepublikowanych, jest mniej i pochodzą one z obecnego wieku. Czy koniecznie trzeba je przeczytać? Rzecz gustu.

Umberto Eco zmarł 19 lutego 2016 roku. Jako filozof, socjolog, semiolog, medioznawca, pisarz, reportażysta i publicysta zostawił po sobie setki prac, na ogół ogromnej wartości. Autor słynnej powieści „Imię róży” wielokrotnie pisał o mediach - zainteresowanych odsyłam do mojego artykułu

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Media_Kultura_Spoleczenstwo/Media_Kultura_Spoleczenstwo-r2014_2015-t-n9_10/Media_Kultura_Spoleczenstwo-r2014_2015-t-n9_10-s19-29/Media_Kultura_Spoleczenstwo-r2014_2015-t-n9_10-s19-29.pdf

W prezentowanym zbiorze felietonów szukałem tematów powiązanych z dziennikarstwem. Niestety, rozczarowałem się, gdyż wśród 45 pozycji zaledwie kilka z nich, w mniejszym czy większym stopniu nawiązywało do świata mediów tradycyjnych czy elektronicznych, a przecież dla Eco zawsze odgrywały one pierwszoplanową rolę we współczesnym świecie. Felietony ułożone są najpierw chronologicznie (od 1975 do 1991 roku), a później nie wiadomo według jakiego klucza. Brakuje choćby słowa wstępu, informacji, kto je tak układał i dlaczego. Czytelnik zapoznawany jest z zestawem dowcipnych „instrukcji” jak grać Indianina, jak kupować gadżety, jak podróżować z łososiem, jak być popularnym, itd. Czytałem tę książkę, dokonując selekcji według moich zainteresowań i - co już napisałem – zbyt wiele dla siebie nie znalazłem.

W dwóch felietonach („Jak być popularnym” z 2005 i „Jak się pokazać, będąc nikim” z 2012) Eco porusza problem rozgłosu, do którego rzekomo dąży każdy z nas, a najlepszą formą uzyskania rozgłosu jest pojawienie się w telewizji. Nie reputacja jest ważna a rozgłos, nie sława a rozgłos. Sława bowiem wiąże się z rzeczami wielkimi i pożytecznymi, czynami szlachetnymi, zaś rozgłos często z brakiem moralności i zbrodniami. „Łatwiej stać się obiektem zainteresowania – najlepiej chorobliwego – pisze Eco – idąc za pieniądze do łóżka z kimś sławnym albo ściągając na siebie oskarżenie o malwersację”. Kiedyś to było wstydliwe, ale dziś ważniejsze jest pokazanie się. Eco w tym felietonach stwierdza w zasadzie to, co wszyscy już dawno wiemy po pierwszym odcinku Big Brothera, i nawet tematyka zanikania wstydu nie budzi już dziś emocji. Uznaję za pewnik, że od kiedy istnieją tabloidy wstyd i prywatność przestały się skrywać, stając się publicznym towarem na sprzedaż. W filmie „Zakochani w Rzymie” Woody Allen portretuje skromnego urzędnika rzymskiego (gra go niezwykły komik Roberto Benigni – „Życie jest piękne”!), który z dnia na dzień staje się obiektem paparazzich i ulubieńcem mediów, by szybko zostać strąconym z tego piedestału, bo taka jest logika mediów: tworzenie kilkudniowych idoli i zastępowanie ich kolejnymi. Rzymski urzędnik Leopoldo osiągnął rozgłos nie dlatego, że był kimś wyjątkowym, ale dlatego, że był „nikim”.

Ważne pytania stawia Eco w felietonie „Jak przeżyć w chaosie mediów” (2010). Czy media nie przedstawiają życia gorszego niż naprawdę jest, czy nie zachęcają nas, byśmy zachowywali się gorzej? Dlaczego prasa i telewizja stały się tak perwersyjne, dlaczego przedstawiają świat gorszy niż jest w rzeczywistości? Eco odpowiada: otóż od pojawienia się gazet nie było nigdy inaczej. Teraz nastąpił skok ilościowy. W telewizji kiedyś były uładzone rozmowy, ale dziś, gdy jest tyle kanałów trzeba krzyczeć – pisze Eco – bo inaczej nikt was nie usłyszy. Można by rzec, że jest to zarazem smutne i prawdziwe, ale czy jest jakiś sens, by taką rzeczywistość medialną zwalczać? Jeśli taka jest logika i dynamika rozwoju mediów, to jest ona nieuchronna i żadne zaklęcia nie pomogą. Wydaje się, że Eco nie tylko doskonale to rozumie, ale i pogodził się z tą diagnozą. Jeśli mamy zapełnić coraz większą ilość wszystkich medialnych stron coraz większą ilością wiadomości, to one muszą być sensacyjne. Michał Fleischer, niemiecko-polski filozof uważa, że z ilością newsów postępuje ich banalizacja. A Eco konkluduje: i tak młodzież przestawia się na Internet.

O ile przedstawione wyżej refleksje Umberta Eco nie mają cech szczególnej oryginalności, bo medioznawcy na całym świecie opisują te zjawiska co najmniej od lat 60. XX wieku, o tyle walor względnej świeżości posiadają uwagi odnoszące się do Internetu. Młodzież nie czyta już gazet; przestawia się na Internet. W Internecie też mamy problem z ilością, ale przynajmniej – twierdzi Eco – stwarza on fałszywe wrażenie, że można wybrać to, co się chce wiedzieć. Eco nie jest wrogiem sieci, ale napomina nas, żebyśmy nauczyli się rozpoznawać związane z nią zagrożenia i przyzwyczaili młodzież do krytycznego jej używania. To samo mówił w maju 2015 roku, kiedy na Uniwersytecie w Łodzi odbierał doktorat honoris causa. Mądre korzystanie z Internetu, porównywanie źródeł, weryfikacja wiarygodności to jest to, czego powinniśmy uczyć od najmłodszych lat.

Czy warto więc nabyć najnowszy zbiór felietonów Umberta Eco? Ja kupiłem, bo cenię Eco jako myśliciela, kolekcjonuję jego książki i chciałem napisać tę recenzję. Zatem, rzeczą gustu jest, kto czego oczekuje. Jeśli oczekujecie, że znajdziecie w niej zasoby wiedzy o funkcjonowaniu mediów, to się rozczarujecie, bo nie jest ich wiele, ani nie są szczególnie nowe czy odkrywcze. Ale jeśli chcecie w zimowe jeszcze wieczory poczytać dowcipne felietony o tym, jak jeść w samolocie, czy jak radzić sobie z taksówkarzem, to zachęcam. Nie pożałujecie.

Marek Palczewski

Katedra Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej

Uniwersytet SWPS w Warszawie

 

Umberto Eco, Jak podróżować z łososiem, przełożył Krzysztof Żaboklicki, Noir Sur Blanc, Warszawa 2017, ss. 208.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl