Już Marksowi i Engelsowi wypomniano: czemuście najpierw nie eksperymentowali na szczurach.
Nasi mądrale mogliby spróbować przynajmniej na myszach. Balcerowicz i spółka zniszczyli prawie sześć tysięcy zakładów przemysłowych i zmusili do emigracji za chlebem trzy (albo i więcej) miliony ludzi. "Ekonomistom" i decydentom kalejdoskopowych rządów nic nikt za to nie zrobił. Eksperymentowanie na żywym ciele społeczeństwa trwa nadal.
Wśród wymedalowanych są i naukowcy. Bardzo narzekają na swój los. Nie ma wysypu naukowych ocen tego co się stało, choć to już ćwierć wieku minęło. Bardzo nieliczni - jak np. sędziwy profesor Witold Kieżun - odważają się porwać na większe syntezy. Utytułowani wolą pisać drobniejsze - analizy, porady.
Słyszę teraz, że i dziennikarzom chcą doradzać. W ciągu wieloletniej działalności w SDP kilkakrotnie zetknąłem się już z podobnymi ofertami. Niestety nawet Stowarzyszenie poddawało się tym pokusom i wywalało w błoto spore pieniądze. Pamiętam sprawę przygotowywania projektu Prawa Prasowego. Jeden z tuzów naukowych w tym temacie zażądał 60 tysięcy. W końcu powierzyliśmy (za 1,5 tysiąca złotych) zadanie "młodej sile". Projekt jest moim zdaniem dobry i aktualny. Mógłby zostać ponownie rozpatrzony. Teraz. Bo przed 10 laty uznany został za zbyt radykalny. Może teraz sdp-owska społeczność inaczej na to spojrzy.
Istniała też przez lata - i obumarła naturalną śmiercią - doradcza rada naukowo-polityczna przy Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Było jak było. Myślę, że wystarczy gdy przytoczę nazwiska tych, którzy tam działali. Otóż m.in. byli to panie i panowie - Julia Pitera, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Andrzej Rzepliński, Henryk Wujec... Wielu z doradzających nam już nie żyje. I jako - świętych pamięci, nie mogących odpowiedzieć na krytykę - nie będę ich tu wymieniał. Tak czy owak była to działalność służąca jedynie popularyzacji uczestników comiesięcznych spotkań na Foksal. Zresztą, jak się okazało, niektórym to najwyraźniej pomogło w karierze.
Teraz znowu słyszę o zakusach na przyciągnięcie (oczywiście za pieniądze nasze i to nie małe) naukowców. Wara. Mamy obowiązek zajmować się sprawami dziennikarzy i wolności prasy. Dobrze wiadomo jak to trzeba robić. I róbmy to sami - mozolnie i na co dzień kontrolując i wydając niezależne politycznie opinie. Najważniejsze jest by była wola walczenia o wolność prasy, czyli możliwość wyrażania niezależnych opinii w mediach publicznych. Nie mogą one być państwowe, rozumiane jako rządowe. Przeciwstawianie ich tendencyjnym mediom prywatnym jest nieuprawnione. Ponieważ media prywatne występują zarówno po lewej, "liberalnej" (czy jak tam ich jednostronnej polityki programowej nie określać), jak i po prawej stronie (niech Pan Bóg ma ich w opiece) - mogą mieć własne oceny rzeczywistości. Oczywiście one również łgać w żywe oczy nie powinny.
Naukowcy są nam tak samo potrzebni jak drugi kutas u szlacheckiej szabli. Liczni zasłużeni i bardzo dobrzy zawodowo dziennikarze żyją dziś w nędzy. Wielu młodych bardzo chce, widać że potrafi, pracować w wymarzonym i wyuczonym zawodzie - a są niestety skandalicznie wykorzystywani przez pracodawców: "nie podoba się - to won". Jest więc na kogo wydawać pieniądze. Jeśli chodzi o naukowe ambicje - należy zaspokajać je na uczelni. Namnożyło się ich sporo. Podobnie jak i ministrów tego resortu, nad którego losem od kilku już lat można tylko lać ślozy.
Społeczne pieniądze wydaje się łatwo. Niektórzy dziennikarze też wrzeszczą na to z oburzeniem. Ważne by sami tego nie czynili. W każdym razie - my w SDP - możemy u nas temu zapobiec.
30 X 2017 Stefan Truszczyński
