„W roku 1996 byliśmy w Polsce i mamy same dobre wspomnienia i wtedy byliśmy świadkami ciepłej gościny zarówno w Warszawie, jak i w Krakowie. Cieszę się, że para książęca będzie mogła doświadczyć tego samego – zarówno w Warszawie, jak i w Gdańsku” – napisała królowa Elżbieta II.
A słowa te z Jej listu z okazji Jej 91 urodzin odczytał na przyjęciu w warszawskich Łazienkach wieczorem 17 lipca Książę William.
I dalej:
„W roku 1996 mówiłam o niezwykłej głębi stosunków polsko-brytyjskich, które sięgają tysiąc lat wstecz. Dlatego też z wielką przyjemnością mogę powiedzieć, że przyjaźń miedzy naszymi dwoma narodami, między naszymi dwoma krajami od tamtego czasu coraz bardziej się wzmacnia. Nie mam wątpliwości, że w najbliższych czasach będzie się ona rozwijała” – podkreśliła.
-Dziękujemy i miłego wieczoru – zakończył po polsku następca wnuczek Elżbiety.
A jak rozpoczął?
-Panie i panowie, dobry wieczór – powiedział po polsku. -Dzisiaj mamy podwójny powód, aby świętować. Świętujemy dzień urodzin mojej babki, królowej oraz wspólne więzi łączące nasze dwa wspaniałe kraje. Powiązania między Wielką Brytanią a Polską liczą sobie setki lat i wywodzą się z bogatej historii wymiany kulturalnej oraz bliskich więzi handlowych – zaznaczył na wstępie książę.
-W Wielkiej Brytanii bardzo szanowane są więzi z Polską, ponieważ Polska jest przykładem odwagi, zdecydowania i odporności – powiedział. – Przetrwaliście wieki ataków, wliczając w to rozbiory, które miały wymazać Polskę z mapy Europy – podkreślił książę. -Teatr Szekspirowski w Gdańsku, który będziemy zwiedzać z księżną Kate, jest przypomnieniem o tym, że powiązania kulturalne od dawna leżą u podstaw naszej bliskich stosunków. Dzieła Szekspira wystawiano w Polsce po polsku, bardzo szybko po tym, jak pierwszy raz pokazywano je w Londynie, mniej więcej w tym samym czasie handlarze zbożem z Polski wozili swoje towary do Wielkiej Brytanii, przecierając szlaki dla wielu artystów i rzemieślników. W tej chwili ten szlak działa w dwie strony – stwierdził William.
21 lat temu 26 marca 1996 r. Królowa Elżbieta II i Jej małżonek Książę Filip przybyli z pierwszą, oficjalną wizytą do Warszawy. Mnie i mojemu przyjacielowi Andrzejowi Kurowskiemu udało się wtedy zdobyć zaproszenie. Wynikało to po trosze z naszej wieloletniej aktywności i bliskich więzów z Brytyjczykami. Telefon zaufania w którym udzielaliśmy się miał wieloletnie kontakty z The Samaritans, czy naszym odpowiednikiem na wyspach. Sam anglikański pastor Chad Varah wyjechał po nas na Heathrow, gdy przybyliśmy tam na jego zaproszenie. By stworzyć pomoc telefoniczną dla potencjalnych samobójców, osoby zrozpaczone i samotne, to był jego pomysł. No właśnie, jak to zorganizować? Jak odnaleźć takie osoby. Początkiem była prasowa informacja, że codziennie w Londynie kilka osób popełnia samobójstwo. Jak ich wesprzeć, jak ich znaleźć? Okazało się, że wystarczyło ogłoszenie w prasie, iż pod łatwym do zapamiętania numerze telefonu jest ktoś życzliwy, kto chce odpowiedzieć na każde zgłoszenie. Ktoś niezwykle życzliwy, obdarzony ciepłem wewnętrznym. I wcale nie musi to być profesjonalista: psychiatra bądź psycholog. Chad był sam zawodowym terapeutą i początkowo do podziemi kościoła St. Stephen Walbrook (który notabene odnowił) zaprosił, takich jak on, specjalistów. Ale wkrótce przekonał się, że wolontariusze, którzy byli obok tak samo ciepło nawiązują kontakt z potrzebującymi. I ku większemu zaskoczeniu Chada, po takiej rozmowie z wolontariuszem niedoszły samobójca odstępował od swojego zamiaru. Zwołał konferencję prasową i opowiedział dziennikarzom o swojej idei. I to właśnie dziennikarze nadali biblijną nazwę Samarytan. Bo tak im się skojarzyła ta idea. Choć jest wielu innych powołanych do takiej pomocy, świadczą ją oni. Chad wielokrotnie zastrzegał się, że to nie oznacza, iż brytyjski telefon zaufania jest organizacją religijną. Rozmówcy należy zaoferować całkowitą wolność. Nie wolno mu narzucać swoich poglądów politycznych, ekonomicznych, czy religijnych. Wolontariusz jest po to by towarzyszyć potrzebującemu w najtrudniejszych momentach jego życia. Przeprowadzić go przez „rzekę zmartwień” (Bridge over troubled waters) na drugi bezpieczny brzeg, jak niegdyś śpiewali Simon i Garfunkel.
Dlatego dwie podstawowe zasady na jakich opierają się Samarytanie to: słuchanie jako terapia (The Listening Therapy) i zaprzyjaźnianie się (Befriending), ofiarowanie empatii.
W Olsztynie zawsze wzorowaliśmy się na Samarytanach. Dodaliśmy by to pokazać „Anonimowy Przyjaciel” do nazwy Olsztyński Telefon Zaufania. Od 1994 r. jako właściwie jedyna polska placówka pracujemy 24 h, w każdej chwili można się dodzwonić pod numer 89/192 88 oraz 89/527 00 00. I bardzo często ratujemy życie, po długim wysłuchaniu zgłaszającego się.
Jako polscy Samarytanie byliśmy na przedstawieniu baletowym w Teatrze Narodowym. Królowa i jej małżonek byli na balkonie w pierwszym rzędzie. Warunkiem był oczywiście smoking. Po pokazie na parterze utworzył się duży okrąg. Królowa podchodziła i zadawała pytania. Bardzo dobrze pamiętam jak podeszła do Józefa Tischnera, który był w koloratce. Zapytała go kim jest. On odpowiedział „księdzem”. Z jej ust wyczytałem jej zaskoczenie „a priest?”. I minęła go więcej nie rozmawiając. My jednak chcieliśmy porozmawiać z Królową. Właściwie z prasy wiedziałem, że można się zwracać: „Wasza Wysokość” (Your Majesty) lub po prostu „Pani” (Madam). Dość nieśmiało, ale na tyle głośno powiedziałem „Madam”, gdy Elżbieta II zbliżała się do mnie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Elżbieta II przystanęła. Wtedy w mojej angielszczyźnie powiedziałem, że jesteśmy grupą wolontariuszy, którzy wykonują te same zadania jak brytyjscy Samarytanie. Działamy, też tak jak oni, przez całą dobę. By być dostępnym dla potrzebujących w każdej chwili. I wspólnie się szkolimy na corocznych szkoleniach w uniwersytecie w York’ u. A Królowa, gdy usłyszała „York” odpowiedziała mi w najpiękniejszej angielszczyźnie: „York, nice place to go” (York, ładne miejsce by tam pojechać).
W sumie byliśmy z Elżbietą II pełne 3 godziny w Teatrze Narodowym. Gdy królewska para wychodziła już na zewnątrz jeden z panów głośno krzyczał: „Niech żyje Królowa Kanady”. W Warszawie Kanada? No, ale tak było. Widać imperium nie miało siły by przetrwać. Ale Wspólnota Brytyjska, to co innego?!
W tym roku Telefony Zaufania w Polsce obchodzą 50 rocznicę działalności od 1967 roku!
Andrzej Dramiński
