Nie lubię wyświechtanego określenia "parcie na szkło", choć oddaje ono nieźle istotę rzeczy. Poszukajmy zamienników. Może za ostro, ale taki np. ekshibicjonizm studyjny to choroba, która się pleni jak liszaj.

Wydawcy programów nie mogą się opędzić od pchających się do studia. Nieważne, czy ma się coś do powiedzenia, czy tylko będzie się klepać to, co już wszyscy wiedzą.

- Czy chce pan wystąpić u ...

- Jasne, w każdej chwili.

O czymkolwiek ma być mowa.

Dokładają się do zanudzania prowadzący. Bardziej martwią się o ekspozycję łysiny niż temat. I to cholerne mizdrzenie się. Sterczy babol, gruby jak beka a obok facet z wadą wymowy. I trują. Nie potrafią od razu ad rem. Najpierw tyrada wstępu a potem przypadkowe ględzenie z widowni.

Kiedyś Jeremi Przybora zapytał mnie skąd się bierze takie paskudztwo na ekranie jak jeden z ówczesnych idoli. Odpowiedziałem, że liczy się przecież intelekt. - A nie może być jedno i drugie ? - zapytał arbiter elegancji, któremu przez miesiąc usługiwałem jako redaktor przygotowujący jego autorski program.

Myślę, że można mieć gębę jak szafa trzydrzwiowa, ale tylko wtedy gdy dysponuje się tzw. osobowością. Posłowie mają standardowe garnitury. Redaktorzy sadzają ich grupowo w rządku i odpytują. Niech się ubierają jak chcą i z niewinną sztuczną minką powtarzają na ogół po swoich prezesach, ale niech przygotują się i przychodzą tylko wtedy, gdy są w stanie powiedzieć coś ciekawego. Powtarzanie po wielokroć tego samego to nie informacja ani publicystyka a ordynarna propaganda. Niestety, dzięki usłużnym dziennikarzom jest tak coraz częściej.

Leszek Miller przed wejściem do studia przygotowywał sobie wcześniej zabawne powiedzonka lub dowcipną ripostę. I potem zaskakiwał - rozśmieszał. Długo nie mógł skończyć, ale zdaje się, że to w końcu nastąpiło. Pomogli mu koledzy. Cała lewica. Najpierw się żarli aż wreszcie zagryźli. I Bóg z nimi, choć oni Go nie lubią.

To samo robi teraz prawica. Jej zwolennicy - jak np. ja - mówią: uspokójcie się chłopcy. Macie jeszcze dużo czasu. Współpracujcie, jest o co zabiegać. Połowa społeczeństwa się waha. Wzajemnym napażaniem ludzi nie przekonacie.

Józef Węgrzyn, słynny twórca "Teleexpressu" i "tatuś" Wojciecha Reszczyńskiego, prawie czterdzieści lat temu napisał i wydał (10 tysięcy egzemplarzy bywało wtedy) "Pojmowanie świata - wywiad z Karolem Marksem i Fryderykiem Engelsem". To był taki chytry pomysł, by popularyzować brodaczy. Wtedy powszechnie drukowano głupoty. I nikt by się nawet nie ośmielił napisać, że te "rozmówki" to był plagiat francuskiego autora (powiedział mi to korespondent AFP).

Teraz można pisać co się chce. Kłopot, że trzeba to wydawać za własne pieniądze. Złe po stronie prawej jest ciągle pod specjalną ochroną. No bo krótki jest jeszcze okres naprawy w stosunku do prawie dekady, kiedy rządziły psuje. Ale nie powinno to trwać zbyt długo. Wywiady, wypowiedzi przeciwników obecnie rządzących należy przedstawiać częściej. Nic one nie zmienią. Ważne, by ludzie typu Tusk, Schetyna, Petru byli pytani przez dziennikarzy mądrych. I tyle. Wystarczy. Gdyby głupota umiała fruwać, lataliby jak gołębice - parafrazując słowa doktora Strosmajera w czeskim serialu "Szpital na peryferiach".

Jeśli już ludzie (czytaj - politycy, działacze partyjni) chcą się koniecznie wygadać w studiu, niech robią to poza prime timem, a także w programach lokalnych. Tam właśnie można szeroko otworzyć podwoje i wpuszczać każdego kto chce. PPHP - czyli Polski Powszechny Hyde Park. Ale dla amatorów. Może nawet dla słuchaczy masochistów i eksponujących swoje mądrości ekshibicjonistów.

20 maja 2017 Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl