Dzisiaj dwie wypowiedzi, pochodzące z dwóch przeciwstawnych stron naszej sceny debaty publicznej, które dają nadzieję, że jednak jest możliwa rozsądna dyskusja na polskie tematy.

W wywiadzie dla weekendowego wydania lewicowo-liberalnej 'Gazety Wyborczej' pt. 'Pablopavo: Większość naszej klasy średniej dwie raty kredytu dzielą od bezdomności' red. Bartosza Janiszewskiego z muzykiem i autorem tekstów Pawłem 'Pablopavo' Sołtysem, pada ze strony odpytywanego znamienna deklaracja: 'Mnie zawsze zniesmaczał i irytował taki rodzaj pogardy, który się w Polsce wyprodukował wobec ludzi, którym się nie udało. Którzy się nie załapali na zmiany transformacji w latach 90. To widać bardzo w popkulturze: w telewizji, serialach, filmach. Jeśli tam pokazuje się biedniejszych ludzi, to najczęściej w postaci jakiegoś kuriozum. Wiesz, pośmiejmy się z tych ludzi z Pragi, którzy mają śmieszne życie, śmiesznie mówią i na pewno codziennie piją wino pod sklepem. Co nie znaczy, że ludzie na Pradze nie piją wina pod sklepem. Ale to jest stygmatyzacja i nie do końca prawda. Ten świat wygląda inaczej, nie jest taki prosty'.

Cóż, wyraźnie widać, że przytyk 'Pablopavo' dotyczy aroganckiej wizji świata prezentowanej m.in. przez tzw. Warszawkę i 'Gazetę Wyborczą', co spuentowane jest celnym oskarżeniem o 'stygmatyzację' – bo wspomniana 'pogarda' bynajmniej nie 'wyprodukowała się' sama, tylko była świadomie tworzona przez polski mainstream m.in. 'w popkulturze: w telewizji, serialach, filmach'. O ile bowiem prawą stronę polskiej ceny politycznej nasi lewo-liberałowie obwiniają o 'tani populizm' i 'schlebianie plebsowi', to sami nieustannie beztrosko i bezrefleksyjnie obrażają całe grupy społeczne, określając je aroganckimi i właśnie stygmatyzującymi oraz dyskredytującymi określeniami jak np. 'mohery', 'Janusze', 'cebulaki', etc. Cieszy więc, że przynajmniej niekiedy nawet na łamach 'Wyborczej' pojawia się krytyka własnego środowiska. Ciekawe tylko, na ile krytyka ta zostanie zrozumiana i potraktowana z należną uwagą przez to, niegdyś pretendujące do elity, a dziś coraz bardziej marginalne, ale niezmiennie mocno z siebie zadowolone, środowisko?

Dla odmiany w prawicowo-konserwatywnej 'Gazecie Polskiej Codziennie' z 15.10.2017 red. Piotr Wójcik w tekście 'Macho na czarnym proteście' ciekawie polemizuje z popularnym wśród feministek czarnym obrazem Polski: 'Polska bez wątpienia nie jest krajem, w którym „zgotowano kobietom piekło”, jak lubią czasem powtarzać organizatorki „czarnego protestu”. W Dzień Kobiet pismo „The Economist” zamieściło ranking najbardziej przyjaznych kobietom rynków pracy w Europie. Polska znalazła się na piątym miejscu, zaraz za krajami nordyckimi, a przed Francją. Niemcy znalazły się dopiero na 19. miejscu. Podobny ranking (Women In Work Index) stworzyła firma konsultingowa PwC, tylko że brała pod uwagę 33 najbardziej rozwinięte kraje świata – Polska znalazła się w nim na 9. miejscu. Przed nami poza Półwyspem Skandynawskim znalazły się jeszcze tylko Luksemburg, Nowa Zelandia i Słowenia. Niemcy (19. miejsce) oraz Francja (17.) znów znalazły się daleko w tyle za naszym krajem pod tym względem. Co jest naszą najmocniejszą stroną? Niskie bezrobocie wśród kobiet oraz przede wszystkim bardzo niska luka płacowa, czyli różnice w zarobkach między płciami. PwC w raporcie tym wskazało wręcz, że Polska jako pierwsza na świecie zlikwiduje lukę płacową'.

Jak widać, dla kobiet Polska może nie jest najbardziej idealnym miejscem na Ziemi, ale nie jest 'piekłem kobiet'. A już szczególnie wypada w kwestii równości mężczyzn i kobiet nieporównanie lepiej niż rzekomo 'postępowe' Niemcy i Francja – czyli dokładnie te dwa kraje, które tak bardzo lubią nas strofować i pouczać w kwestiach 'postępu' i 'nowoczesności'. Warto także pamiętać, że Polska była wśród jednym z pierwszych krajów, które wprowadziły prawo do głosowania dla kobiet, co stało się w 1918 roku - a co ciekawe był to także pierwszy rok, kiedy polscy mężczyźni dostali prawo do głosowania, gdyż był to po prostu pierwszy rok naszej niepodległości.

Dobrze, że red. Wójcik potrafi także oprócz plusów, dostrzegać także dostrzegać negatywy, i to po swojej stronie sceny politycznej: 'Niestety, rozmowa z ruchami kobiecymi będzie utrudniona, gdy pod katolików czy tradycjonalistów podpięte będą środowiska opacznie rozumiejące konserwatyzm. Dla których konserwatyzm to strzelanie z broni, eksponowanie swojej męskości, często zresztą wyobrażonej, i lekceważący stosunek do kobiet, także tych z „czarnego protestu”. Rolą cywilizowanej prawicy jest bezlitosne potępianie takich przypadków jak ten Romana Sklepowicza, opowiadającego bez zażenowania w telewizji wRealu24, że w życiu „nie bzyknąłby” feministki i generalnie kobiety protestują, bo „brak im seksu”. A wszystko przy śmiechu prowadzącego Marcina Roli. Rolą cywilizowanej prawicy jest również bezlitosne potępianie żarcików o wykorzystywaniu nietrzeźwych kobiet, co zdarzyło się niedawno jednemu z czołowych publicystów konserwatywnych. Lekceważenie kobiet nie ma nic wspólnego z katolicyzmem. Polski konserwatyzm nie może mieć twarzy Romana Sklepowicza albo Marcina Roli.'

To, co przyciągnęło moją uwagę do obu prezentowanych powyżej wypowiedzi, to fakt, że można należeć do dwóch różnych stron politycznej debaty, a mimo to być w stanie wyjść poza bieżące i doraźne wojenki polityczne i rzetelnie zdiagnozować czy też uczciwie opisać i napiętnować świństwa, w tym także te po własnej stronie sceny politycznej. I za to właśnie ich autorzy zasługują na szacunek.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl