Myślę, że za mało się o tym mówi. O tym mianowicie, że to, co teraz przeżywamy najsilniej, to znaczy badane przez komisje sejmowe afery takie jak Amber Gold, reprywatyzacyjna, czy zwłaszcza tzw. „karuzele VAT-owskie”, którymi wkrótce zajmie się kolejna komisja śledcza, nie mówiąc o licznych poprzednich, nie badanych w ogóle, co najmniej od hazardowej poczynając – wyniknęły z ogólnej, płynącej od góry, od władz, aury przyzwolenia na zło.
No, bo jeżeli po wykryciu przez CBA afery hazardowej, gdzie m.in. minister konstytucyjny podpisuje pismo, w którego rezultacie należne Skarbowi Państwa z dopłat do hazardu blisko pół miliarda złotych mogło przejść do kieszeni jego prywatnych właścicieli, premier zwalnia ze stanowiska szefa tej służby, przed upływem jego kadencji, to jest to ewidentny znak przyzwolenia na działanie na szkodę państwa. Zwolnienie ze stanowisk zarówno wspomnianego ministra (Drzewieckiego) oraz innych działaczy PO, spotykających się z zainteresowanym biznesmenem w dziwnych miejscach i omawiających z nim szczegóły ciemnego interesu, jest oczywistym dowodem celnego działania CBA i jego szefa. Równoczesne dopuszczenie do przecieku (bez względu na to, z czyjej ręki on poszedł) uniemożliwiło wykrycie do końca planowanego i w połowie już niemal zrealizowanego przekrętu korupcyjnego. Nie mówiąc już o ustaleniu winnych, rozmiaru ich winy, osądzeniu ich i skazaniu, co w tej sytuacji nie mogło nastąpić.
Groźne przy tym pohukiwania premiera Tuska np. w sprawie tzw. dopalaczy czy w sprawie „afery taśmowej” (że wykryje się jej sprawców i stosownie ukarze w ciągu miesiąca), przy niezwykle łagodnej ocenie zawartości nagrań jako pogwarek towarzyskich, podczas gdy w rzeczywistości mieliśmy do czynienia z przejawami korupcji politycznej tout court, a także grubej prywaty (w rozmowie Nowak – Parafianowicz) – wszystko to było bez znaczenia. Natomiast gdy premier Tusk powiedział, że nie ma potrzeby płacenia daniny na media publiczne (abonament radiowo-telewizyjny nazwał haraczem), to skorzystała z tego co najmniej połowa obywateli, na których ciążył ten obowiązek. W rezultacie po dziś dzień media publiczne borykają się z tym problemem, bo płacących abonament pozostał niewielki procent. I nawet obecna władza, na wielu polach nader sprawna i skuteczna, nie może sobie z tym poradzić. To już nie tylko aura przyzwolenia, to przyzwolenie samo!
Generalnie jednak panująca w latach 2007-2015 atmosfera co najmniej biernej zgody na pogłębiającą się demoralizację aktywnej części społeczeństwa schodziła w dół z wyżyn rozmaitych władz: prokuratorskich, sądowniczych, administracyjnych i menedżerskich. Dzisiaj widzimy to dokładnie w czasie przesłuchań przed komisjami sejmowymi, gdy przesłuchiwani prokuratorzy i urzędnicy doznają powszechnej i głębokiej amnezji, a główna odpowiedzialna za oszukańczą reprywatyzację – prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz – nie respektuje obowiązującego prawa i odmawia stawienia się przed komisją, jako jednoosobowy „trybunał konstytucyjny” orzekając, że jest ona niekonstytucyjna. A kto, jak nie ona (o czym komisja ma dostateczną liczbę świadectw) do tych niebywałych kombinacji (ze 140-letnimi „spadkobiercami”, od których spryciarze rzekomo odkupywali roszczenia!) świadomie dopuszczał?!
Jednakże nie tylko teraz, lecz także już i przedtem, jeszcze w czasie rządów PO-PSL, pojawiła się pewna liczba widocznych oznak tego, o czym piszę, owej aury przyzwolenia na zło. Sędzia Milewski na telefon, prezes sądu okręgowego, ważna figura w wymiarze sprawiedliwości (to nie szeregowy sędzia, który przyjął łapówkę). A ilu takich jest w sądownictwie? I jak to oddziaływa na innych sędziów i w ogóle na społeczeństwo?
A uniewinnienie posłanki Sawickiej! Przecież to jest nie tylko demoralizacja, ale swoiste „dowartościowanie” tych, którzy tego rodzaju orzeczenie aprobują. Wszyscy widzieliśmy, jak wręczała łapówkę mężczyźnie, o którym sądziła, że będzie „kręcił z nią lody”. Cóż z tego, że był to agent pod przykryciem. Przecież wręczała mu pieniądze przekonana, że to jest prawdziwy wspólnik w tym dealu. A sąd jedynie, dla picu chyba, uznał, że postąpiła niemoralnie! Nic dziwnego, że, jak mówią, wszyscy więźniowie kryminalni głosowali na PO. I znowu zagłosują!
Lud w swoich ocenach jest zawsze ostrzejszy niż zezwalają prawne kodeksy i paragrafy. Wiemy, że gdyby przeprowadzić ankietę w sprawie kary śmierci, co najmniej połowa pytanych, albo i więcej, byłaby za, pomimo wiedzy o stanowisku Unii Europejskiej w tej sprawie (a więc o nierealności wprowadzenia KS do kodeksu), nie mówiąc o autorytecie św. Jana Pawła Wielkiego, który zawsze był przeciw. Obecnie słyszy się głosy, że rządząca Zjednoczona Prawica jest zbyt łagodna wobec przestępców. Służby działają ostro i niezwykle skutecznie wobec mafii paliwowej i przekręciarzy VAT-owskich. To widzimy niemal codziennie w telewizorze. Oczekiwania w tej mierze są jednak znacznie większe. Pomimo świadomości, że toczy się i w UE, i w Radzie Europy postępowanie wobec Polski w sprawie praworządności. Lud „żąda krwi”, to znaczy chciałby zobaczyć prominentnych polityków poprzedniej ekipy, którym udowodniono popełnienie przestępstw, za kratkami. Tego się nie doczeka, jak sądzę. Chociaż…
Natomiast politycy i media, a także politolodzy są bardziej powściągliwi. Jeśli zaś idzie o ową aurę przyzwolenia na zło – o wiele za bardzo i to rzutuje także na jakiekolwiek inicjatywy i działania oddolne. Nie zdajemy sobie sprawy, w jakim stopniu ewentualna aktywność oddolna jest uzależniona od tego, jak zachowują się elity narodu. Nie dotyczy to jedynie obszaru, że tak powiem, tożsamościowego czy symbolicznego. Tu inicjatywy oddolne udają się jeszcze lepiej na zasadzie sprzeciwu wobec obojętności elit w tym zakresie; tak było podczas organizowania obchodów przywracających pamięć o żołnierzach wyklętych czy z kibicowskimi oprawami patriotycznymi na meczach piłki nożnej. Ale nie zapominajmy, że święto żołnierzy wyklętych ustanowił prezydent Lech Kaczyński i on również był inicjatorem Muzeum Powstania Warszawskiego. A więc to przedstawiciel elity elit dał pierwszy impuls.
Zmierzam do tego, że gdy niejaki Ryszard Cyba, były cinkciarz i konfident MO, oraz były członek PO zamordował w Łodzi Marka Rosiaka, wykrzykując, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego – media potraktowały to jako wydarzenie sensacyjne. Nie znalazł się też nikt, kto na przykład zorganizowałby jakiś „biały marsz” czy inną prężną manifestację przeciw podobnym wydarzeniom i ich przyczynom. Nigdzie nie ukazały się też żadne analizy nastrojów społecznych i wskazania środowisk, które te nastroje wywołują, za pomocą manipulacji i kłamstw, demonizując czy wręcz odczłowieczając przeciwników politycznych. Jak wiemy dotykało to przede wszystkich takich polityków Prawa i Sprawiedliwości jak Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. A Marek Rosiak stał się przypadkową ofiarą wywoływaczy owych nastrojów, które tak silnie oddziałały na mordercę. A że nie spróbowano zbadać, o ile wiem, czy nie mieliśmy tutaj do czynienia z bezpośrednim zleceniem – to inna sprawa.
Widzę w tym wszystkim pewien niedowład działania społecznego i naukowego: socjologów (wraz z brakiem przekazu wyników ich badań opinii publicznej), dalej politologów, komentatorów i wreszcie dziennikarzy, którzy by potrafili zanalizować dogłębnie owe nastroje i ich źródła. Wiąże się to także z uwiądem
dziennikarstwa śledczego, które jakże często potrafiłoby spersonalizować zło,
opisując działania i różne okoliczności życia polityków przekraczających prawo. Istną plagą jest taka oto, powtarzająca się w nieskończoność sytuacja: o czymś krzyczą media, przez kilka dni jest to „nius nad niusy”, po czym, gdy idzie o ciąg dalszy, zapada zasłona i na ogół nasza wiedza kończy się na areszcie prewencyjnym podejrzanych. W najlepszym razie…
A gdy mowa o osądzeniu czy ukaraniu winnych owej aury przyzwolenia na zło, to słyszymy, że ukarali ich politycznie i ocenili wyborcy, odstawili od żłobu (z czym niedawni rządzący wciąż nie mogą się pogodzić) i że to ma wystarczyć. Ale oni, proszę Państwa, wciąż mają w rankingach około 20 procent. To znaczy, że stopień demoralizacji jest duży, bo nie jest to jedynie wyraz poparcia politycznego, ale i zgody na to, by owa aura przyzwalania na zło powróciła, skoro te 20 procent życzy sobie, żeby było tak jak było. Trzeba sobie z tego jasno zdawać sprawę!
W 2005 roku Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy z hasłem rewolucji moralnej. 10 lat później, po kolejnym zwycięstwie wyborczym, zaczęło ją wprowadzać. Bez hałasu, bez gromkich haseł, działając poprzez przykład, chociażby w spółkach skarbu państwa, które za rządów poprzedników przynosiły milionowe straty, a od dwóch lat przynoszą milionowe zyski. Bo – wystarczy nie kraść. I nie pozwalać kraść innym. A potknięcia i błędy swoich likwidować w zarodku, nawet wtedy, gdy są problematyczne, jak to było w przypadku Bartłomieja Misiewicza, który stał się kozłem ofiarnym, chociaż nic przecież złego nie zrobił, a nawet miał pewne zasługi. Padł ofiarą totalnej opozycji, która nie widząc belki we własnym oku, źdźbło w cudzym rozdęła do rozmiarów barszczu Sosnowskiego. Trudno.
W każdym razie aura nam się zmieniła. Radykalnie.
Jerzy Biernacki
PS. Sprostowanie: W moim poprzednim tekście pt. „Z przewodniczką po Powstaniu Warszawskim” (z 30 września 2017) w niezrozumiały dla mnie sposób zmieniłem imię pani Anny Witkowskiej na „Alina”, za co serdecznie ją i Czytelników przepraszam. J.B.
