Marszałek Piłsudski, awansując Leona Naglera na wysokie stanowisko w Policji Państwowej, powiedział: jest pan dobrym człowiekiem, więc będzie pan dobrym komendantem policji. Przez lata był Nagler szefem wydziału IV (Centralnej Służby Śledczej) PP. Jego żoną, dodajmy, była Herminia Naglerowa, znakomita a zapoznana pisarka, która jako jedna z nielicznych z tego środowiska, narażając się na zsyłkę lub nawet na śmierć, postawiła się sowieciarzom we Lwowie w 1939 czy1940 roku. Napoleon, kiedy przyznawał komuś awans na generała, pytał go, czy ma on w życiu szczęście. Jeśli odpowiedź nie była twierdząca, nie było awansu. Premier Beata Szydło mianując Tomasza Miłkowskiego na stanowisko szefa Biura Ochrony Rządu i polecając mu restrukturyzację i odrodzenie tej służby, prosiła o…umiar.
Premier Szydło niejednokrotnie w swych wypowiedziach odnosiła się do tego, co można nazwać morale danego środowiska, służby czy społeczności. Mówiła o pokorze (praca i pokora), o słuchaniu Polaków, o pracy na wysokich stanowiskach jako o służbie. Opozycja i media, patrząc władzy na ręce, podnosi krzyk i piętnuje przypadki tzw. kolesiostwa i nepotyzmu przy obsadzaniu spółek skarbu państwa. I chwała jej za to, bo wtedy nie jest opozycją totalną, tylko próbuje być opozycją merytoryczną (co zdarza się jej zresztą niezwykle rzadko). Rządzący bronią swoich decyzji personalnych, zwłaszcza gdy okazuje się, że ci rzekomi „kolesie”, a więc ex definitione „niefachowcy”, wyprowadzają kolejne spółki skarbu państwa z zapaści, w której znalazły się w wyniku rządów ludzi poprzedniej ekipy. Tego rodzaju przykładów było sporo, z gigantyczną zmianą dołującego przez lata PLL „LOT” na czele, mogącym się wreszcie pochwalić pokaźnym zyskiem w ostatnim roku i zachęcającymi dalszymi perspektywami.
Nawiasem mówiąc, twierdzenie, że przedsiębiorstwo prywatne będzie zawsze lepiej zarządzane niż państwowe, jest kolejnym balcerowiczowskim mitem. Owszem, niewielki sklep, zakład zatrudniający do pięćdziesięciu pracowników itp., ale nie wielka struktura o tysiącach pracowników, o dziesiątkach oddziałów i filii. Przecież w obu przypadkach tego rodzaju enterpryza jest zarządzana przez zespół menadżerów i jeśli nie ma żadnej różnicy w przepisach prawnych (jeśli to i to przedsiębiorstwo podlega temu samemu kodeksowi prawa handlowego), wszystko zależy od jakości owego managementu. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce wciąż za autorytet uchodzi człowiek, który zniszczył wypracowany przez Polaków majątek, doprowadzając do likwidacji setek nieźle prosperujących zakładów, i nawet młody Tyrmand, na ogół wypowiadający się przytomnie i z sensem, jak mantrę głosi tezę o koniecznej prywatyzacji¸ którą PiS szczęśliwie zarzucił. Są państwa, gdzie sektor gospodarki państwowej przekracza 50 proc. i ma się ona tam całkiem nieźle.
Rządząca koalicja, zabezpieczywszy się genialnie pomyślanym programem Rodzina 500+ (który nie tylko likwiduje biedę i napędza gospodarkę, lecz także zaczyna się sprawdzać jako program pronatalny, co jest niezwykle ważne) oraz Mieszkanie + (już są podpisywane umowy z samorządami), niemal co dnia otwiera nowy front naprawy Rzeczypospolitej. Ten rok poświęcony jest gospodarce (i od razu mamy sukces na Hannower Messe), a więc reindustrializacji – m. in. uruchomienie Stoczni Szczecińskiej; elektromobilności, a więc elektrycznym autobusom i autom (ekologia i szansa na polską marką w świecie!); rozwój innowacyjności – zbliżenie nauki do przemysłu; polonizacja systemu bankowego – przywrócenie Polsce Banku Pekao SA; działalność Polskiej Grupy Zbrojeniowej na rzecz wojska (przed laty Janusz Onyszkiewicz, szef MON mówił: nie jestem ministrem gospodarki!) –– to tylko kilka przykładów będących konkretami. Wszystko to dzieje się w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która musi także przynieść poprawę wynagrodzeń, co się już dzieje. Zapewne znacznie powyżej nowej stawki 13 zł za godzinę…
A niezależnie od tego trwa reforma szkolna (przedsięwzięcie gigantyczne i karkołomne, ale musi się udać, bo chodzi o przyszłość Polski), zaczyna się reforma sądownictwa, wywołując sprzeciw „nadzwyczajnej kasty” czyli samozwańczej i moralnie wątpliwej elity wymiaru sprawiedliwości, ustanowionej jeszcze za komuny (sześciu z dziesięciu prezesów Sądu Najwyższego służyło zbrodniczo komunie – ustalił Adam Słomka). Zmieniają się przepisy prawne dotyczące przedsiębiorców (konstytucja dla przedsiębiorców w przygotowaniu) i pracowników, wkrótce wejdzie w życie ustawa o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego, zmienią się zasady tzw. „ozusowania” dla małych firm, w drugiej części kadencji na pewno wróci sprawa powiększenia kwoty wolnej od podatku, trwają prace nad zmianami w podatkach w ogóle, o czym niezwykle interesująco mówił na falach Radia Wnet poseł Adam Abramowicz – to kolejne fronty walki o naprawę RP.
Wszystko to (i jeszcze więcej) to prawda, ale nie cała. Bo oto: jeśli grupa inicjatywna kopalni „Krupiński”, pod egidą Solidarności, znajdzie sponsora, uruchomi „restrukturyzowaną” (czytaj: likwidowaną) kopalnię i uratuje złoże najlepszego koksującego węgla warte 40 mld złotych, albo jeśli kupią ją Niemcy i zrobią to samo – to jak będą wyglądali panowie ministrowie Tchórzewski z Tobiszowskim i ich morale? A jest to wielce prawdopodobne, gdyż za Solidarnością przemawia znajomość faktów i sytuacji kopalni od wewnątrz, panowie ministrowie zaś podjęli decyzję na podstawie być może nieprawdziwych danych i zapętlili się, uzyskując od Unii Europejskiej zezwolenie na pomoc finansową dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej pod warunkiem likwidacji określonych kopalń, w tym takich, których likwidować żadna miarą nie należy. Bardzo jestem ciekaw wyniku tej walki, w której chodzi nie tylko o kilka tysięcy miejsc pracy, ale i o prawdę! A więc o aksjologię, wokół której tutaj krążymy.
Niektóre ważne sprawy, podjęte przez rząd nieskutecznie, albo się ślimaczą, albo w ogóle przepadły. Myślę o podatku od marketów wielkopowierzchniowych, którego próbę nałożenia utrąciła Unia Europejska. A przecież miganie się ich właścicieli od podatków to krzycząca niesprawiedliwość. Pamiętajmy, że tych supermarketów miało być w Polsce 300, a jest…1000!
Podobno rząd wspiera małe i średnie przedsiębiorstwa. To, o czym napiszę, dotyczy jednoosobowych firm prowadzonych przez osoby, zatrudnione na takiej części etatu w innej firmie, że są zwolnione z pełnej opłaty na ZUS. Ale mimo, że są ubezpieczone przez swego pracodawcę, który wnosi za nich pełną opłatę ZUS (w tym składkę zdrowotną), muszą one z racji prowadzenia dodatkowo swojej firmy (czy raczej firemki) płacić drugą składkę zdrowotną w wysokości ok. 300 złotych. Tak jest od 2000 roku. Żeby było dowcipniej, gdy na przykład zawiesi się firmę na wakacje, to ubezpieczenie zdrowotne obejmuje jedynie 30 dni, mimo że wiadomo, iż miesiące wakacyjne mają po 31 dni. A więc na ten 31. dzień trzeba się dodatkowo ubezpieczyć (chociaż zapłaciło się składkę za cały miesiąc), co jest oczywistą niesprawiedliwością i uciążliwością. To naturalnie dotyczy sytuacji, gdy przedsiębiorca nie jest zatrudniony w innej firmie.
W miejscu stanęła kwestia finansowania mediów publicznych i w ogóle dokończenie ich reformy. Jak słyszymy TVP SA jest w długach. Wydaje się, jak gdyby sfery decyzyjne nie wiedziały, co w tej sprawie zrobić. Opinia publiczna nie jest w ogóle informowana o stanie prowadzonych prac w tej mierze.
Pisałem na tych łamach o pewnym animatorze kultury i wydawcy świetnej patriotycznej gazety, którego omija „dobra zmiana”. O ile wiem, nic się nie zmieniło i być może kolejna edycja Piano Rubinstein Festival z udziałem i uznanych i młodych pianistów z całego świata nie odbędzie się, gdyż jego organizatorowi nie przyznano subwencji. I nie ukaże się kolejna seria numerów gazety „Kultura i Biznes”, poświęconej wydarzeniom kulturalnym w kraju i wśród Polonii (w różnych krajach), zazwyczaj pomijanym przez inne media, a także historii i wybitnym postaciom, często zapomnianym, a wartym przypomnienia. Z tego samego powodu. A Wojciech Grochowalski (bo o nim mowa) to nie jest anonim, to autor m.in. trzech książek o generale Wieniawie Długoszowskim, książki o Jerzym Urbankiewiczu i kilku innych, wydawca i redaktor wspomnianej gazety przez ponad 10 lat, laureat Nagrody im. Witolda Hulewicza, medalu Gloria Artis za zasługi dla kultury i innych.
Kłopotów, jakie przeżywa szef kapituły prestiżowej Nagrody im. Witolda Hulewicza, na wołowej skórze by nie spisał. Tylko dzięki różnym drobnym szantażom (jeśli tak je można nazwać), środowiskowym zależnościom i nieustępliwemu nękaniu udaje się wyszarpnąć jakieś groszowe sumy na załączniki finansowe do nagród. A i tak gdy przychodzi do ostatecznego rozliczenia kolejnej edycji przyznania nagród, Romuald Karaś, przewodniczący kapituły ze swej skromnej emerytury dopłaca 2-3 tysiące złotych.
Hulewicz był wielkim radiowcem, autorem pierwszego słuchowiska radiowego, twórcą radiowego „Teatru Wyobraźni” (sam go tak nazwał) – Polskie Radio, które przecież dotknęła „dobra zmiana”, nie reaguje w ogóle na próby kontaktu i nie chce znać swego walnego współtwórcy. Przynajmniej tak jest ostatnio (w listopadzie ubiegłego roku była 21. edycja Nagrody), drzewiej bywało lepiej. Generalnie dobra zmiana nie wszędzie dociera.
A wiec są powody do śpiewów (pochwalnych), ale są też zgrzyty i jest ich znacznie więcej niż podałem. Może ktoś się tym zainteresuje? Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego też nie jest tu bez winy, ale o tym kiedy indziej.
Jerzy Biernacki.
