Właściwie to zaczęła była Pani premier Ewa Kopacz. Twierdziła w telewizji, patrząc Polakom prosto w czy, iż w Smoleńsku po katastrofie Tu-154 M przekopano ziemię na miejscu katastrofy do 1 metra. I jeszcze dodała „i więcej”. Nie, tu nie ma żadnej fantazji, czy konfabulowania. Chodzi na pewno o obszar, gdzie spadł nieszczęsny Tu-154 M z numerem bocznym 101. I wyznania Pani Ewy Kopacz, że można było kopać do jednego metra, co najmniej. Co wynika z tej wypowiedzi od razu po katastrofie? Ano wniosek jest oczywisty. Nie było żadnej dziury w ziemi po tym jak samolot „rąbnął” w ziemię. Jak nie ma żadnego śladu po uderzeniu, to faktycznie całkowicie płaski teren (zwracam uwagę na „całkowicie płaski teren”), to można kopać tyle ile się chce. Choć polska pani premier swoim autorytetem zapewniała, iż jest to ten jeden metr z okładem. Najciekawsze jest jednak w tym wszystkim to, że tej informacji premier Kopacz nikt nie sprostował. Ani ci, którzy byli na miejscu katastrofy, ani także Rosjanie. Zakładam, że tym ostatnim szczególnie zależało i powinno zależeć na prawdzie, jako, że wszystko odbyło się na ich terytorium. A także ostatnio, gdy ponownie w telewizji (i to w programach różnych „opcji”, bo nie ma jednej obiektywnej telewizji) pokazywano panią premier, która kopała „na metr i więcej”.
Nie znam się na lotnictwie, ani tym bardziej na katastrofach lotniczych. Ale ponieważ był to wyjątkowy wypadek lotniczy i gdzie zginęła cała elita III Rzeczypospolitej, to faktycznie takiego wydarzenia w całej historii Polski do tej pory nie było. I dlatego wszystko ma być wyjaśnione, każdy detal tej katastrofy. Także słowa pani Kopacz, że można było kopać do owego jednego metra i nie tylko. A to, że chcę zadawać takie pytanie i całkowicie nie wierzę słowom byłej premier powoduje fakt prostego doświadczenia. Wystarczy wyjść na podwórko (czy na pole, jak mówią w Małopolsce) i rzucić większym kamieniem w nawet dość twardą ziemię.
Będzie ślad po uderzeniu! Na pewno!
To dlaczego w siedem lat od katastrofy nikt nie potrafi wytłumaczyć prosto i logicznie jak to się stało, że w ziemię rąbnął samolot o długości 48 m, rozpiętości skrzydeł 37,5 m, prędkości minimalnej 235 km/h i masie do lądowania 80 ton (by nie było wątpliwości: osiemdziesiąt ton), choć on sam ważny nieco powyżej 50 ton. Te 80 ton to wtedy, gdy podchodzi do lądowania. I co? I nic! Teren katastrofy jest „całkowicie płaski”. Jak stół. Przecież już tyle razy pokazywano go, widać porozrzucane części samolotu, koła do lądowania odwrócone do góry, silniki, fragmenty kadłuba. No przecież każdy zdrowo myślący widzi, że dwie rzeczy są całkowicie sprzeczne ze sobą: na ziemi nie ma żadnego śladu od tego, jak 80 ton „rąbnęło” w ziemię (ponoć miekką w tym miejscu, bo miejscami bagnistą) i nie ma żadnego śladu na ziemi. A to przecież 80 ton. Coś tu w ogóle nie gra, coś tu się w ogóle nie zgadza.
Ale ważniejsze jest inne pytanie? Dlaczego tego nikt tego nie wyjaśnił? Żadna komisja, żaden specjalista od wypadków lotniczych. Wszyscy tak się boją prawdy? Czy wszyscy coś się starają ukryć, co widać gołym okiem. I wcale nie chcę powiedzieć, że ja wiem, iż Tu-154 M rozleciał się nad ziemią. Bo dopóki to nie zostanie sprawdzone, nie będę strzelał na wiatr. Trzeba zrobić i tak, jak to zrobili Holendrzy. Zebrali wszystkie szczątki, ułożyli je na szkielecie samolotu. I oglądając uszkodzenia doszli do wniosku, opartego na empirycznym doświadczeniu, iż w samolot, w przednią jego część uderzyła rakieta rosyjskiej produkcji. Szczątki Tu-154 M są w dalszym ciągu na tym nieszczęsnym smoleńskim lotnisku i nikt ich tam nie wyciąga, nie bada, nie ogląda. A ponoć prowadzone jest rosyjskie śledztwo i do tego potrzebne są szczątki samolotu. No to jak są konieczne w prowadzonym postępowaniu przez Rosjan, to choćby jeden raz pokazano, jak ktoś je bada? Absolutnie nic! Od siedmiu lat, gdy je zgarnięto „i zwalono na kupę” nic się nie dzieje. Nie wiem, ale jakoś dziwacznie nikt tego faktu nie próbuje wyjaśnić! Znowu coś bardzo zaskakującego, co kłóci się ze zdrowym rozsądkiem.
Zapewne wszyscy pamiętają, jak rosyjscy robotnicy walą łomami w szczątki samolotu Tu-154 M, jak wybijają nimi szyby. Czy była to samowola albo głupota? Niemożliwe! To kto wydał polecenie by tak się zachowywać zwykłym robotnikom? Czy tego też nie da się wyjaśnić? A po co się niszczy resztki? Czy nie po to by jednak ukryć prawdę? Czy to wszystko jest aż takie skomplikowane? Czy jak nie da, czy nie można wyjaśnić innych rzeczy i prawdziwych przyczyn tej straszliwej katastrofy, czy nie warto podejść do rzeczy powodujących, że gotuje się krew człowieku, że w tak oczywisty sposób robią z nas wszystkich durnia? No pewnie, swoje myślę i też tego swojego się domyślam. Ale po co są ci, zdawałoby by się, kompetentni ludzie, eksperci, uczeni, profesorowie, jak nie od tego by choć dokładnie wyjaśnić podstawowe sprawy, te na pierwszy rzut oka kłócące się ze zdrowym rozsądkiem!
Powtarzam, nie trzeba być ekspertem, by zadawać tak oczywiste pytania, które jednak świadczą o tym, że jednak mogło się zdarzyć coś zupełnie innego, niż nam się usiłuje wmówić! Czy to samolot uderzył w ziemię w całości i nie pozostawił żadnego śladu, czy też po prostu rozleciał się w powietrzu, a jego części po prostu opadły?
Niedawno kłóciłem się z moim znajomym „o czerwonej proweniencji”, który mówiąc jak rozbił się brytyjski myśliwiec powtarzał za prasą, radiem i telewizją „i zrobiła się olbrzymia dziura”. No właśnie „olbrzymia dziura”!
Myśliwiec to nie samolot pasażerski, i to jeszcze podchodzący do lądowania, ale ta „olbrzymia dziura”. A tu nawet nie ma draśnięcia i była premier śmiało mówi o kopaniu „całkowicie płaskiego tereny” na metr i więcej. Przecież od razu widać, że nie wiedziała o czym mówiła?!
Nawet fakt, który teraz ujawniono, iż drzwi od samolotu same (czyli oderwane od kadłuba) głęboko wbiły się w ziemię, potwierdza to o czym piszę na początku, że jak to się stało, iż samolot, który przecież leciał i „rąbnął” w ziemię, na tejże ziemi nie zostawił żadnego śladu?
Chyba nikt nie zapomniał zamachu terrorystycznego z 11 września 2001 r. (niedługo 16 rocznica). Dwa spośród porwanych samolotów rozbiły się o bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci zniszczył część Pentagonu. Ostatni (opóźniony) samolot United Airlines 93 nie dotarł do celu-rozwalił się na polach Pensylwanii ok. 15 min. lotu od Waszyngtonu. Miał uderzyć w Biały Dom lub Kapitol, choć nie ma na to jednoznacznych dowodów. Na szczęście nie doleciał do celu, gdyż pasażerowie, którzy dowiedzieli się o losie innych samolotów, zaatakowali porywaczy i doprowadzili do katastrofy samolotu na bezludnym terenie. Na podstawie zapisów rozmów telefonicznych i zeznań świadków (rodzin i rozmówców) dokonano rekonstrukcji wydarzeń sfilmowanej w dramacie dokumentalnym „Lot 93”. I właśnie o ten samolot chodzi. UA 93 pozostawił olbrzymią dziurę w ziemi. Pokazywała to od razu telewizja, pokazywał to „Lot 93”.
Jak długo jeszcze mamy czekać na wyjaśnienie, a może zadanie konkretnych pytań do stwierdzenia, co się właściwie stało o 8:41 w okolicach smoleńskiego lotniska, gdy dolatywał do niego Tu-154 M, zniżając lot, słuchając poleceń rosyjskich kontrolerów na lotnisku, którzy z kolei dostawali informacje do przekazania polskim pilotom z Moskwy?
Andrzej Dramiński
