Wystawili nas. Po prostu nas wystawili! Jak ukrócić dziennikarską krytykę i postraszyć to „całe towarzystwo”, które stara się dowiedzieć po prostu prawdy? By poinformować opinię publiczną jakie są fakty, które władza, także ta nam obywatelom najbliższa-samorządowa stara się starannie ukryć. I rozgrywać lokalne społeczności, czy tworzyć z miast, miasteczek, gmin swoje rewiry. I sobie tylko dostępne. Wystarczy posłuchać jak się zachowuje władza, ta opisywana, jak w Inowrocławiu, w ostatnich materiałach red. Anity Gargas w telewizyjnej jedynce. Tak na marginesie, jak rzecznik prasowy, specjalnie zresztą ściągnięty do tego miasta, bo swój i „wszystko rozumie”, jest jedynie przykrywką do własnych machinacji „władców”, którym „nikt nie będzie zaglądał do garnka”. Bo to oni wszystko wiedzą. Bo to oni jak zechcą to poinformują ogół. A jak nie, to właśnie rzecznik prasowy ma swoją najważniejsza rolę. Jest od „spławiania” dziennikarzy, bo „samodzielny władca miasta” sobie tego nie życzy. Rzecznik rzecznikiem, toż to właściwie urzędnik i to, że ma wisieć na pasku władców, czy raczej wielu „terenowych kacyków” współczesnej Polski nie ulega żadnej wątpliwości. Bo faktycznie „wisi”. A jednocześnie jest buforem przeciwko natrętom, czyli nam starającym się zdobyć informacje. Właściwe informacje! Nie preparowane przez nakazy „władcy” i powtarzane, zresztą z wielkim strachem przez „jego człowieka” od dez/informacji?! I jak do tej pory ani nie ma takiego przepisu, ani nie ma procedury, która by pozwoliła na ukaranie takich osób? Jak mamy być wolnymi obywatelami w wolnym kraju, jak poszczególni „władcy”, tu i tam robią sobie z dostępem do informacji i tym co ma być „tą jedyną i prawdziwą informacją”, która ze swej łaski ma „spływać” do ludu i pracowników mediów? Czy nie jest to „władcza cenzura”? Tym bardziej „władcza”, że tylko jedna informacja decyduje, co „może wyjść na zewnątrz”, o czym może się dowiedzieć świat! To nie tylko cenzura, jak za komuny, gdzie można było zaznaczyć jej ingerencję i pojawiały się „skoble” i podstawa prawna (a jednak-komunistyczny „szacunek dla prawa” z którego przecież robiło się atrapę wolności), to kompletna samowola!
Niestety, owi „szczególni władcy” potrafili jednak zadbać o swoją bezkarność w takich sprawach i znaleźli knebel, a przynajmniej instrument by „przygasić” dziennikarzy do „ich zapędów” szukania wolności i informacji bez cenzury.
I tu żadne ustawy o dostępie do informacji publicznej nie pomogą. O wolności słowa nie ma mowy, bowiem z taką praktyką nie jest to w ogóle możliwe! Zapewniając sobie bezkarność na stosowanie „pańskiej” i „pysznej” urzędniczej cenzury znaleźli bat na dziennikarzy w postaci zapisu w art. 212 kodeksu karnego (k.k.). I tu ważna uwaga! Nie chodzi o sam art. 212 k.k., który określa jeden z typów przestępstw, a mianowicie zniesławienie. I taki typ musi w polskim kodeksie karnym być. Bo nie ma żadnych podstaw by z tego zrezygnować. Także w jak najlepiej rozumianym interesie społecznym. Chodzi o zamach na dziennikarzy (uwaga: z-a-m-a-c-h) poprzez wprowadzenie paragrafu 2 do art. 212. Jego brzmienie, całego artykułu z tym fatalnym paragrafem 2, obecnie to:
Art. 212. Zniesławienie
Dz.U.2016.0.1137 t.j. - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności,
podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.
Co tu zwraca szczególną uwagę? Kara określona w paragrafie 1 oznacza grzywnę i możliwość ograniczenia wolności. Ale co wisi nad głową osób dokonujących takiego czynu „za pomocą środków masowego komunikowania”? Dodano karę pozbawienia wolności do jednego roku. Czyli jak dziennikarzu będziesz podskakiwał, to „my cię wtrącimy do więzienia”. Mieliśmy się wystraszyć? A kto chce zgodzić się na pozbawienie wolności, tylko za to, że chce „ze szczególną starannością i rzetelnie-art. 12 ust. 1 pkt. 1 obecnego prawa prasowego (z 1984 r. wydanego za Jaruzelskiego i do tej pory nie zmienionego)?
Ale wyciszanie dziennikarzy miało swoje uzasadnienie. Jakie? Ano wołające o pomstę do nieba! W paragrafie 2 art. 212 k.k. „wymyślono sobie” szerszy zasięg zniesławienia i dodaną, okrutną karę pozbawienia wolności za zniewolone, w tym wypadku słowo, czyli typ kwalifikowany.
W ten sposób równo 10 lat temu przy zmianie prawa karnego, zniesławienie, jak wiele przestępstw, ma swój typ kwalifikowany (typ czynu zabronionego, którego znamiona wskazują na zwiększoną szkodliwość społeczną). W tym przypadku osoba pomawiająca dokonuje czynu określonego w § 2 za pomocą środków masowego komunikowania. Pojęcie to jest tożsame ze środkami masowego przekazu, do których zaliczamy m.in. telewizję, prasę, radio. Stosunkowo najmłodszym środkiem rozpowszechniania informacji jest Internet i wszystkie łączące się z nim narzędzia, jak np. portale społecznościowe czy fora internetowe, gdzie często można spotkać się z przejawami zniesławienia.
Co więcej, art. 212 § 3 k.k. przewiduje, że wobec sprawcy przestępstwa pomówienia (zarówno typu podstawowego, jak i kwalifikowanego), sąd może orzec majątkowy środek karny w postaci nawiązki na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża lub na inny wskazany przez pokrzywdzonego cel społeczny. Innym środkiem karnym, który może mieć zastosowanie jest m.in. podanie wyroku do publicznej wiadomości (art. 215 k.k.)
Dziennikarze niezbyt śmiało, jak do tej pory, protestowali przeciwko dodaniu takiego narzędzia przeciwko ich działalności na rzecz społeczeństwa i stosowaniu kary pozbawienia wolności.
„Ówczesna filozofia” w 1997 r. była taka, iż jeśli dziennikarz popełnił taki czyn i mu to wykazano, to naturalny jego warsztat pracy, czyli „środki masowego komunikowania” powodowały „zwiększoną szkodliwość społeczną”. Dlaczego zgadzamy się z tym już ponad 10 lat? I nieudolnie, nie po dziennikarsku i nie fachowo mówiliśmy „znieść art. 212 w kodeksie karnym”. Dano nam po nosie, a my nie wiedzieliśmy jak do tego podejść? Dziennikarz jako fachowiec powinien wiedzieć, że chodziło i chodzi o paragraf 2 w art. 212 k.k., a nie 212 jako taki. W ten sposób nie tylko, że nie potrafiliśmy wywalczyć „swojego”, ale się jeszcze ośmieszaliśmy! Uwaga! Ośmieszaliśmy się sami w tak ważnej sprawie, jak stosowanie prawa jako „pały” wobec naszych dziennikarskich i w imieniu opinii publicznej działań.
Nie może być zgody na to, że posługiwanie się „środkami masowego komunikowania” ma stanowić „zwiększoną szkodliwość społeczną”? Robota różnej maści manipulatorów i „domorosłych kacyków” w 1997 r. zrobiła, niestety, swoje. Teraz, gdy wiemy, przy wciąż prowadzonej zmianie systemu sprawiedliwości w Polsce, iż stworzono w ten sposób znakomite narzędzie do „zamykania gęby” wolnym dziennikarzom w Polsce. Wystarczyło bowiem połączenie „zniesławienia” (a wykazywano to manipulując i fatalnie naginając prawo, niestety sądy w Polsce w sprawach procesów z art. 212 paragraf 2 fatalnie się zachowywały) i „środków masowego komunikowania”, czyli, że dziennikarz pisząc, czy występując w radiu, czy telewizji działał na zwiększoną szkodliwość społeczną wykonywania przez niego zawodu? No przecież to razi z góry fatalną nieudolnością i fatalnym podejściem do prawa! A „wodzowskie” i „kacykowskie” środowiska odpowiednio wpływały na sądy (tak, bo to dotyczyło i dotyczy środowisk w „gdzieś w terenie”, gdzie to „wodzowie” i „kacykowie” tworzyli i tworzą lobby wpływające na wyroki), które wydawały wyroki im „posłuszne”, a jednocześnie w sposób oczywisty krzywdząc dziennikarzy, a w ten sposób opinię publiczną w Polsce.
Wielokrotne postulaty koleżanek i kolegów podnoszone na poprzednich zjazdach Delegatów SDP, czy teraz niedawno na portalu „sdp.pl” pod ogólnym hasłem „znieść art. 212 kodeksu karnego” są o tyle nietrafne, iż autorzy odnoszą się do całego artykułu 212 i zniesienia go jako takiego w całości, a nie do konkretnego zapisu art. 212 paragraf 2. Gdyż dziennikarzy, czy ogólnie środków masowego komunikowania dotyczy właśnie zapis w art. 212 paragraf 2 k.k.
Nawet w Apelu do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dn. 28-02-2017 r. (na sdp.pl) i w felietonie red. Tomasza Nieśpiała (sdp.pl 01-03-2017 r.) cały czas odwołujemy się do art. 212 w całości. A przecież w tych postulatach chodzi o to by na podstawie art. 212 paragraf 2 k.k. nie robić „pokazów” w jaki sposób można ukarać niewygodnych dziennikarzy. A to podstawowy błąd, bo nam chodzi w rzeczywistości o art. 212 paragraf 2. Nie trzeba być kwalifikowanym prawnikiem, by tak odczytać treść art. 212 paragraf 2 k.k.
Proponuję podjęcie uchwały na Zjeździe Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 18/19-11-2017 r.), która by dotyczyła właśnie konkretnie i tylko zapisu art. 212 paragraf 2. Gdyż tylko w ten sposób możemy „coś ugra
ć”. Uchwałę taką należałoby: jak najszybciej przesłać do Sejmu.
Niestety, ale naukowcy i specjaliści od prawa karnego w Polsce w licznych komentarzach do kodeksu karnego nie potrafią dać sobie rady z zapisem art. 212 paragraf 2 k.k. Jaka „zwiększona szkodliwość społeczna” za to ,że publikacja ukazuje się tam gdzie powinna, w środkach w których dziennikarz pracuje. Ktoś powie, ale to się szerzej upowszechniło? A jak może być inaczej? Ale karać za to i to więzieniem, że dziennikarz posługuje się swoim naturalnym warsztatem-dodajmy już ładniej, niż w obecnym kodeksie karnym: „środkami społecznej komunikacji”. Naukowcy bez zastanowienia się i naukowej refleksji opisują to, co zawarto w tym „kacykowskim” uzasadnieniu do zmian w kodeksie karnym w Polsce w 1997 r. Czy to jest prawdziwa nauka?
Koniec z „biczowaniem dziennikarzy” w Polsce!
Andrzej Dramiński
