Spotkałem starego kumpla.
- Coś taki smutny? - pytam.
- Wnuczek mi się zachlewa – odparł ponuro – To 27- latek, na oko super chłopak, ale niestety ta wóda…
No tak, chlalnia Warsaw wyziewa w atmosferę więcej C2H5OH niż wszystkie w mieście pańskie i bezpańskie psy i koty wydalają H2S. W śródmieściu apteki zamieniane są na bary. Już nawet za 2 zł można strzelić lufę. I to non-stop, przez całą dobę i siedem dni w tygodniu.
- Chłopie, mówię. Mam pomysł – zachlaj się i ty! Wróć do domu nocą kompletnie pijany, porozwalaj meble, wybij szyby, a wnuczkowi daj w pysk. Może ci nie odda. Umów się z sąsiadami, żeby słysząc awanturę wezwali policję. Spędzisz noc na twardo i w „żłobku” na Kolskiej. Zapłacisz 300 – 400 złotych. Brudny i śmierdzący wrócisz następnego dnia popołudniu. Niech cię zobaczy takim, jak on sam bywa. Może to chłopakiem wstrząśnie.
Przyjaciel się zadumał. Pomyślał, że może rzeczywiście to ostatnia deska ratunku, aby młodzian - który tak bardzo zawiódł rodzinę – kompletnie się nie zdegenerował. Nadal wszystko zależy od niego.
Choć i to prawda, że wóda – piwo płyną przez kraj coraz bardziej rwącym potokiem. W podziemnych knajpach stolicy i chyba wszystkich innych miast w Polsce można kupić głęboką nocą świństwa do łykania, wąchania i tumanienia łba.
Władza mówi – chwali się ostatnio – już uporała się z dopalaczami. Ale prędzej Tuskowi, „pogromcy” dopalaczy, włosy na łysiejącej głowie z powrotem urosną, niż te zapowiedzi się spełnią. Mówią nam teraz, że przygotowywana jest ustawa antyalkoholowa, która zamknie wodopoje o 22- giej. Czy jednak coś takiego przejdzie przez Sejm?
Siedzą tam bowiem w czołowych ławach producenci alkoholu. Niby słabego – bo piwa. Ale to przecież wierutne kłamstwo, bo piwem 7,2% można się uchlać równie szybko jak wódą. Zdumiewające jak to się dzieje, że można być posłem, wybrańcem narodu, zarabiając na produkcji alkoholu. Tacy są u Pana, Panie Kukiz.
Grzmią księża z jasnogórskiej ambony, płaczą zaniedbane dzieci i bite żony. Alkoholików liczymy już w setki tysięcy. Jakby to strasznie nie brzmiało: cieszą się jedynie terapeuci, często zresztą to też byli alkoholicy, tyle że nie pijący aktualnie. Najlepsza ponoć i najdroższa terapia alkoholowa kosztuje w Warszawie 12 tysięcy złotych. Ile tak naprawdę płacimy za ten cały biznes nie wiadomo. Jedni zarabiają miliony, a państwo leczy obywateli za milionów dziesiątki. Te koszty stale rosną.
Żeby nie było: dziennikarze też chleją. Podobnie jak pisarze, aktorzy i w ogóle cała ta śmietankowa elita.
Jutro wspominać będziemy tych, którzy od nas odeszli. Wielu bynajmniej nie na trzeźwo. Oni już mają spokój w rozkołatanych jeszcze niedawno głowach. I to wieczny. Szkoda zniewolonych wódą żyjących. Wielu z nich to bardzo zdolni ludzie. niestety zdolni również do marnowania własnego życia. Szczególnie szkoda młodych ludzi. I to zarówno chłopców jak i dziewcząt, które – a słychać to nawet na ulicy, gdy mijamy grupy rozwydrzonych panienek - stają się coraz bardziej wulgarne.
Piwo! Przestańmy je w końcu reklamować. A czyni to nawet przy imprezach sportowych telewizja. Jeśli upowszechnia się takie zwyczaje i taki styl życia to nic dziwnego, że łatwo znajduje to naśladowców. Nasza telewizja publiczna, jak również i prywatne robią to na okrągło.
Pępek stolicy. Palma na rondzie, a w promieniu kilkudziesięciu metrów od wieczora w piątki do poranku w poniedziałki - rozwrzeszczana wypełniająca ulicę pijana młódź. Zjeżdżają tu teraz nie tylko z całego miasta , ale i z Polski. Połączone piwnice domów przy Smolnej, Nowym Świecie i Alejach Jerozolimskich tworzą piekielny labirynt. Tu można dostać każdy alkohol świata oraz każdy morderczy narkotyk.
Niby na wagę złota jest kwadratowy metr powierzchni w stolicy. A tu na tyłach historycznych kamieniczek Nowego Światu, między Alejami Jerozolimskimi i ulicą Foksal jest ugór dla świętych -pijanych. W nocy zapchany nietrzeźwymi młodymi ludźmi. Czyja to ziemia? Jacy cwaniacy nią zawładnęli i czerpią milionowe zyski? Kto przekupił i kto dał się przekupić wydając na to bagno pozwolenia. Kloaka w samym sercu miasta. Panowie z licznych agencji porządkujących życie w naszym kraju – wyjaśnijcie kto to wszystko kryje i toleruje.
Bezradni radni tłumnie śpieszą na gadulstwa sesje. Policja, która teraz coraz bardziej boi się tknąć bandziora, pijaka – jest ślepa na to co się wkoło dzieje. O czasy, o obyczaje! Mała to dla nas pociecha, że za Bugiem piją więcej. Mała pociecha, że Szwedzi tak się zagalopowali w tolerancji i globalizmie, że teraz już masowo uciekają z własnego kraju.
„Wódko! Pozwól żyć!” był niegdyś taki program antyalkoholowy w telewizji. Prowadziła go dziewczyna o pięknych wielkich oczach. Nie ma już tego programu, ani pięknej dziewczyny. A szkoda, bo problemy alkoholowe narastają. Ustawa antyalkoholowa - jak napisałem - ma być, ale jak na razie jej nie ma. Nie ufam już decydentom, bo często dla nich zyski nawet z parszywego interesu są ważniejsze niż zdrowie a nawet życie ludzi.
Sejmowe bractwo raz po raz wymyśla sobie tematy do kłótni. Oby działanie przeciw alkoholizmowi nie skończyły się na bezowocnym gadulstwie. Bo to trzepanie jęzorem po próżnicy to nasza specjalność: panele, dysputy, ple-ple-ple. Na okrągło i bez rezultatów.
Mówiła dziad do obrazu – a obraz do niego ani razu.
31 X 2017 Stefan Truszczyński
