Wypowiedź  publicysty i dziennikarza Kazimierza Wóycickiego zabrzmiała jak: „Polacy siedźcie cicho?!”. Wspólnie braliśmy udział w programie „Warto rozmawiać” w TVP I Jana Pospieszalskiego na początku tego roku. Poświęcony był między innymi tym strasznym i bardzo nas krzywdzącym określeniom: „polskie obozy zagłady”, „polskie obozy koncentracyjne” w niemieckich, i nie tylko, środkach społecznej komunikacji (no właśnie, co za „wykrzywiona” komunikacja w tych środkach).  Ja przytaczałem przykłady z sal sądowych (występowałem w kilku rozprawach w tym w Mainz-Moguncji w Niemczech jako radca prawny) i wielu stwierdzeń polityków i niemieckich dziennikarzy.  Wykazywali w nich nonszalancję, jeśli nie kompletny brak „szczególnej staranności dziennikarskiej”.  Bo dla niektórych z nich, tak to tłumaczyli, było to określenie  geograficzne!  Czyli „polskie”, to chodziło o to, że obozy koncentracyjne były niemieckie (ale to w  domyśle, bo nikt do tego głośno w tych licznych publikacjach się nie przyznawał), ale położone na polskiej ziemi, czyli „polskie”? Przewrotne, a jednocześnie jakie cwane. Bo ta „polska ziemia” podczas II wojny światowej, gdy owe obozy odgrywały swoją hańbiącą rolę była okupowana przez...Niemcy. Tu władza  była niemiecka, prawo było niemieckie, a obozy  były właśnie tym niemieckim pomysłem, a przede wszystkim niemieckim wykonaniem!  Czyli ile tu było tego, co moglibyśmy nazwać „polskim”?

W latach 1939 do 1945 nic!  Kompletnie nic!  A  z tego względu, że wszystko było niemieckie, włącznie z okupacją niemiecką, a  byłe (byłe, czyli będące dawniej polskimi) polskie terytoria były  okupowane przez niemieckie  wojska i rządzone „po niemiecku”, to nazwanie tego „polskim” zakrawa na bardzo dużą przesadę, jeśli nie na idiotyzm.  Tak, idiotyzm dziennikarski!  Nie zawsze i nie w każdym artykule  wznosimy się na wyżyny  swojego  dziennikarskiego talentu i warsztatu.

Ale w tej sprytnej metodzie ukryta jest chęć jednoznacznego fałszowania historii. Bo „polskie” ma odniesienie wprost do niemieckiej  polityki historycznej (ewidentną  winę Niemców i tych, którzy nimi rządzili-to nie my prowadziliśmy te obozy, a ci na których terytorium one się znajdowały. A  to, że okupowane?  Ludzie, kto o tym pamięta?) i choć w części i w sposób zawoalowany  przerzucamy na innych, w  tym wypadku na naród polski. To nie jest dziennikarska pomyłka wtedy, ale kamuflowana propaganda.

Red. Kazimierz Wóycicki  słysząc moje i innych wypowiedzi (siedzieliśmy w jednym rządzie obok siebie), już po zakończeniu audycji powiedział do mnie: „Po co tyle  szumu o te określenia.  Sami  działamy przeciwko sobie. Niemcy to podchwycą jako zupełnie niepotrzebne stawianie się. Nic dobrego dla  stosunków polsko-niemieckich”. Tak to odebrałem.

Czyli spoko, spolegliwość, uszy po sobie? Niemcom będziemy się stawiali?  Czy warto? I po co? I co ciekawe to mówił autor tak ważnych prac, jak m.in. m.in. „Czy bać się Niemców?” (wstęp Stanisław Stomma; CDN 1990), Niemcy współczesne i stosunki polsko-niemieckie (Wyższa Szkoła Administracji Publicznej 2003, seria: "Polsko-Niemiecka Biblioteka Szczecińska"), „Niemiecki rachunek sumienia. Niemcy wobec przeszłości 1933–1945” (Atut – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe 2004, 2005 seria: "Zrozumieć Niemcy", t.2), „Europejski konflikt pamięci” (Fundacja Konrada Adenauera, Przedstawicielstwo w Polsce, 2008; seria: "Raporty Fundacji Konrada Adenauera"), „Jak rozmawiać z Niemcami. O trudnościach dialogu polsko-niemieckiego i jego europejskim wyzwaniu” (we współpracy z Waldemarem Czachur: Atut - Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2009.

To o co tu chodzi?  Czy o zwykłe przejęzyczenie się? Miałem okazję rozmawiać w styczniu 2017 r. z prof. dr Hansem-Gertem Pötteringiem, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego (2007-2009), eurodeputowanym od samego początku istnienia tego ciała. Odpowiedział na „polskie obozy koncentracyjne”: „ech tam”, to takie stwierdzenie „ot tam”.  Czyli właściwie to nic poważnego, Polacy o co Wam chodzi?

Czyżby naprawdę Niemcom nie przeszkadzało, że sami fałszują historię?  A  może takie „ech tam”, „ot tam” w  drugą stronę, czyli że  to  właśnie Niemcy ponoszą pełną odpowiedzialność  za to, co się stało na okupowanych ziemiach polskich w  czasie II wojny światowej?

Na historię można patrzeć pod różnym kątem. I odmiennie tłumaczyć wiele zjawisk. Ale są takie zdarzenia, które mają jedną miarę, bez znaczenia w którym kraju.  Tym jest kolejny 1 września i 78 rocznica niemieckiej agresji na Polskę. Może Niemcy też by woleli byśmy my Polacy „siedzieli cicho” i mówili, czy pisali o tym „półgębkiem”, tak jakby nic się nie stało? Czyli takie „ech tam”, „ot tam”?

I  jeszcze  jedno.  Dla  nas  Polaków  ta  data 1  września 1939 r. oznaczała także początek próby zniszczenia przez Niemców narodu polskiego, a na początku polskich elit. Bo po to więziono  i  mordowano profesorów  Uniwersytetu Jagiellońskiego, kogo  rozstrzeliwano w Palmirach?  My  Polacy właśnie ze  względu na to straszne zagrożenie jakim było podjęcie próby przez Niemców sprowadzenia nas do  18 milionowej grupy niewolników, bez  wykształcenia, bez  szkół, by nie przeszkadzać  Wielkim Niemcom prącym na wschód „Drang nach Osten”!  Właśnie ze  względu na te zagrożenia  mamy  prawo mieć  inne  spojrzenie na dzieje najnowsze.  I Niemcy  nie mogą  nam narzucać  wciąż  swojej retoryki,  swojej polityki historycznej, swojego spojrzenia na tak niedawne  dzieje  Europy.  Oczywiście  syte  Niemcy  AD  2017  chciałby pokazać, że  są  nowoczesnym, spokojnym narodem, oferującym gościnność różnym przybyszom, uchodźcom, czy może  emigrantom.  I  milczenie niemieckim środków  społecznej komunikacji, gdy niektórzy z nich naruszają prawo (np. napastowanie kobiet w  sylwestrową noc w  Kolonii) pokazuje, że  współczesne niemiecki środki społecznej komunikacji  stosują propagandę w bardzo ważnych sprawach.  Czy nie jest tak samo w kwestii „polskich obozów koncentracyjnych” i „polskich obozów zagłady”?

                        Andrzej Dramiński

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl