Zawsze, gdy wstajemy z kolan, nie mamy drogi odwrotu. Dotychczas mieliśmy rację, ale dopiero z tej wyższej perspektywy dostrzegamy, że mosty odwrotu to nie my spaliliśmy, lecz nam spalono. Druga RP powstała w 1918 r., ale w 1939 r. i tak nas dopadli – z dwóch stron. I na tym polega nasza słabość; patrz: http://naszeblogi.pl/59691-wstajemy-z-kolan-i-nie-mamy-drogi-odwrotu.
***
Oskarża się Jarosława Kaczyńskiego o pochopne działanie w sprawie rywalizacji o fotel prezydenta UE. Oczywiście, nie ma znaczenia kiedy rząd polski otrzymał właściwe informacje na ten temat, bo ma do tego służby specjalne, dyplomację, europosłów; powinien mieć dziennikarzy i na odpowiednim poziomie media. Jeżeli którakolwiek z tych komórek zawiodła, państwo nie działa jeszcze sprawnie. Wynik 27:1 jest powalający. Oznacza on izolację naszego państwa, marginalizację jego przyszłych inicjatyw, ale przede wszystkim klęskę dotychczasowej polityki zagranicznej. I to jest stanowisko UE i rodzimej totalnej opozycji.
Ale obiektywnie biorąc rzecz ma się diametralnie odwrotnie. To nie Polska ma problemy, lecz UE, w której Polaka jest jednym z 28 państw. To nie Polska spowodowała kryzys w UE. To nie Polska zaprosiła cały świat muzułmański obiecując mu socjal i dostatnie życie. To nie Polska odmówiła przyjęcie szefa tureckiego MSZ, kraju, który za pomocą szlabanu trzyma od dwóch do trzech milionów emigrantów… I można tak długo. Głos w UE mają ci, którzy zapatrzeni są w słupki statystyki gospodarczej i nie dostrzegają, że jej stan odpowiada kondycji technicznej Bastylii przed rewolucja francuską. To, co wiąże obecny system ekonomiczny jest zmurszałe. Oprócz oligarchów i kombinatorów, nikogo nie satysfakcjonuje – młodym zamyka perspektywę rozwoju. Ci, którzy mieli władzę lub ją nadal dzierżą, przeważnie zostali wychowani na lewicowym opisie świata, innego nie znają. To zubożenie ogranicza wyobraźnię i potęguje strach, bo tu każdy, kto nie jest z nami, jest obcy. Wszystko co odpowiedzialne i przewidywalne, patriotyczne i naturalne oraz demokratyczne, ale nie liberalne, jest zwalczane, tak, jakby kultura i sprawiedliwość nigdy nie istniały.
Drugie dno
Zastosowanie w Brukseli ułomnej procedury demokratycznej, a więc ograniczenie się do zapytania: kto jest przeciw wyborowi Tuska, i rezygnacja z dalszych: kto się wstrzymał i kto jest za, jest technicznym i administracyjnym wyprowadzeniem Polski ze struktur europejskich , ale oczywiście bez pola rynku zbytu. Kojarzy się ona z refleksją Lecha Kaczyńskiego, dotyczącej sprawy wokół kompromisu z Joaniny. Wspominał, że wcześniej uzgodniony tekst został jednostronnie zmieniony i okazał się on słabszy niż ten, który wcześniej uzgodniono. Dla przypomnienia, wówczas w opozycji była Hiszpania i Polska. W Madrycie dokonano zamachu, w którym zginęło ok. 200 osób. Hiszpania poddała się, a Polska została osamotniona i oskarżona o blokowanie woli kompromisu oraz o nieodpowiedzialny upór. Przegraliśmy. Joanina ma obowiązywać od 2017 r.
Tym razem za pomocą kiksu doprowadzono do politycznego osamotnienia Polski. Ale zastosowanie ułomnej procedury pozwala zachować twarz wobec Polski tym przywódcom i państwom, którzy zostaną wyeliminowani ze ścisłego jądra Unii, a których państwa wcześniej służyły za rynek zbytu dla starounijnych wyrobów. Polska w te sposób została wysunięta na szpicę krajów pokrzywdzonych przez UE.
Drugie dno polega na tym, że podział na Europę wielu prędkości już dawno został dokonany. I tylko naiwni lub zdrajcy mogą twierdzić a nawet walczyć o jakieś wejście do jakiegoś mitycznego ścisłego grona. Polska nigdy tam nie była i nigdy nie będzie. Rola Polski ma być służebna, a nie podmiotowa. Każdy zabór pisał listy do swojego cesarza, jak do Pana Boga. A zabory trwały. Prosić może człowiek człowieka, ale w polityce sentymentów nie ma. Postawa Beaty szydło jest racjonalna, bo uratować Unię może tylko powrót do zasad i cywilizacyjnych podstaw. Dlatego, że jej głównym filarem jest zasada pomocniczości, która kończy się wraz z demokracją. Ale postawa taka musi mieć swój właściwy czas trwania i racjonalny wymiar.
Niemcy przestały już ciągnąć zyski z młodszych państw unijnych i Unia zaczyna się kończyć. Teraz zbudowaną gospodarkę trzeba nasycić robotnikami, którzy w kolejnym pokoleniu okażą wdzięczność za lepszy los i dalej będą pracować na dobrobyt i emerytury zachodniego społeczeństwa. A tych, którzy już zorientowali się w sytuacji, trzeba po prostu zneutralizować za pomocą kłopotów z emigrantami, albo za pomocą bezkrytycznej totalnej opozycji. Gród musi być wydzielony i chroniony. Kłopoty podgrodzia, a więc państw zewnętrznych mają gwarantować spokój wewnętrzny. Takie jest założenie.
Król jest nagi
Po ostatnim szczycie UE (09.03.17) już wiemy na czym stoimy i z kim mamy do czynienia. UE w dotychczasowym kształcie rozpada się. Musi się podzielić na dwa obozy, chociażby po to, aby mogła sformułować nowe zasady funkcjonowania. Gdy się to nie uda, na placu boju pozostaną Niemcy i Polska. I od tej pory nie będzie już drogi odwrotu.
I teraz pytanie, w jakiej kondycji jest Polska? Odpowiedź musimy podzielić na dwie części: krajową i zewnętrzną. Rząd pomógł najuboższym, wstrzymał spadek populacji, posiada stabilne poparcie społeczne, ale to wszystko dzieje się na poziomie, który, poza sondażami, nie ma nic do powiedzenia. Opozycja nie grupuje się wokół postaw racjonalnych, lecz irracjonalnych: jedna część walczy o przetrwanie, druga ucieka przed prokuratorem, trzeciej, wychowanej na lewicowych ideałach, brakuje wyobraźni, a czwarta nie bardzo wie co ma z sobą zrobić. Większość z nich albo jęczy, albo sypie do oleju piasek.
W części zewnętrznej w oczy rzuca się brak odpowiednio silnej armii, silnych środków masowego przekazu oraz ich mutacji zagranicznych. Na zewnątrz jesteśmy zdani na sojuszników i niemi. Nie mamy stosownie ukształtowanej świadomości państwowej i kulturowej, zwłaszcza na wyższym szczeblu. Na zewnątrz jesteśmy pozbawieni inicjatywy. Większość z nas nie potrafi myśleć obiektywnie i dalekowzrocznie. Na zewnątrz nie istniejemy. Nie mamy nawet policzonych strat wojennych, bo przywoływaliśmy je nie w formie zadośćuczynienia, lecz straszaka – jesteśmy niechlujni. Nasze państwo jest źle urządzone: nie mamy instytutów badających tego, co się dzieje w USA, Chinach, Niemczech, Rosji, na Bliskim Wschodzie, w Azji itd. nie mamy należycie wykształconej inteligencji, prawo źle działa, szkoły źle uczą, niedoceniamy humanistyki.
Zaniechanie walki politycznej oznacza kompletną klęskę i przyzwolenie na przykładne złupienie nas wszystkich – bez wyjątku. To nie straszak, lecz mechanizm polityczny. Wojna peowsko-pisowska może okazać się sukcesem naszych wrogów.
Ale państwa UE są w jeszcze gorszym stanie, zwłaszcza moralnym. Pogoń za tanią siłą roboczą i akceptacją szariatu jest niczym innym, jak włączeniem bomby zegarowej pod własnymi fundamentami. W takiej sytuacji próby podporządkowania sobie słabszych państw i siłą narzucanie im swojej woli, zaczynają budzić skojarzenia dyktatorskie.
Dzień 09.03.2017 stał się datą graniczną. Droga jednych będzie prowadziła do zwycięstwa, drugich do klęski. Chciałoby się rzec „kompromis”, ale czy materia na to pozwala? Tym razem rozstrzygnie nie polityka, bo nie ma już dobrych prognoz, lecz los. Unia kończy się hasłem: „ratuj się kto może”. Wybór Donalda Tuska nie ma tu żadnego znaczenia. Jego kadencja może okazać się bardzo krótka.
Zakończenie
Dla rozpoznania zamiarów Unii potrzebna jest dziś bardziej historia niż polityka. Jeżeli zapomnimy o roli Chin, najbardziej wiarygodnego dla nas państwa, możemy mieć powtórkę z historii. Gra o Polskę toczy się od ponad 200 lat. Najważniejsze decyzje na jej temat zapadają bez nas poza naszymi granicami. I to jest zdanie prawdziwe. Polacy musza zrozumieć dwie rzeczy: 1. peerelowska mentalność stoi barykadą przeciwko naprawie państwa, 2. bez powrotu do opisu i interpretacji świata z okresu II RP nie odzyskamy równowagi. Rewolucje zawsze robią ludy lub narody drugoplanowe. Płacą oni za nią daninę krwi i nieszczęść, ale władzę obejmuje ktoś inny. Niewiadomo jak kochalibyśmy „Solidarność”, to i tak w sposobie myślenia musimy wrócić do Żołnierzy Niezłomnych. A to jest II RP. Polska „tak ma”, że to, co dla niej najważniejsze wykuwa się w konflikcie. Na Piłsudskiego i Dmowskiego czekaliśmy 120 lat. Dziś, czas biegnie szybciej.
Swoje państwo musimy naprawić, niemal od podstaw, bo inaczej nam je zabiorą! A jak to jest ważne, niech pokaże ów cytat: http://naszeblogi.pl/45738-tusk-wolne-miasto-gdansk. Jedno jest pocieszające, że tym razem nie musimy już walczyć zbrojnie. Ale jeżeli obecnemu pokoleniu „zabraknie w głowie”, naszym dzieciom pozostaną tylko ręce. A więc elity i sojusze – nie te wydumane, lecz realne.
Tusk swoim postępowaniem sam wybierze sobie przyszłość. Jeżeli będzie chciał wrócić do kraju i startować w wyborach prezydenckich, musi werbalnie zadbać o Polskę – przeciw Kaczyńskiemu i PiS. Ma tu swoich żołnierzy. Natomiast każde jego niekorzystne działanie dla kraju, będzie repetowaniem armaty przeciw sobie i własnym żołnierzom. Jego stosunek do Polski będzie więc papierkiem lakmusowym jego intencji. Dla Schetyny dzień wyboru Tuska był wielki, ale już każdy następny jest dniem straconym.
Polska, oprócz prowadzonych negocjacji, musi mieć plan „B” i „C” na wypadek rozpadu UE lub niekorzystnych dla nas rozwiązań. Strategia rządu stawiająca najpierw na elektorat, a potem na rozwój państwa, jest racjonalna. Wszyscy czekamy na wygenerowanie polskich elit, które będą gotowe przyjąć na siebie obowiązek budowy nowej przyszłości państwa. I to jest polska racja stanu.
