Wyraz totalny ma wyjątkowo negatywne konotacje. Na przykład pierwszy z brzegu: totalny ustrój. Nazistowska Rzesza wiadomo jak skończyła. Bezwarunkowa kapitulacja. Żadne próby porozumienia się, ba osiągnięcia pokoju na warunkach niemieckich-nazistowskich nic nie dały. Tu alianci bardzo mocno się trzymali. Chociaż zimna wojna miała rozpocząć się niemalże od razu po II wojnie światowej. To samo z Sowietami. Totalitarny ustrój nie tylko politycznie był po prostu „do kitu”. Ale przede wszystkim nastąpiła gospodarcza klapa. W tym roku, gdy przypada 100-lecie tej strasznej rewolucji na pewno będzie akcentowane przede wszystkim nieudacznictwo, zamordyzm i brak wolności. Co bardzo ciekawe, właśnie w ustrojach, które starają się totalnie zapanować nad człowiekiem i jego myśleniem, pragnienie bycia wolnym i niczym nie skrępowanym pojawia się jako pierwsze.
Nie wiemy co dokładnie miał na myśli (G)łówny (S)trateg (p)oważnej (o)pozycji, gdy ponad rok temu wypowiadał te słowa:
„Polska nie jest ojczyzną jednej partii i jednego jej prezesa! To nasza wspólna odpowiedzialność. Jesteśmy racjonalną opozycją, ale jak jeden z dziennikarzy napisał: Platforma zamierza być totalną opozycją. Nie odbieram tego jako zarzutu. Tak, będziemy opozycją totalną! Najtwardszą z możliwych! Będziemy w sposób totalny walczyć z totalną władzą!”.
Hola, hola! Polska to nasza wspólna odpowiedzialność? A gdzie audyt (p)oważnej (o)pozycji po przegranych wyborach w październiku 2015 r.? Partia jednej partii i jednego prezesa? Czy ugrupowanie wygranych wyborów? Czy trzeba przypominać pierwszą i najważniejszą, podstawową zasadę demokracji: kto wygrywa wybory, ten rządzi! A że przydarzyło się to jednemu ugrupowaniu (właśnie ugrupowaniu, bo PiS jest w ugrupowaniu, sam PiS jako pojedyńcza partia nie wygrał wyborów, panowie, trochę więcej rozeznania w polityce!).
Totalna opozycja, czyli twarda opozycja. Ba najtwardsza z możliwych! Ciekawe, co to naprawdę znaczy? Czy „najtwardsza”, to „nie myśląca”? Walka w sposób totalny? Czyli jaki? Totalna władza? A to ciekawe, w jakim momencie jest ona totalna? Hola, hola! Większość parlamentarna (z naciskiem parlamentarna) wcale nie oznacza, i w praktyce tak jest, iż jest to większość parlamentarna „totalitarna”? Jak większość może być w ogóle „totalitarna”. Przecież jedno zaprzecza drugiemu! To gdzie jest w końcu ta totalitarna władza? Czy wtedy, kiedy jest okupowany Sejm? A kto go okupował? Czy to nie była totalitarna opozycja? Jak „totalitarna”, to „totalitarne” metody? Serce parlamentaryzmu było zablokowane. Właśnie serce. Stanisław Michalkiewicz, jeden z publicystów twierdził, że próbowano wykorzystać okres „bezkrólewia” w USA. Jeden prezydent za chwilę odchodzi. Nowy ma nastąpić dopiero 20 stycznia 2017 r. A w grudniu hulaj dusza! No i stało się. Zaczęło się (owa sejmowa okupacja) dokładnie w połowie grudnia (chyba po to by zdążyć na czas!!!). Zablokowanie mównicy, a nawet zablokowanie fotela Marszałka Sejmu. Drugiej osoby w państwie. Czyli totalitaryzm działania w pełnym rozkwicie. A jeszcze najpierw próba nie dopuszczenia do uchwalenia budżetu na 2017. Jakże czytelna i przejrzysta. Nie ma budżetu, rządząca większość się nie sprawdziła. Ogłaszamy nowe, przedwczesne wybory. Proste ? Proste, bo totalitarne i najtwardszy z możliwych najtwardszych pomysłów. Tyle, że „figa z makiem”. Bo nic z tego pożal się Boże protestu nie wyszło. I wtedy pozostaje tylko totalitarne gadanie, że budżet jest ”nielegalny” (podpowiadamy: wszystko, co robi „totalitarna władza „ według „totalitarnej opozycji” jest przecież „nielegalne”. Czy to nie proste w swej genialności?), bo uchwalony w innej sali. I co? I na pustym (czytaj ”totalitarnym”) gadaniu się skończyło. Tak samo jak ów „pucz”? Bo skąd nagle zjawia się we Wrocławiu „Pan przewodniczący z Brukseli”, odchodzi od napisanego przemówienia i „pije” wprost do tego, co się dzieje w Sejmie. A tam „totalitarna” opozycja próbuje „totalitarnie” (to jest nawet logiczne, bo jak totalitarna opozycja, to wszystko co robi jest także totalitarne, czy ktoś zaprzeczy?) przejąć władzę. W końcu z Brukseli do Polski można bardzo szybko dojechać. I co znowu? Ano nic. A wspaniałym komentarzem wszystko to obarczyła jedna z posłanek, która głośno śpiewa na sali sejmowej (bo w „totalitarnym” myśleniu w Sejmie się śpiewa, podryguje, tańcuje i uwaga ostatnie śpi. Tak śpi! No bo jak „totalitarna” okupacja, to inaczej być nie może). A co się śpiewa? „Znowu z puczem mi nie wyszło?” Hola, hola! Jak tu głęboka ironia (chciałoby się rzec „totalitarna”), właśnie miała się odnosić do tego jedynego (jak to „totalitarnie” brzmi”) tej jedynej partii (znowu „totalitarnie”), ale z jak ciepło z jakim uznaniem? No jak to nie? Jeden człowiek i jedna partia tak potrafili zawrócić wszystkim w głowie w naszym kraju (pardon za „naszym”, w jednej z prywatnych stacji tv zaczynają program informacyjny od: „i to się dzieje w tym kraju”, widać w totalitarnym myśleniu mamy dwa kraje w jednym, to już szczyty myślenia!), że wygrali wybory. I to po 2 kadencjach „tamtych”? Czy to miał być pucz? Tych, co po 2 kadencjach, czy tych „jedynych”. Posłanka miała na myśli „jedynych”, czyli rządzących, ale wyszło, że przegrali ci od „totalitarnej” opozycji. I nic dziwnego, że tak się śpiewa, skoro jest się „totalitarnym” wrogiem wszystkiego, co w tym kraju się zmienia i poprawia, po tamtych 2 kadencjach, jak widać nie do końca udanych.
A „totalitarna” walka trwa nadal. Tyle, że nie zmienia się w racjonalną opozycję. Miał być przecież „rząd cieni”. Całkiem niezły pomysł. Niech ci przy władzy mają swoich kontrolerów. A tu co? Nic! Nie ma żadnego opozycyjnego rządu? Panowie, po czynach Was będą rozliczać. A taka totalitarna negacja, nie dla samego „nie” wychodzi tak jak z tym puczem. Panowie uwaga, bo znowu konieczna stanie się przyśpiewka: „znowu nam nie wyszło”.
Andrzej Dramiński
