Irena Lasota, legendarna działaczka opozycyjna, a obecnie aktywna publicystka, prowadzi od jakiegoś czasu krucjatę przeciwko OBWE i ONZ - o OBWE tak m.in. pisała w tekście ‘Rosja precz z OBWE’ (15.09.2017) na łamach ‘Rzeczpospolita - PLUS-MINUS’: ‘Od 11 do 22 września trwa w Warszawie wielka doroczna impreza – spotkanie Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), które jest jednym z licznych gałęzi Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). W okresie zimnej wojny była to całkiem przydatna, niezbyt duża, ale prężna organizacja, na której forum można było bronić praw człowieka i informować o prześladowaniach w krajach komunistycznych.’ /.../ 12-dniowe spotkanie w Warszawie ma dodatkowo cel psychologiczny: dać się wygadać wszystkim, których albo spotkało nieszczęście, albo którym coś leży na wątrobie. Podejrzewam, że więcej będzie mówiło się o Polsce, w której łamie się prawa człowieka, niż o Turkmenistanie czy Uzbekistanie, gdzie niewinni ludzie są zabijani, porywani i skazywani na wieloletnie więzienie.’
Ponieważ od wielu lat biorę udział w warszawskich obradach ODIHR – OBWE, dlatego muszę przyznać rację głównym zastrzeżeniom red. Lasoty – rzeczywiście przede wszystkim jest to wielodniowe lanie wody, z którego niezbyt wiele wynika. Co więcej, tematyka spotkań oprócz rzeczywistych i autentycznych problemów związanych z prawami człowieka, torturami i morderstwami politycznymi, etc, miesza się z promocją różnych modnych ‘mniejszości’ i dysfunkcji, co czasami przejawia się tym, że np. raport o autentycznych rosyjskich przestępstwach wojennych, w tym m.in. gwałtach na donbaskim froncie ukraińsko-rosyjskim prezentowany jest przez rozchichotane dziewczyny w koszulkach z polityczno-poprawnymi genderowymi hasłami.
Z rozmów z biorącymi udział w tych spotkaniach byłymi więźniami politycznymi czy też autentycznymi działaczami praw człowieka odniosłem to samo wrażenie – ogólne rozczarowanie powierzchownością spotkań i traktowaniem prezentowanej tematyki jako okazji do towarzyskiego spotkania oraz brak głębszego zrozumienie problemów, o ich ewentualnym rozwiązywaniu już nie wspomniawszy. Przedstawiciele dostatniego Zachodu, czyli przede wszystkim krajów Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, przy najlepszych chęciach, nie są wstanie wczuć się w sytuację pozbawienie podstawowych wolności oraz bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia. Jedna z prelegentek stwierdziła nawet, że ‘chyba jesteśmy z różnych planet’ - tyle tylko, że można odnieść wrażenie, iż to właśnie beztroski i zadowolony z siebie Zachód jest coraz bardziej z nieodpowiedzialnej Planety Przedszkole.
Ze swojej strony odnotuję jeszcze, że na ostatnim warszawskim spotkaniu ODIHR zasygnalizowana została nowa ‘broniona mniejszość’ – Roma i Sinti (zwani w dawnych, mrocznych, wstecznych i niepoprawnych politycznie czasach Cyganami), otóż jak widać z ODIHR-owej broszury, Roma i Sinti byli męczeni przez anonimowych ‘Nazistów’ m.in. w Polsce, a z dalszej lektury broszury wynika, że najlepiej promocją pamięci o ich męczeństwie zajmują się jak zawsze najbardziej postępowe i tolerancyjne Niemcy.
Jeśli natomiast chodzi o wyrażone kilkukrotnie przez red. Lasotę zastrzeżenia wobec ONZ – m.in. na łamach portalu WNET.FM i ‘Rzeczpospolitej – PLUS-MINUS’, np. w tekście ‘ONZ do Moskwy’ (22.09.2017) ‘Pomysł Organizacji Narodów Zjednoczonych ponad 70 lat temu nie był taki zły. Dobrze jest mieć jakieś forum, gdzie można ze sobą rozmawiać czy nawet coś ustalać’, to uważam, że nie ma obecnie lepszego uniwersalnego i powszechnego dokumentu regulującego podstawowe wolności i wartości niż Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ - szczególnie dzisiaj, kiedy mamy z jednej strony do czynienia z lewicowo-liberalnym rozmywaniem tematyki praw człowieka i rozszerzaniem tego terminu na kolejne dysfunkcje i ‘mniejszości’, a z drugiej strony ze próbą specyficznej ‘regionalizacji’ praw człowieka i traktowaniem ich jako coś specyficznie 'europejskiego' czy ‘zachodniego’, co otwiera drogę różnym satrapom i dyktatorom na próby tworzenia jakiś osobnych ‘rosyjskich wartości’ czy mówieniu o rzekomej osobnej ‘specyfice azjatyckiej’, etc.
Natomiast sama Organizacja Narodów Zjednoczonych, nazwana przez Panią Irenę w korespondencji dla Radia WNET ‘wydającym straszne pieniądze zbiorowiskiem różnych niepotrzebnych ludzi’, powinna być moim zdaniem przekształcona z klubu dyskusyjnego przedstawicieli poszczególnych rządów w realny Parlament Światowy, poprzez wprowadzenie procedury bezpośrednich wyborów na Parlamentarzystów ONZ, podobnie jak dzisiaj wybieramy Posłów do Parlamentu Europejskiego. Takie rozwiązanie nadałoby wagi i mocy ONZ-towi i sprawiłoby że stałby się prawdziwym forum decyzyjnych, a nie tylko słabym i nieefektywnym klubem politycznych spotkań towarzyskich i miejscem wymiany poglądów pomiędzy reprezentantami poszczególnych rządów.
