Ważni ludzie dobierają sobie doradców. Niektórzy angażują całe tłumy. I to z tych- zdawałoby się- najmądrzejszych. Niestety z reguły spośród schlebiających. Potem owi ważni wysłuchują tego co i tak już wiedzą, a więc właściwie tracą czas. Wreszcie po pewnym czasie zastanawiają się jak pozbyć się nudziarzy.
A kogóż należałoby słuchać? Otóż przede wszystkim tych którzy nas… nie lubią i krytykują. Powinni to być ludzie odważni i z pomysłami. Tacy, dla których pozycja doradcy nie stanowi celu. Owszem mogą przy okazji ZAROBIĆ! Bo któż tego nie lubi. Tylko hipokryci i ludzie zakłamani „kochają” pracować za darmo. Tych strzec się trzeba najbardziej. Truje to godzinami w pseudonaukowym języku. Tymczasem rodzima nauka między innymi dzięki kilku koszmarnym babom, które okupowały ostatnio ministerialne naukowe stołki- stoczyła się do poziomu pikników dziecięco- młodzieżowych. Zabawy te zalecane są i reklamowane. I bardzo słusznie. Ale profit z tego państwo wyciągnie nierychło.
Zbilżające się narodowe ględzenie na temat konstytucji można by zastąpić odpowiedzią na podstawowe pytanie: KTO TU MA RZĄDZIĆ- PREZYDENT, PREMIER CZY SZEF ZWYCIĘSKIEJ PARTII? Jak na razie czuje się paraliżujący strach nawet przed zadaniem tego pytania. A to, że jest ono zasadnicze widać gołym okiem. Ot- sukces w ONZ-ecie dzielony jest i propagandowo zawłaszczany. Aktywność zagraniczna to kto: prezydent czy branżowy minister. Tak samo jest z wojskiem.
Doradcy są doradcami konkretnej osoby. Jeśli zaś „osoby” rywalizują, wiercą się również doradcy szukając rozwiązań najlepszych dla „swojego”.
Skandalicznym przykładem jest sprawa abonamentu telewizyjnego. Znowu pojawiły się nierealne, nieprzemyślane propozycje i szykuje się, że straty w wyniku ślamazarnie podejmowanych decyzji będą nadal. Potem znowu usłyszymy mętne tłumaczenia. A przecież z góry było wiadomo, że danych osobowych się nie przekazuje. Zabrania tego ustawa. Potentat telewizyjny Zygmunt Solorz mówi, że nie powie bo nie może. Dezawuuje w ten sposób decydentów medialnych.
Doradcy kojarzą się z lobbystami. Co ostatni to rzeczywiście paskudna, szkodliwa i przekupna żulia. Łatwo można by się ich pozbyć. Tak jak producentów dopalaczy, niszczących zdrowie młodzieży. Ale trzeba chcieć się pozbyć. A nie tylko udawać, że podejmuje się działania. Jak „śp”- na krajowym gruncie- premier Tusk.
Gorzej jest z doradcami. To cienie schowane w półmroku. Ale pewny i niezagrożony byt gwarantują im właśnie rozmaici decydenci, którzy gromadzą wokół siebie tabuny.
Niech doradcy sugerują, podsuwają pomysły. Posłuchać można. Ale normalny człowiek ma na ogół parę uszu. Jednym może coś wpaść, a drugim- wylecieć. „Władca” wcale nie musi być uprzejmy wobec doradzających. On im po prostu płaci. Oni biorą pieniądze, niech się sprężają. Sęk w tym, że z napuszenia tytułów naukowych niewiele jeszcze wynika. Dlatego zmienia się ekipy przywódców, bo nawet jeśli Bozia coś tam im jeszcze w głowach dała to nie po wieczne czasy.
Tylko codzienna, mozolna praca, poszukiwania najlepszych rozwiązań, mogą dać efekt. Jeden odważnie przedstawia swoje propozycje, a inny tchórzliwie klepie to co- wydaje mu się- szef chce usłyszeć.
Gdyby w Polsce istniała zasada, że reprezentanta prawicy odpytuje dziennikarz lewicowy i odwrotnie- moglibyśmy łatwo poznać WHO IS WHO. Niestety u nas programy oglądają zwolennicy tych programów. Ci, o których powinno się zabiegać ze złością wyłączają „nie swoich”.
A można to zmienić. Właśnie poprzez wykastrowanie propagandy z dziennikarstwa. Potrzebny jest autentyczny spór, prawdziwa wiwisekcja. Politycy przyjdą zawsze bo są łasi na szkło, mają na nie parcie. Wiedzą, że bez obecności w mediach nie istnieją. Za to media muszą przyciągać przede wszystkim tych niezdecydowanych. Nie wolno im indoktrynować.
Zacznijmy od doradców. Kim są ci ludzie pochowani za plecami protektorów. Niech Olejnik porozmawia z Fedyszak, a Semka z SLD-owskim profesorem Kazimierzem Kikiem z Kielc.
Dobrze byłoby także poddać „egzaminowi” redaktorów. Oczywiście nie przez ich kolegów partyjnych, lub sympatyków, ale na przykład przez dziennikarzy, których „owi” wyrzucali kiedyś z pracy.
Na przykład Gmyz z właścicielem Rzeczpospolitej, albo obecnym naczelnym Chrabotą.
Ciekawa byłaby rozmowa Karnowskich z Sakiewiczem i Hejke, Lisickiego z Baczyńskim. Nie zgodzą się? Obie strony, czy tylko jedna? To też byłoby ciekawe.
Panta rhei. Nic już nie jest jak było. Święte krowy robią się coraz bardziej przeciętne. Można sprawdzić, czy są dojne. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi. A wiedza i rozum- lubi testy i sprawdziany. Nie czekajmy do wyborów i kampanii. Poznawajmy się lepiej już dziś.
06.06.2017
