O tragedii najprawdopodobniej dwóch tysięcy polskich rodzin z północno-wschodniej dziś Polski, których ojcowie, bracia, mężowie padli ofiarą Obławy Augustowskiej w lipcu 1945 roku, największej po wojnie zbrodni na Polakach, rozmawiano niedawno w warszawskim IPN przy Marszałkowskiej.

Moderator Piotr Zychowicz zaprosił do rozmowy dwójkę wspaniałych specjalistów, którzy zajmują się tą sprawą – dr Teresę Kaczorowską, autorkę książki "Obława Augustowska", oraz prof. Krzysztofa Jasiewicza z Polskiej Akademii Nauk, niestrudzonego badacza tej zbrodni, pochodzącego z tamtych stron, wręcz rodzinnie związanego z tą tragedią.

Wspomniana książka Teresy Kaczorowskiej jest opowieścią o siedmiu osobach, które straciły bliskich w Obławie i teraz opowiadają o tych potwornych, niezabliźnionych ranach.

Józef Stalin powiedział kiedyś że jedna śmierć to tragedia, a milion śmierci to tylko statystyka... To oczywiście nieprawda, to kłamstwo na które nigdy nie możemy się zgodzić, bo milion śmierci to nie jest żadna statystyka, tylko po prostu milion ludzkich tragedii.

"Przyszli w nocy, z automatami w rękach, obstawili dom, trzech z nich dobijało się do drzwi. Bardzo głośno wrzeszczeli, żeby szybko otwierać. Otworzyłam, jeden z nich kazał mężowi się ubierać, popędzając go. Pytam, za co go zabierają, przecież to dobry człowiek. Mąż pożegnał się z chorą 9-letnią córką i ze mną. Płakałam i prosiłam, żeby nie zabierali. Parę metrów od domu stał samochód kryty plandeką, wepchali męża do samochodu" – tak wspomina Obławę Augustowską Helena Kondracka.

"Przyjechał bryczką major NKWD i zabrał ojca, rzekomo na kilka godzin. Rozpaczaliśmy razem z matką, a mój 13-letni brat z płaczem biegł za ojcem aż do lasu. Ojciec już nie wrócił, i nikt go od tego dnia nie widział. Kryją go z pewnością mchy lasu w którym pracował, którego strzegł przez 20 lat. Znikł bez wieści... Postępowanie nieludzkie, bo nawet obozy niemieckie zawiadamiały rodzinę o śmierci bliskich. W NKWD człowiek się nie liczył, ginął jak zwierzę..." – wspomina Obławę Helena Pietrewicz.

Mówi Teresa Kaczorowska, autorka książki "Obława Augustowska": „Najpierw powiem kim są bohaterowie mojej książki. Ponieważ wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni znajdują się w archiwach moskiewskich, a być może białoruskich, postanowiłam przybliżyć tę zbrodnię na podstawie losów świadków. Moi bohaterowie w książce to siedem osób. Jedna z nich to partyzant, Marian Tananis, rocznik 1929, pozostałe sześć osób, to albo dzieci, albo rodzeństwo ofiar Obławy".

"Pochodzą z trzech powiatów: augustowskiego, sejneńskiego i suwalskiego. Dwie z tych siedmiorga osób niestety już obecnie nie żyją. Z całą siódemką spotykałam się wielokrotnie, osobiście, jeździłam po tych miasteczkach i wsiach, i książka ma charakter dokumentu, to reportaż dokumentalny, opatrzony przypisami, bibliografią. Ma też posłowie Nikity Pietrowa, wicedyrektora Memoriału z Moskwy, a także znanych historyków z Augustowa  – Danuty i Zbigniewa Kaszlejów".

"Z moich rozmów wynika że była to ogromna tragedia dla nich wszystkich. Wyglądało to tak że szła tyraliera wojsk sowieckich. 45 tysięcy żołnierzy regularnych oddziałów Armii Czerwonej wkroczyło w lipcu 1945, największe nasilenie było między 12 a 19 lipca, na teren Puszczy Augustowskiej oraz obrzeży, na terenie tych trzech powiatów, i aresztowało ponad siedem tysięcy osób. Te siedem tysięcy osób osadzono w tzw. obozach filtracyjnych, tzn. u miejscowych rolników, czyli w chlewikach, stodołach, piwnicach... I tam ich przesłuchiwano, znanymi metodami terroru komunistycznego. Nie wiadomo ilu z tych siedmiu tysięcy wróciło. IPN w Białymstoku prowadzi śledztwo w sprawie 592 zaginionych osób".

"Dla wszystkich była to gehenna. Rodziny absolutnie nie wiedziały dlaczego ich bliskich zabierają. Pozwalano zabrać aresztowanym tylko dokumenty, niektórych zabierali nawet boso, z pola, był upał, trwały żniwa, zabierano też ze szkół. To był czas kiedy Europa świętowała zakończenie wojny... A tam, w tej pięknej krainie jezior i lasów wydarzyła się ta największa tragedia. Rodziny do końca nie otrzymały żadnej wiadomości od władz, żadnej informacji, żadnego wyjaśnienia o tym co się stało z ich bliskimi. Był to straszny dramat dla tych rodzin; nie mieli z czego żyć, zabrano głównie mężczyzn, żywicieli rodzin albo dorosłych synów. Płakały matki, żony, siostry, całe rodziny, które czekały na powrót bliskich, czasem czekały do końca życia...".

Ten najbardziej dramatyczny epizod tego co w PRL nazywano wyzwoleniem dziś nazywa się sowieckim wyzwoleniem, ale do słowa wyzwolenie dodaje się cudzysłów. Pytanie które się nasuwa: Sowieci zajęli całą Polskę, a akurat w Puszczy Augustowskiej i okolicach dokonali takiej a nie innej drastycznej operacji, której ofiarami padło tylu ludzi, dlaczego akurat tam?

Mówi Krzysztof Jasiewicz: Tych operacji było dużo więcej, zaczęły się już w 1944 roku, na terenach dawnych Kresów. Do największej doszło we wrześniu 1944 roku, ale o niej nikt kompletnie nic nie wie, poza tym że znane są tylko liczby, straszne liczby. Aresztowano tam ponad 20 tysięcy osób, i z nich od razu ponad 800 osób zakwalifikowano jako bandytów, czyli partyzantów. A około 9 tysięcy zakwalifikowano jako dezerterów. A w czasie wojny wiadomo co się robi z dezerterami...”.

„Czy jest coś szczególnego że akurat na Suwalszczyźnie? Chodzi o zaszłość jeszcze sowiecką, dlatego że w tamtych stronach, tych okupowanych przez Sowietów, partyzantka utrzymywała się przez cały czas do wejścia Niemców. Nie udało się jej wytępić. Były różne operacje, ale jakieś resztki, niedobitki przetrwały. I one dały się trochę Sowietom we znaki. To jest jeden powód. Druga rzecz, to była ludność. Prosta ale bardzo patriotyczna, bardzo religijna. I ta ludność nie godziła się z tą sytuacją, Sowieci to wiedzieli, bo mieli swoje rozpoznanie. Jakie były motywy tej operacji trudno dociec. Jest kilka hipotez. Jedna jest taka, że chciano ten teren oczyścić i przekazać Litwie, jako że Suwalszczyzna i te tereny były sporne, i Litwa do dziś rości do tych ziem pretensje. Inna hipoteza: chciano zrobić korytarz prowadzący do Prus Wschodnich, dawnego Królewca. Ale naszą wiedzę limitują dokumenty. Tych oryginalnych widzieliśmy bardzo mało. I w tej sprawie wszystko oparte jest o relacje”.

W tomie „Obława Augustowska. Wybór źródeł”, wydanym przez IPN, znajduje się szereg petycji i listów, absolutnie dramatycznych, które te rodziny pisały od lat 50, czy nawet od późnych lat 40, do premiera PRL, do jakichś lokalnych instytucji, i głównie są to listy pisane przez kobiety. Przez zrozpaczone kobiety, które piszą że teraz nie wiedzą jak żyć, bo straciły jedynego żywiciela. Wiadomo że ofiarą padli głównie mężczyźni, zamordowano głównie mężczyzn. A ofiary tej operacji – kobiety – zostały same – ale o nich mówi się mniej.

Teresa Kaczorowska: „Ofiarami Obławy są całe rodziny tych ofiar. One nagle zostały tak naprawdę pozbawione środków do życia, bardzo często, szczególnie w miastach, bo na wsi wiadomo, uhodowano sobie prosiaczka, czy miano kury, czy posiano jakieś warzywa... Jedną z bohaterek
mojej książki jest Teresa Staśkiewicz, która nadal żyje, jest nauczycielką, wtedy miała dwa lata. Po wojnie jej rodzina – zabrano jej ojca – przymierała głodem. I gdyby nie dary z USA, do dziś pamięta smak strasznego, jak mówi, amerykańskiego sera, bardzo niesmacznego żółtego sera, i starego masła, chyba by nie przeżyła... Poza tym te rodziny żyły z syndromem rodzin bandyckich. Tak jak rodziny katyńskie żyły z syndromem katyńskim. Czyli te rodziny były prześladowane, inwigilowane całe życie, utrudniano im wszystko, czy chodziło o edukację, czy znalezienie dobrej pracy. I w przypadku tych rodzin było bardzo podobnie”

„Nie tylko zabrano często jedynych żywicieli rodzin, ale pozostali członkowie tych rodzin nie mieli lekko, byli wzywani na UB, inwigilowani, nie mogli skończyć studiów... Jeden z bohaterów mojej
książki żeby zdać maturę uczył się w aż trzech miasteczkach...; w Augustowie, Ełku i dopiero w Grajewie mógł tę maturę zaliczyć. I tak było w tych wszystkich rodzinach, tzw. bandyckich. Poza tym rodziny te przeżywały straszny dramat, straszną traumę po utracie swoich bliskich. Nie było w ogóle pogrzebów, nagle nazwano ich wyklętymi karłami reakcji, osobami wyklętymi, gorszymi... Panowała wokół nich atmosfera pogardy, doznali poniewierki, biedy i wielkiego poniżenia...”.

Śledztwo prowadzi się w sprawie 592 zaginionych ofiar. Ale dokument absolutnie kluczowy, czyli szyfrogram Abakumowa skierowany do Berii w trakcie akcji w lipcu 1945, według prof. Jasiewicza może wskazywać że jest zupełnie inaczej...

Krzysztof Jasiewicz: „Nie zgadzam się z tym, że chodzi o liczbę ofiar 592. Bo widzę tu błąd dokumentu. Abakumow we wniosku końcowym pisze, że on zidentyfikował po stronie polskiej 592 bandytów, których proponuje rozstrzelać. Ale ponad 800 osób było jeszcze w tzw. śledztwie. I on sugerował ,że jeżeli wśród nich się wykryje tzw. bandytów, to ich też proponuje rozstrzelać. Suma tych tzw. bandytów, obu grup wynosi 1934. Nikt z tych osób się nie odnalazł. Należy domniemywać, że wszyscy zostali zabici”.

„Ta obława była przeprowadzana nie tylko w północno-wschodniej Polsce, ale także na południowej Litwie i zachodniej Grodzieńszczyźnie. To była dużo większa operacja niż nam się wydaje. Jest tam też jakaś liczba x, nie wiemy jaka to liczba. Ale to były tereny zwartego polskiego osadnictwa i tam działała polska partyzantka. Tam były aresztowania, ale nie wiemy na jaką skalę. Ja w związku z tym oceniam że łączna liczba zamordowanych Polaków jest na pewno powyżej dwóch tysięcy. Zwłaszcza że po tej głównej obławie, między 12 i 19 lipca, były jeszcze liczne aresztowania, które trwały do końca lipca. Liczba powyżej dwóch tysięcy ofiar jest więc moim zdaniem absolutnie pewna. Zresztą wiadomo, że pewność jest wtedy, kiedy wykopie się szczątki, znajdzie się właściwe dokumenty, a dokument wykonawczy musi istnieć, bo taka była procedura i oni tego przestrzegali”.

Najważniejsze pytanie, największa zagadka, tajemnica związana z Obławą Augustowską, taka
właściwie zagadka kryminalna to: gdzie są ciała? A odchodzą chyba ostatnie dzieci ofiar, bo przecież jeżeli urodziły się one w 1945 r., to obecnie mają 72 lata. Pytanie gdzie są ich ojcowie, ich bracia, zamordowani w obławie? To dla bliskich ofiar taka niesprawiedliwość, która trwa nadal...

Teresa Kaczorowska: „Tak, bo kiedy już te dzieci przeżyły, rodziny ofiar przeżyły te najtrudniejsze lata, po wojnie, to dziś cierpią właśnie z tego powodu. Bo nie mogą oddać hołdu, zapalić ognia pamięci na grobach swoich ojców, braci. Grzegorz Kucharzewski, który śpiewa piosenki poświęcone Obławie Augustowskiej, jest bratem stryjecznym Zyty Kucharzewskiej z Gib. Stał się bardem tej zbrodni. Sam pisze teksty, komponuje muzykę, sam śpiewa. M.in. o swym ojcu, jedynym bracie Zyty, który marzy by jeszcze zapalić ogień pamięci. Marzą o tym by przeprowadzono ekshumacje, by one się udały, by udało się odnaleźć szczątki ofiar. Próbowano kilka razy robić te ekshumacje, w różnych miejscach, ale na razie nie natrafiono na żadne szczątki Żołnierzy Wyklętych zabitych w obławie. Marzą więc o tym, by te szczątki wykopano, zidentyfikowano, i odbył się wielki pogrzeb jednej dużej rodziny ofiar Obławy Augustowskiej”.

„IPN prowadzący śledztwo zlokalizował ok. 20 miejsc na terenie Puszczy Augustowskiej, w rejonie przygranicznym, gdzie nikt nie uczęszcza, w okolicach leśniczówki Gieć i wsi Kalety na
Grodzieńszczyźnie. Niestety Łukaszenko też nie zgadza się na ekshumacje, a Moskwa, drugie źródło informacji, z kolei zamknęła swoje archiwa. Rodziny ofiar współpracują z IPN Białystok, udostępniają materiał genetyczny i mają nadzieję, że ten ogień pamięci jeszcze zapalą”.

Minęło już wiele lat. Od upadku Związku Sowieckiego w 1991 r. jest ponad ćwierć wieku, a nadal nie mamy tych dokumentów. Prof. Krzysztof Jasiewicz jest chyba jednym z najwybitniejszych specjalistów od archiwów na terenie byłego Związku Sowieckiego, spenetrował świetnie te archiwa. Czasami ze strony rosyjskiej słychać głosy, że te dokumenty się zgubiły, że ich nie ma... Czy możliwa w ogóle jest sytuacja, że w archiwach rosyjskich tych dokumentów na temat gdzie NKWD zakopał ofiary rzeczywiście już nie ma?

Krzysztof Jasiewicz: „W samej Moskwie spędziłem dwa lata. Trochę te archiwa znam, od kuchni. Uważam, że to piramidalna bzdura. Tam wszędzie panuje bałagan, ale w jednej instytucji nie ma bałaganu, w archiwum. Po takiej zbrodni zostają ewidentne, proceduralne dokumenty, musi być raport opisujący jak przebiegała likwidacja, wykaz ofiar, inne detale tej sprawy. Uważam, że to absolutnie niemożliwe, by ktoś takie dokumenty mógł zniszczyć”.

Ze strony rosyjskiej słychać czasem wypowiedzi, czy to nt. Katynia, czy właśnie Obławy, że: wiecie, tu nie chodzi o jakieś krycie tych morderców, ale o pieniądze, boimy się, że te ofiary zaraz
wystąpią o jakieś odszkodowania, wystąpią z jakimiś pozwami i narażą rosyjski skarb państwa na poważne straty. Wypowiedzi że: to uruchomi lawinę, bo wtedy wszystkie ofiary zbrodni komunistycznych będą domagać się pieniędzy. Czy ci bliscy ofiar obławy chcą rzeczywiście
procesować się z Rosją o jakieś olbrzymie pieniądze?

Teresa Kaczorowska: „Moim zdaniem rodziny, bliscy ofiar obławy, ci z którymi ja rozmawiałam, nie myślą o czymś takim. Im nie chodzi o to. Poza tym te dzieci ofiar są już staruszkami, i jest ich już bardzo mało. Żyją już kolejne pokolenia, wnuki, ale chodzi wyłącznie o oddanie hołdu, o odnalezienie tych jam śmierci, o ustalenie listy nazwisk, czyli kto dokładnie został wywieziony, bo wiele osób z Suwalszczyzny zaginęło i nic o nich nie wiadomo. To są tereny przygraniczne i ci ludzie, teraz jak jeżdżę tam, ginęli po obu stronach granicy. Augustów w 1939 r. znalazł się po stronie sowieckiej, a Suwałki niemieckiej, tam była granica, zbrodnie były po obu stronach. Dopiero po czerwcu 1941, kiedy Niemcy napadły na Związek Sowiecki, działania podziemia niepodległościowego się ujednoliciły i walczono już tylko z jednym okupantem. Nie chodzi im o pieniądze, a o pamięć, bo przez ponad 50 lat te rodziny musiały żyć w kłamstwie, były zmuszane do wstydzenia się swoich bliskich, swoich ojców, mężów, braci, krewnych, którzy byli w partyzantce, działali w AK, i walczyli z sowieckim agresorem”.

Zachowała się relacja ocalałego z Obławy Augustowskiej, Franciszka Milucia, aresztowanego przez bolszewików, wsadzonego do takiego obozu filtracyjnego, czyli do jakiejś stodoły, czy czegoś podobnego. Tam nastąpiła ta filtracja. Franciszek Miluć mówi tak: „Pilnowali nas sami ruscy, nikogo z nas nie przesłuchiwali, tylko wyczytywali według listy, i tego kto był z tej listy wywozili. Brali do budy, czyli ciężarówki krytej brezentem, którą wozili po 10-12 osób. Nieraz ta buda obracała dziennie dwa razy, czasem tylko raz. Buda jak poszła zapakowana, to wracała pusta. Za daleko ich nie powieźli”. I w związku z tym pytanie: czy to znaczy że to jest gdzieś blisko?

Krzysztof Jasiewicz: „Byłbym ostrożny, bo w okresie epoki bolszewickiej wypracowano pewną technikę zabijania. Jednym z najważniejszych elementów tej techniki jest to, że najpierw gromadzi się wszystkich przeznaczonych, cały kontyngent do zamordowania w jednym miejscu. W mordzie katyńskim gromadzono grupy mniej więcej 100-osobowe przeważnie, takie 100-osobowe transporty śmierci. Gromadzono 2-3 takie transporty i wtedy dopiero zaczynano taką operację. Co do miejsca, gdzie zakopano pomordowanych w Obławie, to prawdopodobnie chodzi o byłą leśniczówkę Gieć. Początkowo myśleliśmy, że to oddalone o parę kilometrów Kalety, ale Kalety
były taką przechowalnią kontyngentów. Czyli w Kaletach gromadzono tę setkę, którą następnie pędzono do tej leśniczówki Gieć. I co ważne, w egzekucjach sowieckich musi być budynek, nie rozstrzeliwuje się na powietrzu. Te całe legendy katyńskie, opisane w różnych publikacjach, że strzelano każdemu w głowę nad wykopanym dołem, to są bzdury. To przeczy nawet zdrowemu rozsądkowi. Sowieci zabijali sprawnie, oni sobie życia nie komplikowali. Każdy kto jest doprowadzony nad dół ze zwłokami dostaje sił Herkulesa, po co sobie więc komplikować sprawę. Tak nie było, to zostało przekręcone”.

Teresa Kaczorowska: „Największe wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z ks. Stanisławem Wysockim, jego rodziną. Ks. Wysocki stracił ojca, dwie siostry, i narzeczonego jednej z sióstr. Siostry miały na imię Angelika i Kazia, miały 17 i 22 lata, były łączniczkami AK. Ojciec ks. Wysockiego – Ludwik – był rolnikiem, miał duże gospodarstwo, był zamożny. Żołnierze AK, ludzie walczący w podziemiu niepodległościowym, pochodzili z najlepszych rodzin. Na Suwalszczyźnie, ziemi bardzo patriotycznej, kresowej, ja tam jeżdżę, ciągle tam bywam, mówią że każdy porządny człowiek pomagał podziemiu. Ale byli i zdrajcy. Rodzina ks. Wysockiego mieszkała we wsi Biała Woda, gmina Jeleniewo, pod Suwałkami. NKWD przyjechało do nich 27 lipca, czyli już po tym natężeniu, bo główne aresztowania jak już mówiliśmy były od 12 do 19 lipca. NKWD zabrało od Wysockich pięć osób. W domu Wysockich mieściła się ostatnia kancelaria AK, tej obywatelskiej”.

„Suwalszczyzna była terenem tak patriotycznym, że kiedy w styczniu 1945 AK w Polsce została rozwiązana, to komendant obwodu białostockiego ppłk Władysław Liniarski 'Mścisław' powiedział: nie, my walczymy dalej, dopóki na naszej ziemi jest choć jeden bojec, enkawudowiec. I powołał AK Obywatelską. W domu Wysockich mieściła się ostatnia komenda AKO. Cała ta piątka,
zabrana przez Sowietów od Wysockich, przepadła. Dziś ks. prałat Wysocki nadal walczy, założył w 2009 r. Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 r. Dba o pamięć o tej zbrodni. Robi
wspaniałe rzeczy, organizuje misteria, uroczystości, współpracuje z motocyklistami, którzy jeżdżą śladami tej zbrodni, współpracuje z naukowcami jak tylko może, współpracuje z Nikitą Pietrowem z Memoriału. A rodziny ofiar przez wiele lat nie mogły o tym w ogóle mówić... Dopiero tak naprawdę od  kilkunastu lat przyznają się że straciły bliskich. W Gibach stoi pomnik ofiar Obławy Augustowskiej. Co roku w lipcu są tam duże uroczystości, z udziałem IPN. Ta pamięć przetrwała głównie dzięki rodzinom, to rodziny wieszają czy stawiają tablice, organizują uroczystości, nabożeństwa, dzięki rodzinom tak naprawdę Parlament dwa lata temu uchwalił jako Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej datę 12 lipca”

Krzysztof Jasiewicz: „Babcia ks. Wysockiego i mój dziadek to było rodzeństwo. Związki rodzinne zawsze były bardzo bliskie i można powiedzieć, że wychowałem się w cieniu tej tragedii. Za bardzo nie chcę jednak o tym mówić. Ludzie w akcie rozpaczy pisali nawet do Stalina. Żona Ludwika – Janina – napisała do Stalina list z prośbą o wskazanie czy to miejsca pobytu, czy losów swoich bliskich. I o dziwo tow. Stalin jej odpisał, za pośrednictwem jego kancelarii. Niestety, w odpowiedzi napisali, że nic o tej sprawie nie wiedzą, że będą się starać pomóc... Na nieszczęście ten list się gdzieś zagubił. A byłby to dziś dokument klasy zerowej. Ale przedsiębiorczość tego środowiska, które działa bardzo mądrze, bo z Rosjanami trzeba mieć pewną taktykę rozmowy, jest niesamowite. Z Rosjanami nie można tak jak prokurator z Białegostoku, który wysmarował jakieś głupie pismo do nich, i które poszło do kosza, bo żadnej odpowiedzi nie dostał. A rodziny ofiar napisały grzeczny list do szefa archiwum FSB w Moskwie i otrzymały dokumenty dotyczące swoich bliskich, tzn. arkusze ewidencyjne zatrzymanych, czyli kogo zatrzymano i pod jakim zarzutem. Nie jest to dużo, tam nie ma wiele, bo o losach pomordowanych tam nic nie ma, ale kserokopie tych dokumentów są i prokuratura w Białymstoku to od nas je dostała”.

„Niestety, to śledztwo białostockie to jest jakieś kuriozum. Przesłuchali 700 świadków, a wiedza z tych przesłuchań jest zerowa. Nie chcę za dużo mówić na ten temat, ale mógłbym parę humoresek o tym opowiedzieć. Mnie też chciano w roli świadka przesłuchać. Powiedziałem, że się urodziłem po Obławie, ale prokuratorowi to nie przeszkadzało, mówi: ale pan coś wie na ten temat, to możemy pogadać...”.

Teresa Kaczorowska: „Też krytycznie oceniam to śledztwo białostockie. A ja ciągle żyję tą sprawą. Bellona, która wydała moją 'Obławę Augustowską' i wypuściła już dwa jej wydania, zaproponowała mi kolejny temat, czyli ludzie czytają moją książkę i ona świetnie się sprzedaje. Bellona zaproponowała mi napisanie kolejnej książki: 'Dziewczyny Obławy Augustowskiej'. Wśród prawie 600 osób na listach IPN jest 27 kobiet. I jeżdżę teraz ich śladami. Temat jest o wiele trudniejszy niż pierwsza książka, dlatego że te dziewczyny były młode i nie miały dzieci. Muszę więc szukać dzieci ich rodzeństwa lub sąsiadów, albo świadków innych historii. Materiałów jest niewiele i zwróciłam się o pomoc do IPN w Białymstoku, skoro oni prowadzą śledztwo Poprosiłam o udostępnienie akt śledztwa. Wypisałam nazwiska tych 27 dziewcząt, napisałam pismo do IPN Białystok, ale niestety pan prok. Kulikowski odmówił mi dostępu do akt śledztwa. Po rozmowie z
prof. Żarynem odwołałam się od tej decyzji, już do nowego dyrektora IPN Białystok, i czekam”.

Krzysztof Jasiewicz: „W Obławie Augustowskiej brały też udział dwie formacje ówczesnego komunistycznego państwa polskiego. Z tej strony najwięcej było funkcjonariuszy i żołnierzy UBP, przede wszystkim białostockiego, augustowskiego, suwalskiego. Właściwie wszyscy funkcjonariusze tych UBP byli w tę sprawę jakoś umoczeni, dlatego że oni byli przewodnikami w terenie, byli tłumaczami, często pomagali wymuszać zeznania. Ale nie zostali dopuszczeni do tajemnicy samej zbrodni. Towarzysze radzieccy mieli ograniczone zaufanie do wszystkich i dokonali zbrodni sami, by nikt o niej nie wiedział”.

„Brał też w tym udział jeden pododdział w sile kompanii WP z I Pułku Praskiego. Było w niej chyba 112 osób. Dowodził nimi niejaki porucznik Maksymilian Schnepf, tatuś byłego już obecnie ambasadora w najważniejszej stolicy świata, czyli Waszyngtonie. Nie tak dawno ten syn Schnepf mówił w którejś telewizji, że jest dumny ze swego tatusia... Dodam, że żyją dzieci i wnuki tych żołnierzy i oni nie są wcale zainteresowani, by wypłynęło jakieś nazwisko ich dziadka, pradziadka, czy ojca. I nie są wcale zainteresowani, by zbrodnia ta miała jakiś wymiar”.

Sprawozdanie kierownika UB w Augustowie z 27.7.45: Fatalnie działa na ludność karygodne zachowanie niektórych żołnierzy sowieckich, którzy grabią ludność wsi. Kilku żołnierzy sowieckich zgwałciło 16-letnią dziewczynę, która nazajutrz zmarła. Ponadto zgwałcili dwie inne
dziewczyny. Takimi czynami ludność jest oczywiście oburzona, a agitacja wroga wykorzystuje takie rzeczy w swojej propagandzie.

Teresa Kaczorowska: „Jeden z bohaterów mojej książki widział jak żonę znajomego leśniczego gwałciło – on nie wie ilu – iluś żołnierzy Armii Czerwonej na drzwiach zdjętych ze stodoły. Myśleli, że ona już nie żyje, zostawili ją całą we krwi, oblepioną muchami. Przeżyła, ale długo już nie pożyła... Niedługo potem zmarła... Nie mogła się pogodzić z tym co się stało... Kiedy zbierałam materiały w Gibach, to proszę sobie wyobrazić, że żyją dzieci tych gwałtów... Można z nimi porozmawiać, opowiadano mi o tym. Kobiety się strasznie bały tych gwałtów. A rabunki, rozboje, kradzieże, arogancja, to wszystko było wtedy tam na każdym kroku, począwszy od maja 1945 aż do końca września 1945, kiedy NKWD wycofało się z Suwalszczyzny”.

Piotr Zychowicz: „Przy podsumowaniu ostatecznej liczby ofiar Obławy Augustowskiej, poza tymi zamordowanymi w ramach operacji dokonanej przez Abakumowa, policzyć trzeba też dziewczyny, które zostały zgwałcone i wskutek tego zmarły, one też są ofiarami Obławy Augustowskiej. Trzeba do tego dodać też tych, którzy gdzieś tam bronili swego prosiaka i zostali zastrzeleni wówczas przez Sowietów”.

Krzysztof Jasiewicz: „Tych gwałtów była liczba gigantyczna, niewyobrażalna, one były wszędzie, gdzie pojawiły się wojska sowieckie. Ocenia się, że Rosjanie w czasie wojny samych Niemek zgwałcili ok. dwóch milionów. Opowiadano mi, że jak Sowieci wycofywali się z Ełku, to podpalili całe miasto... A Ełk już wtedy był bez Niemców...”.

Piotr Zychowicz: „Właśnie, mało mówi się o tym, że ofiarą gwałtów bolszewików padło od 50 do 100 tys. Polek, i to są ostrożne szacunki. Na Węgrzech też skala gwałtów była olbrzymia. Kiedy Armia Czerwona wyzwalała kolejne miasta, to gwałciła również Ukrainki i Rosjanki wywiezione przez Niemców na roboty, gwałciła też więźniarki w Oświęcimiu...”.

Z listu Jadwigi Rowińskiej do pisma „Krajobrazy”, które jako pierwsze w 1989 r. napisało o Obławie: „Ci, którzy pracowali w UB i NKWD, wielu z nich dziś już rzeczywiście nie żyje, ale ich żony są paniami... Dostają daremne pieniądze, są członkiniami ZBoWiD-u, mają wszelkie
uprawnienia do kupienia wszystkiego poza kolejnością, i wszystko dla nich jest dostępne, a my, dzieci i rodziny zaginionych i pomordowanych ojców, co mamy za przywilej, tylko pozostał żal, ból serca i łzy w oczach. Nie miałam nawet dwóch lat, kiedy bojcy aresztowali ojca. 8 lat miałam
jak matka umarła z rozpaczy po ojcu”.

Teresa Kaczorowska: „Jak już mówiłam, jeszcze kilkanaście lat temu te 'bandyckie' rodziny bały się w ogóle mówić o 'Obławie Augustowskiej', o tym że ich bliscy wtedy zginęli. Ludzie którzy ucierpieli wtedy, przeżywali straszne czasy. Przykładem jest ks. Wysocki. Jeszcze kilka lat temu w
biały dzień został pobity na ulicy w Suwałkach i nikt nie poniósł za to żadnej kary. Pobito go za to, że założył Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 i domaga się prawdy. Kiedy pięć lat temu zaczęłam się zajmować tą sprawą, to ludzie nadal obawiali się o tym mówić. Także ta prawda
się przebija bardzo powoli i nie możemy się dziwić, że kobiety i rodziny czują się strasznie pokrzywdzone. A zdrajcy żyli w luksusie, zdrajców było wielu. Przypomnę tylko jednego zbrodniarza, najpierw o dziwo żołnierza AK, ps. Kruk, ale już w 1940 r. współpracującego z NKWD, przyjął ps. Wrona. Mowa o Janie Szostaku, nazywanym Panem Życia i Śmierci w Augustowie, Katem Augustowa, szefie powiatowego UBP. W Augustowie stoi nadal ten dom, zwany Domem Turka, straszy, wisi tam tablica. Obecny burmistrz chciałby w tym domu zrobić muzeum Obławy Augustowskiej, ale budynek jest w rękach osoby prywatnej powiązanej z dawną rodziną ubecką. Jan Szostak żył w luksusach, był przewodniczącym Rady Narodowej w Augustowie, a na starość założył pracownię rzeźby, stal się znanym artystą. A jak byłam w 2016 roku w USA z moją książką, to tamtejsi Polacy mówili mi, że zawożono ich z wycieczkami do Pracowni Rzeźby nad Nettą pana Jana Szostaka i mieli obowiązek kupić przynajmniej jedną
rzeźbę!...”.

Cezary Dąbrowski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl