Był synem komendanta policji w niewielkiej, bieszczadzkiej miejscowości Szczawno, pierwszy raz piekło było mu więc przeznaczone po 17 września 1939 roku, gdy miał siedem lat. Jednak wówczas udało się uniknąć piekła zesłania na Sybir, ponieważ uciekli ze Szczawna. Przedzierał się wówczas z matką i dwójka rodzeństwa przez ośnieżone Bieszczady, czołgał się przez zamarznięty San, pokryty warstwą lodowatej wody, a ojciec w tym czasie ukrywał się i przyłączył się wkrótce do AK.
Szczęśliwie udało się przeżyć wojnę. Po wojnie zamieszkali w rodzinnym Dobrzechowie na pięknym Podkarpaciu, ale był to czas wielkiej biedy. Ojciec z piętnem ,,sanacyjnego policjanta” nie mógł dostać pracy. Zamieszkali w prymitywnych, zatłoczonych, przepełnionych wrzaskiem licznej dzieciarni, czworakach. W ponurej izbie z zaciekami wody na suficie, zamiast podłogi była polepa. To swoje pierwsze ,,mieszkanie” w Polsce Ludowej nazwali ,,piekłem”. A ,,drogą z piekła” była budowa własnego domu – ,,z niczego”, własnymi siłami, bez pieniędzy, często o głodzie. Ten wielki trud, te wszystkie biedy i wyrzeczenia –opisał później w autobiograficznym reportażu pt. ,,Drogą z piekła”.
Kazimierz Bosek marzył, by być dziennikarzem. Postanowił więc studiować dziennikarstwo na UJ. Starając się na studia w ankiecie personalnej na pytanie o zawód ojca napisał – policjant. Zrozumiał, że był to powód dla którego na studia się nie dostał, więc następnym razem napisał – rolnik (ojciec uprawiał małe poletko, by mieli co jeść). I został wówczas studentem dziennikarstwa, ale tyko na rok, bo przyszło wezwanie do wojska. Okazało się jednak wezwaniem do piekła – został ,,żołnierzem –górnikiem” w karnych Oddziałach Wojskowej Służby Zastępczej. Kierowano tam młodych mężczyzn podejrzanych o wrogi stosunek do nowego ustroju. Byli to akowcy i dzieci akowców, dzieci ,,funkcjonariuszy sanacyjnego reżimu” (jak on), klerycy i księża, chłopcy z rodzin ,,wrogów klasowych” – fabrykantów, rozparcelowanych ,,obszarników”. Ogolona głowa, eskorta, gdy idą przez miasto, mundur z czarną naszywką. Szydercze przezwisko Czarni Baronowie - pogardzanych, bo uważanych za kryminalistów. Niedożywieni, skazani na niewolniczą, katorżniczą pracę, ginęli w licznych wypadkach, wariowali, umierali z głodu i pracy nad siły. Przeżył tam zawał ściany i myślał, że to kres jego życia. Ale udało mu się wydobyć z tego piekła i wrócić na studia (tym razem studiował historię na UJ). Już z dyplomem odbył praktykę dziennikarską w ,,Echu Krakowa”, o stałym zatrudnieniu nie było jednak mowy. Zamieszkał w rodzinnym Dobrzechowie; tam pisał do lokalnej gazety, a także do ,,Współczesności”, ,,Po prostu”, ,,Kameny”. Był to dobry, twórczy czas dla jego pokolenia ,,październikowej” przemiany w Polsce. Swoje prace wysyłał też na konkursy. W końcu doczekał się nawet niezwykłej i praktycznej nagrody: otrzymał od ministra kultury nakaz kwaterunkowy na mieszkanie w Warszawie! I dostał też wówczas pierwszy w życiu etat dziennikarski w piśmie zakładowym na Żeraniu. A rok później – w 1965 roku Iskry wydały zbiór jego reportaży zatytułowany ,,Cyrograf pisany na skórze”; znalazł się tam tez reportaż z Dobrzechowa: ,,Drogą z piekła”.
W zbiorze zabrakło jednak reportażu z prawdziwego piekła – karnej służby wojskowej Czarnych Baronów. To był temat tabu przez cały okres PRL.
Od 1974 roku pisał już tylko do ,,Literatury", tu dostał też stały etat kierownika działu prozy. Miał 42 lata, dobrą ustabilizowaną pozycję w zawodzie dziennikarza, kochaną córkę Agnieszkę – dobrą uczennicę w szkole, którą chętnie zabierał do Domu Dziennikarza w Kazimierzu.
Dom Dziennikarza w Kazimierzu, gdzie spotykał wielu zaprzyjaźnionych kolegów dziennikarzy – był zasłużonym niebem dla Kazimierza Boska, który poznał w życiu prawdziwe piekło. A w niebie jak wiadomo są anioły – ten miał na imię Marzena i był dziennikarką, absolwentką orientalistyki i dziennikarstwa. Gdzie więc mogli się wybrać w podróż poślubną? Oczywiście do Kazimierza, choć była zima. W Domu Dziennikarza w Kazimierzu spędzali razem urlopy i święta. A Kazimierz to świetny punkt wypadowy na ciekawe wycieczki. Szczególnie jedna –do Zwolenia, gdzie był grób Jana z Czarnolasu (ale bez prochów wielkiego poety) – zaowocowała obudzeniem wielkiej pasji Kazimierza Boska, oto przeobraził się w detektywa historyczno- literackiego i zapragnął rozwikłać tajemnice życia i śmierci Jana Kochanowskiego, tajemnicę pośmiertnych losów prochów poety. Owocowało to artykułami w ,,Literaturze”, a w finale - uroczystym pogrzebem Jana Kochanowskiego, który odbył się w Boże Ciało, 21 czerwca 1984 roku. Była to wielka, ale mało znana w Polsce uroczystość: pożegnał poetę kardynał Franciszek Macharski, sylwetkę poety renesansu przybliżył prof. Tadeusz Ulewicz z UJ, mowę pożegnalną w kaplicy Kochanowskich w kościele w Zwoleniu wygłosił Zygmunt Kubiak, piękny list na tę uroczystość przysłał z Watykanu Jan Paweł II. Oczywiści znani aktorzy recytowali wiersze poety, a na uroczystości w Zwoleniu przybyli liczni przedstawiciele polskiego świata kultury, ale w owym czasie mało kto o niej w kraju mógł się dowiedzieć…
Kazimierz Bosek planował książkę o Janie z Czarnolasu, o tym jak podążał tropem jego tajemnic. Planował też książkę o Czarnych Baronach, najważniejszą dla niego i środowiska, z którym się związał jako rzecznik prasowy Związku Represjonowanych Żołnierzy Górników. Gromadził do niej materiały, a w nowych już czasach publikował na ten temat pierwsze artykuły i napisał scenariusz filmu (film został zrealizowany w 2000 roku, w reżyserii Wandy Różyckiej-Zborowskiej). Ciężka choroba żony, trauma po śmierci 35-letniej córki Agnieszki, wreszcie jego ciężka, bolesna, śmiertelna choroba i śmierć w 2006 roku -zostawiły zamierzone pracę w znacznej odległości od finału.
Ale od czego jest solidarność dziennikarska w rodzinie? Marzena Baumann-Bosek uznała, że gdy jej męża zabrakło sfinalizowanie jego planów to jej zadanie. I zabrała się profesjonalnie do ciężkiej pracy redakcyjnej i autorskiej, korzystając nie tylko z drukowanych materiałów męża oraz jego archiwum, ale także z innych źródeł. Tak więc – dzięki Marzenie Baumann-Bosek – ukazały się pośmiertnie dwie, cenne książki Kazimierza Boska: w roku 2009 ,,Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu” (wyd. Aula), a w roku 2013 ,,Tajemnice Czarnych Baronów. Żołnierze Górnicy 1949-1959” (wyd. Bellona). A teraz – dzięki wsparciu Fundacji Solidarności Dziennikarskiej SDP – ukazała się nowa autorska książką Marzeny Baumann-Bosek ,,Drogą z piekła. Fascynacje Kazimierza Boska”, wydana przez Bellonę.
Więcej o tej książce będzie się można dowiedzieć (a także ją przejrzeć, a nawet kupić) już 1 marca (we środę) na spotkaniu Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, którego Autorka jest członkiem. Jak zwykle początek spotkania klubowego o godzinie 16, a miejsce Foksal 3/5.
Barbara Petrozolin-Skowrońska
