Dyskusja wokół ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej przyniosła dużo nowej i nieoczekiwanej wiedzy zarówno o samej Unii Europejskiej, jak i pokazała nowe oblicze zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości.
Otóż okazało się, że nieoczekiwanie Platforma Obywatelska, która do tej pory szermowała wszem i wobec hasłami ‘europejskości’ przeciwstawianej ‘zaściankowej ksenofobii’ i ‘egoistycznemu nacjonalizmowi’, nieoczekiwanie zaczęła nawoływać do ‘patriotycznego popierania polskiego kandydata’. W tym samym czasie Prawo i Sprawiedliwość, oskarżane wielokrotnie o mniemane promowanie nie dość że ‘ksenofobicznego nacjonalizmu’, to do tego jeszcze rzekomego ‘wąskiego partyjniactwa’, zdecydował się na poparcie kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego z konkurencyjnej, opozycyjnej partii PO. Tyle tylko że dziwnie jakoś nie dało się zauważyć wybuchu radości u EUro-fundamentalistycznej części naszej sceny politycznej, że oto ‘dwóch Europejczyków konkuruje w wolnych, demokratycznych wyborach!’ Otóż nie - wszystko to jest kolejnym przykładem na ‘typowo polskie piekiełko’ i ‘wyciąganie naszych problemów na forum międzynarodowe’.
Warto w tym miejscu przytoczyć zarzuty i zastrzeżenia polskiego rządu wobec Donalda Tuska z ‘Listu premier Beaty Szydło do szefów państw i rządów, członków Rady Europejskiej’: ‘Urzędujący Przewodniczący Rady Europejskiej zdecydował się wielokrotnie przekroczyć swój europejski mandat, używając autorytetu Przewodniczącego RE w ostrych sporach krajowych.’ /…/ ‘Pan Przewodniczący Tusk nie wykazał należytej bezstronności. Wykorzystał swoją unijną funkcję do osobistego zaangażowania się w spór polityczny w Polsce.’ /…/ 'Nie możemy pozwolić na stworzenie takiego niebezpiecznego precedensu, gdy demokratycznie wybrany rząd państwa członkowskiego atakowany jest politycznie przez Przewodniczącego Rady Europejskiej.’
Donald Tusk jako Przewodniczący Rady Europejskiej wielokrotnie otwarcie popierał działania skierowane przeciwko obecnym władzom Polski, tak więc zarzut o ‘wyciąganie polskich spraw na forum międzynarodowe’ jest jak najbardziej słuszny – ale dotyczy to osoby Tuska, a ostatnie działania rządu Pani Premier Szydło są reakcją - odpowiedzią na te działania. Ale jak widać reakcja na wyciąganie przez Tuska polskich spraw na forum międzynarodowe jest zabroniona - bo 'nieueropejska'.
Osobną rzeczą jest zdziwienie w szeregach naszych rodzimych EUro-fundamentalistów, że polski rząd miał czelność mieć osobne zdanie niż inne kraje EU. W unijnych wyborach i głosowaniach mamy do czynienia z dwoma rodzajami głosowań. Pierwszy, najczęściej stosowany rodzaj to głosowanie przez większość (zwykłą, kwalifikowaną, etc.) – gdzie rzeczą całkowicie naturalną i oczywistą jest posiadanie różnorodnych i odmiennych opinii, co jest właśnie esencją demokracji, na której zbudowana została Unia Europejska, a ci którzy nie potrafią zrozumieć, że właśnie siłą wolności i demokracji jest posiadanie różnych opinii, mają problemy z demokracją.
Oprócz tego w gremiach UE bywa jeszcze drugi rodzaj głosowania - przypomniany m.in. przez red. Samuela Pereirę - rzadko stosowany rodzaj głosowania przez jednogłośną aklamację lub konsensus, czyli np. 'Kompromis Luksemburski', kiedy w chodzi o ważne interesy członkowskie. Jeśli chodziłoby ewentualnie w tym przypadku o tego rodzaju sytuację, to cała sprawa staje się jeszcze bardziej ciekawa, gdyż wtedy to Polska po prostu skorzystała z przysługującej jej prawa - czyli swoistego europejskiego weta - które to przysługujące nam prawo zostałby złamane przez pozostałem kraje.
Wszystko to są jednak niestety tylko akademickie dywagacje. Wiadomo że w Polce fundamentalni, emocjonalni przeciwnicy obecnego rządu - składający się z głównie i przede wszystkim z tzw. ‘resortowych rodzin’ czyli osób wywodzących się z b. PZPR, MO, SB i LWP; osób w różny sposób pośrednio lub bezpośrednio powiązanych finansowo, towarzysko i zawodowo z poprzednim rządem; a także zwykłych użytecznych idiotów oraz mentalnych służących, dla których najzwyczajniej w świecie nie do pomyślenia jest możliwość prezentowania swojego odrębnego zdania wobec możnych tego świata – niezmiennie twierdzić będą, że ‘Polska się ośmieszyła’, ‘niszczymy Europę’, etc.
Jednak widać, że z perspektywy szykowanej coraz bardziej otwarcie przez kraje tzw. Starej Europy operacji tworzenia ‘Europy różnych prędkości’ - czyli po prostu redukowania przez Brukselę oraz Berlin i Paryż wpływów w UE krajów Europy Środkowo-Wschodniej - zwykłe i naturalne korzystanie przez rządy i przedstawicieli ‘gorszej Europy’ z demokratycznych uprawnień, reguł i konsensusów UE, prezentowane będzie jako rzekomo ‘tworzenie kolejnych problemów’, ‘obciążających wspólnotę’, ‘utrudniających integrację’, etc. Arogancja ‘Starej Europy’ może doprowadzić pod w/w pretekstami do potencjalnego wykluczenia krajów ‘Nowej Europy’ z gremiów decyzyjnych oraz obcięcia im funduszy strukturalnych. Tyle tylko że w dalszej konsekwencji takie działania doprowadzić mogą do stopniowego faktyczego rozpadu EU, którą to możliwość zasygnalizował niedawny 'Brexit'.
