Marek Migalski w teście ‘Koniec polityki, jaką znamy. Nowe twarze liberalizmu i konserwatyzmu’ – ‘Plus–Minus’ ‘Rzeczpospolita’ (17-18.06.2017, str. 4) stara się znaleźć nowe określenia i wyróżniki dla dzisiejszej prawicy i lewicy. O ile z niektórymi jego propozycjami można się zgodzić, np. z tezą, że dla dzisiejszej lewicy ‘pojęciem bardziej stosownym niźli naród było zawsze społeczeństwo’, kiedy tymczasem dla prawicy ‘naród to coś więcej niż społeczeństwo’, to już proponowany przez Migalskiego podział na ‘wolnościowców’ i ‘bezpieczniaków’ budzi sprzeciw jako motywowany politycznie i ideologicznie: ‘Wydaje mi się, że najtrafniej może to zjawisko wyjaśniać podział na wolnościowców i bezpieczniaków. Pod pierwszym pojęciem rozumiem tych, którzy za najważniejszą wartość w swoim życiu, ale także w życiu społecznym, uważają wolność. Wolność osobistą, polityczną, gospodarczą. Po prostu wolność i jej pochodne. Tego typu ludzie są otwarci na inne kultury, doznania, emocje, ludzi, aksjologie. Nie boją się ich i konfrontacji z nimi – pod warunkiem właśnie, że nie ograniczy to ich swobód. Za największe zagrożenie będą uważać ograniczenia ich wolności i możliwości wyboru Kim z kolei są bezpieczniacy? To ludzie, którzy za najwyższą wartość uważają swoje osobiste bezpieczeństwo, ale także bezpieczeństwo swojej rodziny oraz większych wspólnot, takich jak naród czy państwo. W swej aksjologii na najwyższym piętrze umieścili właśnie bezpieczeństwo, uważając, że we współczesnym świecie właśnie ono jest najbardziej zagrożone i w jego imię można nieco ograniczyć inne wartości’.
Jednak wbrew temu, co zarzeka się Migalski, jest to jednak opis wartościujący, gdyż w zaproponowanym opisie widać dyskredytację wyraźnie sugerowanej ‘bezpieczniackiej’ konserwatywnej prawicy, rzekomo zachowawczej i niechętnej wolności, oraz jednoczesne promowanie domyślnej ‘wolnej i otwartej’ liberalnej lewicy. Takie terminy jak wolność czy bezpieczeństwo obecne są w dzisiejszej narracji prawicowej, jak i lewicowej, zarówno liberalnej jak i konserwatywnej.
Sądzę, że dla opisania dzisiejszych podziałów i różnic ideologicznych, kulturowych, cywilizacyjnych czy politycznych bardziej trafny byłby podział na 'wartościowców' i 'doktrynautów': 'wartościowców' czyli tych, którzy mocno bronią realnych i konkretnych wartości takich jak życie, wolność czy też wspóltworzona wspólnota, i rozumieją że jednoczesnie wartości te są wzajemnie znoszące i w wariantach ekstremalnych wzajmnie znoszące, dlatego potrzeby jest między nimi rozsądny kompromis; oraz 'doktrynautów' czyli tych którzy z tych konkretnych i realnych wartości tworzą ekstremalne, skrajne i radykalne doktryny i ideologie, którymi następnie operują jak narzędziem czy bronią, w większym czy mniejszym oderwaniu od reprezentowanych wartości.
‘Wartościowcy’ bronią życia, w tym m.in. przeciwstawiają się eutanazji, aborcji, etc - ale rozumieją, że dla obrony innych wyznawanych, wartości takich jak wolność czy wspólnota, można w ekstremalnych i nadzwyczajnych warunkach (wojna, kara za zbrodnię, etc.) poświęcić wartość życia dla innych wartości - dla obrony zagrożonej wolności czy troskę o bezpieczeństwo wspólnoty.
‘Doktrynauci’ - czyli doktrynerzy, fanatycy, fundamentaliści różnej maści i wyznań, etc. - będą z realnych wartości tworzyć ideologie i doktryny: z życia ludzkiego, które jest realną i 'twardą' wartością, tworzą ideologię humanizmu; z wartości jaką jest wolności utworzą liberalizm czy libertarianizm; a z normalnego i naturalnego poczucia wspólnoty, czyli patriotyzmu, stworzą nacjonalizm, komunizm, europeizm, globalizm, etc. – a następnie będą używać tych ideologii do walki i szantażowania wszystkich dookoła zarzutami o zbyt małe zaangażowanie i nieustanie niewystarczający entuzjazm wobec kolejnej nowinki filozoficznej czy nowalijki ideologicznej. Z niewątpliwej i uniwersalnej wartości, jaką są prawa człowieka (zob. np. Powszechną Deklarację Praw Człowieka) , stworzą progresywizm (zwany niekiedy ironicznie ‘postępizmem’), z praw kobiet zrobią wojujący feminizm, z tolerancji wobec różności, odmienności i dysfunkcji – agresywny genderyzm, z naturalnych różnic między ludźmi – oligarichizm, a z ich równie naturalnej i przyrodzonej naturalnej równości – urawniłowkę i zglajszachtowanie niezależnych jednostek, z kultury – polityczną poprawność i pop-kulturę, z demokracji, czyli wolności wyboru władz - uworzą 'demokrację liberalną’ czyli system gdzie rządzić mogą tylko i wyłącznie liberałowie, a z wiary i religii – doktrynę i fundamentalizm. Realne i konkretne wartości, tak właśnie zamienione w doktryny i ideologie, stają się wygodnymi narzędziami do ideologicznej walki. Stąd właśnie dzisiejsi liberałowie są niczym więcej jak tylko aroganckimi i bezwględnymi niewolnikami idei wolności, a ogarnięci grzechem pychy fanatycy i fundamentaliści religijni gardzą innymi niż własne religiami czy systemami wartości, a nawet zabijają 'niewiernych', 'pogan' i 'odszczepieńców', z nieodłącznym imieniem miłosiernego Boga na ustach.
Tak więc jak widać zaproponowany podział przekracza rozróżnienie na 'prawicę' - 'lewicę' czy 'liberałów' - 'konserwatystów', i proponuje inne propozycje opisu, wykraczające poza doraźne polityczne wojenki podjazdowe. Dlatego warto tu zacytować Marka A. Cichockiego z tekstu ‘Kulturowa schizma Zachodu’ w tym samym numerze ‘Plusa-Minusa’: ‘Konflikt między konserwatywną kontrrewolucją i progresywnym liberalizmem tylko z pozoru jest teoretyczny. W istocie chodzi w nim o to, kto będzie miał nad kim władzę.’
I dlatego właśnie jednym z moich ulubionych polityków 20 wieku jest Józef Piłsudski, który uwazał, że doktryna to morderstwo dla wolnej myśli: 'Dajcie mi spokój z doktrynami! Nienawidzę tego słowa. Całe życie walczyłem z doktrynami! Doktryna! To śmierć dla myśli, to martwota, to zerwanie z rzeczywistością.'
