Niezwykłe – urząd, i to ministerialny, odpowiedział na publikację prasową. Zaczął od tego, że „w nawiązaniu do Pana listu…”; to nie był list, a krytyczny komentarz publikowany na naszym portalu pod koniec stycznia br. I dalszy ciąg owego początku pisma urzędowego: „chcielibyśmy podziękować za osobiste (? - J.W.) wyrażenie opinii na temat działania polskiej służby zdrowia” I zaraz frazes, że „obserwacja instytucji jest jednym z podstawowych elementów (sic!) budowania społeczeństwa obywatelskiego. W tym kontekście uwagi Pana są niezwykle istotne”.

            Rzeczywiście, można pomyśleć: idzie nowe. Trzy lata temu materiał krytyczny o działalności wysokiego urzędu nie wywołałby żadnego rezonansu - w myśl zasady że jeśli się nie mówi, nie pisze, to niczego nie ma; jest to w społecznościach prymitywnych sposób projektowania rzeczywistości, na swą modłę.   

            Tymczasem niniejsza reakcja na moje utyskiwania zajmuje prawie dwie strony. Dowiaduję się najpierw, że „pierwszym zasadniczym elementem (sic!) zmiany ma być reforma instytucjonalna, oparta na integracji zarządzania opieką zdrowotną w rękach Ministerstwa Zdrowia i jego urzędu”. Po tych frazach następuje kilka innych zdań, w treści równie ogólnikowych i deklaratywnych, w czasie zaś przyszłym nieukonkretnionym.

            I wreszcie jest podana informacja odnosząca się do głównego wątku mojej refleksji nad przedstawioną 19 stycznia br. przez min. Konstantego Radziwiłła koncepcją zmian, że „wraz z likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia zmieni się filozofia dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej”. Już można by się cieszyć, że dzięki filozofii będzie łatwo chorym dostać się do lekarza, gdyż dotychczas było to często nieosiągalne, ponieważ niekiedy wcześniej się umierało. „Formuła tzw. powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego – pisze dalej autor odpowiedzi - zostanie zastąpiona zasadą powszechnego zabezpieczenia prawa do świadczeń dla wszystkich potrzebujących rezydentów (obywateli RP stale zamieszkałych w Polsce i mających legalne prawo pobytu w Polsce)”. Notabene przy okazji dowiedziałem się, że jestem rezydentem i że moje prawo pobytu jest legalne. Dalej jest napisane, że owo „prawo legalne” to „realizacja dotychczas niezrealizowanych zapisów artykułu 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. I po tej „realizacji  niezrealizowanych zapisów” nader ważna, choć w nawiasie, wiadomość: „dziś  wielu ludzi nie korzysta ze świadczeń medycznych na wczesnym etapie choroby ze względu na brak ubezpieczania”. Dlatego nie będzie systemu ubezpieczeniowego, a koniecznością finansowania sytemu ochrony zdrowia zajmie się budżet. Zmartwiałem. To chyba przejęzyczenie. Gdyby bowiem tak się stało, że na leczenie „rezydentów” RP płynęłyby z budżetu miliony, jeżeli nie miliardy, to za rok Polska byłaby bankrutem i stoczyłaby się do poziomu najbiedniejszych krajów świata, gdzie wkrótce wybuchłaby rewolucja społeczna. Pocieszam się jednak, że nie rozumiem tych mądrych projektów, bo przerastają one moje możliwości percepcji.  

Wśród mniej czy bardziej ogólnikowych informacji, pisanych urzędniczym żargonem, nie znalazłem choćby wzmianki o podejmowanych próbach zmiany dramatycznej sytuacji oczekiwań na przyjęcie przez lekarzy, zwłaszcza przez specjalistów, do których czeka się najczęściej około 6-9 miesięcy, a na poważne operacje, na przykład usunięcia zaćmy od dwóch do pięciu lat. Bo to że mają powstawać zespoły podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i „jeden podmiot będzie miał jedną listę pacjentów dla wszystkich członków zespołu POZ” – nic mi w tej tragicznej rzeczywistości  nadmiernych oczekiwań na dostęp do lekarza nie wyjaśnia. Natomiast owe POZ przypominają mi nieszczęsne Zespoły Opieki Zdrowotnej (ZOZ) ze schyłku PRL i początków współczesnej Polski, które były pomysłem poronionym i działały niewydolnie, a stały się zaczynem dzisiejszego niedowładu systemu ochrony zdrowia. Czyżby ministerstwo zamierzało wracać do tego, co było nieudane? Kasy Chorych z Dwudziestolecia, po niewielkiej modyfikacji, bardziej by się nadawały do naśladownictwa.

W każdym razie jeśli Polacy („rezydenci” RP) umierają w daremnym oczekiwaniu wizyty u lekarza, to kto tymi przedwczesnymi zgonami obarcza swe sumienie? W doczesności, czyli Polsce przeżartej biurokracją i opętaną pogonią za bogactwem, nikt nie pociągnie do odpowiedzialności urzędników winnych niepotrzebnej śmierci schorowanych Polaków niemogących we właściwym czasie dostać się do lekarza. Ci winni odpowiedzą dopiero w Eschatologii, ale ta odpowiedzialność nikomu życia już nie wróci.

Znamienne w tym kontekście, iż odpowiedź, o jakiej piszę, firmowana jest przez Gabinet Polityczny Ministerstwa Zdrowia, to znaczy, że troska o szybkie i skuteczne ratowanie ludziom życia jest w Ministerstwie Zdrowia działaniem… politycznym. No to już rozumiem, dlaczego lecznictwo jest niewydolne i tak zdewastowane, że żadne reformy nie pomogą.

System ochrony zdrowia trzeba oderwać od polityki w potocznym tego słowa znaczeniu i stworzyć na nowo. Najpierw przewertować książki i czasopisma z czasów II Rzeczypospolitej i poznać dzięki nim organizację kas chorych. Później niech mądrzy i moralnie wrażliwi urzędnicy resortu odbędą na nasz, podatników, koszt podróże po krajach zachodniej Europy (zwłaszcza Francji, Anglii, Niemiec) i poznają tamtejsze modele opieki zdrowotnej, a po powrocie spróbują wykorzystać zdobytą wiedzę. Jak Piotr Pierwszy zbudował z zacofanej Rosji potęgę? Jeździł po Zachodzie, podpatrywał, nawet podobno był robotnikiem w stoczni i po powrocie na bagnach z zachodnimi inżynierami (siłę roboczą miał własną darmową) zbudował Petersburg, który rychło stał się ostoją i symbolem potęgi Rosji imperialnej.

Lata 1918-1945 wykazały, że Polacy umieją samodzielnie budować z niczego miasta i fabryki, łamać najbardziej skomplikowane szyfry, wymyślać nowe taktyki walk lotniczych i pancernych, tworzyć największą w historii armię konspiracyjną. To teraz oczekujmy od siebie, bo jesteśmy potomkami tamtych gigantów, stworzenia takiego systemu lecznictwa, który będzie utrzymywał przy życiu najdłużej, jak to możliwe, obywateli Rzeczypospolitej, a cudzoziemcy będą go nam zazdrościć. 

To nasz obowiązek wobec twórców Gdyni, Stalowej Woli, najlepszej w Europie kolei i najlepszego w tej samej skali szkolnictwa średniego, najlepszych na świecie deszyfrantów. I systemu lecznictwa powszechnego, KAS CHORYCH.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl