Tydzień temu zmarł Emil Morgiewicz, działacz opozycji w czasach PRL, jeden z twórców i przywódców niepodległościowej organizacji RUCH. W odczytanym podczas pogrzebu liście Prezydent RP Andrzej Duda napisał m.in. „Odszedł człowiek ogromnie zasłużony dla sprawy niepodległości naszej Ojczyzny”, a MON zapewnił pełną asystę wojskową z udziałem kompanii honorowej. Odszedł nasz przyjaciel i towarzysz, współtwórca ruchu niepodległościowego z lat 60. I 70., ale i czasów Solidarności. W sobotę, w Mrągowie – gdzie państwo Morgiewiczowie, wysiedleni z Wilna, zamieszkali po wojnie – żegnali Go rodzina, przyjaciele, dawni koledzy z opozycji i mieszkańcy Mrągowa.
Znałam Emila ponad 40 lat. Zetknęliśmy się w końcu lat 60., kiedy przywoziłam z Lodzi do Warszawy teksty, które potem Emil, redaktor naczelny, umieszczał w „Biuletynie” RUCHU. Ale 21 czerwca 1970 roku spotkaliśmy się w okolicznościach dość dramatycznych. Bezpieka aresztowała braci Niesiołowskich, więc razem z Andrzejem Wożnickim, z którym mieliśmy brać udział w akcji „Poronin”, pojechaliśmy do Warszawy, aby ostrzec Czumów i Emila o aresztowaniach. Akurat gościł u siebie przyjaciela z lat dziecięcych, Niemca, co jeszcze bardziej komplikowało sytuację. Już w więzieniu dowiedziałam się, że Emila skazano w grupie przywódców i z tego samego co nas paragrafu „próba obalenia siłą ustroju socjalistycznego w PRL”, dostał 4 lata, które w całości odsiedział. Potem nasze trudne drogi – dysydentów w czasach Gierka, rozeszły się, i tylko od czasu do czasu słyszałam o tym jak przystąpił do KOR, potem do ROBCIA, a następnie 13 grudnia 1981 roku został internowany na Białołęce. Ale 10 lat temu znowu się spotkaliśmy, i zaprzyjaźnili. Odtąd co jakiś czas umawialiśmy sięna kawę, żeby pogadać, Emil uczestniczył w promocji książki Jacka Wegnera „Zamach na Lenina”, a dosłownie miesiąc temu zaproponowałam Mu udział w panelu „Polskie drogi do wolności” – części Festiwalu „Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci”. Niestety, nie mógł przyjechać do Gdyni, bo nie czuł się już dobrze.
O czym rozmawialiśmy podczas tych naszych posiadów? O wszystkim, ale przede wszystkim o RUCHU, rekonstruowaliśmy sobie wspomnienia, wymieniali informacje, opowiadali o tym, co dzieje się z naszymi kolegami dziś. Wtedy to dowiedziałam się, jak bliskie Mu było, Wilniukowi, Mrągowo i jak wysoka cenę zapłacił za wierność swoim ideom. Najpierw więzienie, w sumie 5 lat, potem utrata perspektyw zawodowych i kariery, na koniec emigracja. Jednak– i o tym także mówił - nigdy nie wątpił, że „było warto”. A więc na początek 4 lata w procesie działaczy RUCH, które w całości odsiedział, żadnej amnestii. Potem, tuż po wyjściu z więzienia napisał raport o stanie więziennictwa w Polsce, skierował go do ówczesnego marszałka Sejmu Stanisława Gucwy i do londyńskiej centrali Amnesty International. Oczywiście, natychmiast został aresztowany, tym razem pod zarzutem „znieważenia władzy ludowej” i „szerzenie fałszywych informacji na temat PRL”, bo tak wtedy nazywano słowa prawdy na temat patologii komunistycznej władzy w Polsce. Tym razem trzymano go w więzieniu przez kilka tygodni. Opowiadał, że potem wstąpił do KOR, a w rok później – poróżniwszy się ze zwolennikami reform w stronę „socjalizmu z ludzką twarzą” i „demokratyzacji polskiego socjalizmu” - Emil od początku był niepodległościowcem – przeniósł się do ROBCIA. Był tam redaktorem wydawanego przez ROBCIA niezależnego miesięcznika „Opinie”. W czasach Solidarności działał w prowadzonym przez Antoniego Macierewicza Ośrodku Badań Społecznych przy Regionie Mazowsze. Był w grupie koordynującej działania klubów służby niepodległości, zrzeszających środowiska wolnościowców, myślących podobnie jak on. Internowany w stanie wojennym, od razu 13 grudnia 1981 roku, wylądował na Białołęce, zwolniono go dopiero w czerwcu, ze względu na zły stan zdrowia. Nie widząc żadnych perspektyw dla siebie ani powiększającej się rodziny, w 1983 roku wyemigrował do ówczesnego RFN. Tam także nie próżnował: był związany z Chrześcijańską Służba Wyzwolenia Narodów, organizował przerzuty sprzętu poligraficznego i bezdebitowych wydawnictw do Polski, współpracował z Radiem Wolna Europa. Po powrocie, prawnik, został zatrudniony w Kancelarii Senatu RP, gdzie pracował do emerytury. Członek Stowarzyszenia Wolnego Słowa, uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, i Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, już pośmiertnie – złotym medalem MON „Za zasługi dla obronności kraju”.
Oczywiście, najwięcej czasu podczas naszych spotkań i rozmów pochłaniały wspomnienia o RUCHU, czym był, do czego się przyczynił, co po sobie zostawił. W tym miejscu się zgadzaliśmy, że była to wspólna platforma działania na rzecz Ojczyzny, programu, który w istocie realizowany jest dopiero dziś, a więc po ponad 45 latach. Bo celem RUCHU, wyartykułowanym w manifeście „Mijają lata…”, było przecież odzyskanie niepodległości i suwerenności Polski, pluralizm poglądowy, medialny, prawo do wolności słowa, stowarzyszeń oraz ochrona praw człowieka. Dopiero po dekadach, siedząc przy kawie i rozmawiając, dostrzegaliśmy jak radykalny wtedy był to wówczas program, ale z drugiej strony – jak bardzo nowoczesny. Emila zawsze irytowała opinia o RUCHU, wskazująca, że był „to związek młodzieży, który zamierzał wysadzić w powietrze pomnik Lenina – symbol zniewolenia”, „posługujący się akcjami ekspriopriacyjnymi wzorowanymi na organizacji bojowej PPS”. I zawsze to prostował, m.in. w książce Jacka Wegnera „Zamach na Lenina”. Oddajmy więc na koniec głos samemu Emilowi: ” RUCH stawiał na mozolne budowanie wspólnoty politycznej. Także dzięki kontaktom z emigracją polityczną i przeciwnikami komunizmu w innych krajach, wsparty działalnością wydawniczą, ukierunkowany na cel perspektywiczny – odzyskanie niepodległości Polski … RUCH był zaczątkiem takiej wspólnoty, tworzonej w warunkach państwa policyjnego, oczywiście niejawnej”.
W tamtych latach, „późnej gomułkowszczyzny”, tacy ludzie jak Emil byli wielką rzadkością. Już samo wstąpienie do tajnej organizacji było aktem odwagi, zamanifestowaniem nie tylko poglądów, ale i chęci pracy na rzecz innych, wspólnoty, społeczeństwa, narodu. Emil należał do tego niezwykle wąskiego, ekskluzywnego grona. Był następnym ogniwem w łańcuchu pokoleń polskich patriotów, które drogo, złamanymi karierami, zdrowiem, czasem życiem płaciły za coraz bliższą – choć jeszcze o tym nie wiedzieliśmy - niepodległość Polski. Zawsze dzielny, choć nieskłonny do szybkich decyzji, zawsze oczywisty, „transparentny”.
Będzie nam Ciebie, Emilu, bardzo brakowało,
Elżbieta Królikowska-Avis
