Tym razem w drugą środę miesiąca, a nie w pierwszą, a więc 8 listopada (w pierwszą środę było Wszystkich Świętych) wypadło nam się spotkać na kolejnym zebraniu Klubu Publicystyki Kulturalnej. Zostało ono poświęcone wydarzeniu kulturalnemu, na pozór o skali lokalnej, ale w gruncie rzeczy o znaczeniu dużo szerszym, zgoła międzynarodowym, a przy tym, powiedziałbym, wydarzeniu niespecjalnie rozpropagowanemu przez media, nawet w środowisku ludzi kultury. Chodzi o Festiwal Pianistyczny im. Artura Rubinsteina (Piano Rubinstein Festival) w Łodzi, którego V edycja miała miejsce w dniach 16-21 października 2017 roku.
Inicjator tego niezwykłego przedsięwzięcia, rozpoczętego przed dekadą (pierwsza edycja odbyła się w 2008 roku, poprzedzona kilkuletnimi przygotowaniami), Wojciech Grochowalski, twórca i szef Międzynarodowej Fundacji im. Artura Rubinsteina i Fundacji „Kultury i Biznesu”, organizatorów Festiwalu, w ciągu półtorej godziny przedstawił nam bardzo pouczającą historię powstania tej inicjatywy i jej pięciokrotnych odsłon, z udziałem światowej sławy pianistów, zwycięzców różnego rodzaju konkursów pianistycznych, a także artystów młodych, dopiero rozpoczynających karierę (ten dobór odtwórców został z premedytacją pomyślany: mistrzowie i ich następcy, niekiedy uczniowie). A także z udziałem rodziny Mistrza, w osobach jego dwu córek, Ewy i Aliny, które od początku wspierają organizatorów imprezy i ją samą.
Żeby wejść, w pewnym sensie, in medias res, zacytuję to, co pisałem w lutym tego roku na naszym Portalu.
„Powinienem napisać, że jestem wyjątkowo oburzony z powodu braku subwencji, kolejny raz zresztą, dla czasopisma „Kultura i Biznes”, które w ciągu mniej więcej dziesięciolecia dało się poznać od najlepszej strony, choć ukazywało się zaledwie sześć razy do roku. Prawdę mówiąc jednak nie jestem nawet zdziwiony tym, co się stało, już po raz drugi od czasu zmiany sytuacji politycznej w Polsce. Założyciel pisma, inżynier i historyk, autor i wydawca wielu książek, biograf gen. Wieniawy Długoszowskiego, animator kultury, szczególnie kultury muzycznej, założyciel Fundacji im. Artura Rubinsteina i organizator festiwalu imienia tego niezwykłego artysty i wielkiego Polaka, Wojciech Grochowalski w związku z tym powiada ze smutkiem „omija mnie dobra zmiana”. Ominęła go właśnie ponownie. W zeszłym roku żadna z jego propozycji (m.in. projekt wielkiego koncertu w Raperswilu, w nawiązaniu do podobnego wydarzenia sprzed kilku laty) nie zyskała uznania w oczach komisji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.”
Nie wiem, czy ostatecznie Festiwal otrzymał subwencję z Ministerstwa i czy w ogóle organizatorzy aplikowali ponownie o nią, ale wiem, że od 2012 roku, po 10 latach regularnego w miarę ukazywania się, „Kulturę i Biznes” udaje się Grochowalskiemu wypuścić raz na jakiś czas, bo na tę wyjątkową gazetę, której kolportaż, bezpłatny, polega na umieszczaniu jej w miejscach, do których uczęszcza inteligencja (teatry, księgarnie, siedziby związków twórczych, uczelnie, Filharmonia Narodowa itp.) ani resort kultury, ani łódzki magistrat, ani sejmik wojewódzki nie raczą dać najskromniejszej dotacji. Z Festiwalem były też niemałe kłopoty i musiano najpewniej wykonać mrówczą pracę w poszukiwaniu środków, bo wykaz sponsorów przypomina tablicę Mendelejewa.
W trakcie swojej wypowiedzi dyrektor Festivalu dawał do zrozumienia, że w ciągu tego dziesięciolecia nie było lekko, a już w dobie „dobrej zmiany” było chyba najciężej. Na dodatek zadziwia mnie nieustannie (bom pewnie naiwny) niedobra, nieprzychylna atmosfera wokół przedsięwzięć Wojtka Grochowalskiego, który przecież stworzył z niczego i kontynuuje dwa niezwykle oryginalne przedsięwzięcia: gazetę, której motto, wzięte z Jana Pawła II: „Przyszłość należy do kultury, nie do polityki” jest jej programem bardzo precyzyjnie realizowanym (zero polityki!) i Festiwal imienia wielkiego światowego artysty polskiego, który jednocześnie nie wstydził się przyznawać do swoich łódzkich korzeni i potrafił pójść na podwórko kamienicy swojego dzieciństwa i wzruszać się widokiem okna mieszkania, z którego wyfrunął w wielki świat niebywałych sukcesów artystycznych. Tę scenę uwiecznił fotograficznie niezapomniany Piotr Barącz, a w druku utrwaliła redakcja miesięcznika „Polska”, „Poland”, „La Pologne”, „Polen” i „Polonia” (hiszpańska) oraz wersja szwedzka magazynu, której nazwy już nie pomnę. Trudno być nie tylko prorokiem, ale i animatorem kultury we własnym kraju, nie mówiąc już o uprawianiu dziennikarstwa i publicystyki idącej w poprzek panujących tendencji. Tak nazwana przez Melchiora Wańkowicza „bezinteresowna zawiść” to polska specjalność (chociaż może nie tylko polska) wiecznie żywa. Jeszcze do tego wrócę pod koniec tego tekstu.
Przeplatam tę relację własnymi refleksjami, bo od 2004 roku współpracowałem z „Kulturą i Biznesem” i śledziłem kolejne edycje Festiwalu, jako że sprawozdania z niego i w ogóle tematyka muzyczna w miarę upływu czasu zajmowała w gazecie coraz więcej miejsca. A było o czym pisać i czytać, zwłaszcza „Rarytasy muzyczne” Adama Rozlacha, wytrawnego krytyka muzycznego i radiowca stanowiły zazwyczaj clou numeru. Intuicja Redaktora, który chętnie przyznaje się do braku wykształcenia muzycznego (jest inżynierem i … historykiem), ale pokochał muzykę, a zwłaszcza pianistykę (wszak-ci żywiemy w ojczyźnie Chopina) i staje się powoli jej znawcą – otóż ta intuicja podpowiedziała mu, że muzyka i pisanie o niej to jest najwyższy przejaw kultury, w myśl znanego przeświadczenia, że tam, gdzie jest dużo dobrych magazynów i pism muzycznych, kultura w ogóle stoi wysoko.
Początki Festiwalu sięgają 2002 roku. W tamtym czasie Wojciech Grochowalski, przechylając się od strony biznesu na stronę kultury i sztuki i redukując powoli swoją firmę produkcji papieru czerpanego (zatrudniała do 50 pracowników), zaczął myśleć o tym, że w Łodzi potrzebne jest jakieś duże, markowe wydarzenie muzyczne. Spotkawszy się z przyjacielem Artura Rubinsteina, Janem Jacobem Bistritzkym, organizatorem słynnego Międzynarodowego Mistrzowskiego Konkursu Pianistycznego im. Artura Rubinsteina w Tel-Awiwie (The Arthur Rubinstein International Piano Master Competition), utwierdził się w swym przekonaniu i obaj panowie zastanawiali się, w jaki sposób, poprzez wielką imprezę muzyczną, przywrócić niejako Łodzi artystę, który z niej się wywodził. Obaj panowie początkowo rozważali nawet przejęcie dla Łodzi Tel-Awiwskiego konkursu, ale zwyciężyła, że tak powiem, myśl o stworzeniu oryginalnego wydarzenia muzycznego o trwałej wartości. Warto podkreślić, że od początku w tych rozważaniach i działaniach (liczne rozmowy Grochowalskiego w środowiskach muzycznych Łodzi i Warszawy ) istotną rolę odgrywała inspiracja ze strony obu córek Mistrza, Ewy i Aliny, które od pierwszej edycji Festiwalu wspierały jego organizatorów i w nim uczestniczyły, a Ewa Rubinstein, specjalizująca się w fotografii artystycznej, zapewniała pewną część foto obsługi, zwłaszcza jeśli chodzi o towarzyszące Festiwalowi wystawy.
Inicjator Festiwalu nie polegał jedynie na sobie, podkreślając, że nie ma wykształcenia muzycznego, lecz zaprosił do współpracy prof. Annę Wesołowską-Firlej – pianistkę i pedagoga, która została prezesem zarządu Międzynarodowej Fundacji Muzycznej im. Artura Rubinsteina, wiceprezesem zaś – Sławomir Lachowski, biznesmen, prezes zarządu BRE Banku. Grochowalski był sekretarzem generalnym Fundacji, był i jest dyrektorem Festiwalu, a obecnie jest także prezesem Fundacji.
Uzgodniwszy to z córkami Mistrza, w 2006 r. kierownictwo Międzynarodowej Fundacji Muzycznej złożyło wniosek do Sejmu RP o ustanowienie roku 2007 Rokiem Artura Rubinsteina. 7 marca 2007 r. Sejm przyjął stosowną uchwałę. A oto jej treść:
Artur Rubinstein, jeden z najwybitniejszych pianistów XX wieku, całym swym życiem i talentem sławił wielkość Polski i polskiej muzyki. Niezrównany odtwórca dzieł Fryderyka Chopina, propagator muzyki Karola Szymanowskiego, uznanego za następcę największego polskiego kompozytora, muzyczny obywatel świata, przed którym stały otworem najznamienitsze sale koncertowe, z zarazem wielki patriota i Polak.
Niezapomniane pozostaną dla nas wszystkie gesty Maestro Rubinsteina wykonane w obronie godności i pamięci o Polsce w czasach obu wojen światowych oraz komunistycznego zniewolenia. Szczególną miłością darzył Łódź – miejsce swego urodzenia.
W roku 2007 przypada 120 rocznica Jego urodzin i 25 rocznica śmierci.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przekonany o szczególnym znaczeniu Jego dorobku artystycznego dla dziedzictwa narodowego i światowego ogłasza rok 2007 Rokiem Artura Rubinsteina” (podpisał Marszałek Sejmu Marek Jurek).
Z tej okazji Międzynarodowa Fundacja Muzyczna zorganizowała wiele koncertów, recitali, wystaw, pokazów filmów, jak również sesję popularnonaukową „Artur Rubinstein na tle epoki” czy cykl „Łódzcy pianiści w hołdzie Arturowi Rubinsteinowi” (Homage to Arthur Rubinstein), w którym wystąpili profesorowie Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów. Cykl ten był kontynuowany w następnych latach. Kodą Roku Artysty były grudniowe koncerty: Aleksandra Korsantii, wybitnego pianisty gruzińskiego zamieszkałego w USA, oraz – w rocznicę śmierci Maestra – młodziutkiego wówczas Denisa Zhdanowa z Ukrainy. W obu uczestniczyła Ewa Rubinstein. Było to niejako całoroczne preludium do pierwszej edycji Festiwalu w 2008 roku.
Adam Rozlach (obecny na naszym spotkaniu): „Festiwal jest pięknym pretekstem do tego, aby przypomnieć współczesnym łodzianom, że stąd pochodził jeden z największych pianistów wszystkich czasów.” Ale nie tylko. Jest także wydarzeniem międzynarodowym, dzięki tworzącym je artystom z wielu krajów, a wśród nich takich sław jak Garrick Ohlsson, Daniel Barenboim czy Emanuel Ax. Z kolei młodzi pianiści mogą zaprezentować swoje umiejętności szerokiej publiczności, wymienić doświadczenia, zdobywać nowe kontakty, porównywać interpretacje, zawierać nowe przyjaźnie, uczyć się od artystów o ugruntowanej już renomie. Nie najmniej ważne jest wyzwanie jeśli idzie o poziom występów, związane z nazwiskiem Patrona Festiwalu i jego wielkimi dokonaniami artystycznymi, zobowiązującymi niejako do bardziej wytężonej pracy, do pokonywania trudności technicznych, doskonalenia i wzbogacania środków wyrazu.
Festiwalowi towarzyszą wystawy (fragmenty wystawy o rodzinie Maestra Grochowalski przywiózł do Warszawy i nam je zaprezentował), filmy, rozmaite sesje, spotkania z córkami Rubinsteina itp. Działalność Fundacji poza organizacją Festiwalu w Łodzi, sięgała również za granice, w ciągu minionych lat poprzez muzykę i sławę Mistrza promowała ona Łódź i Polskę w Raperswilu i Zurichu (2009), w Paryżu (2010, 2012), w Nowym Jorku w Carnegie Hall (2012 – z udziałem 200 dyplomatów i sekretarza generalnego ONZ), w Brukseli (2013) i Genewie (2015).
W V edycji Festiwalu wzięli udział pianiści: Julianna Awdiejewa ( laureatka Konkursu Chopinowskiego w 2010 roku), Siergiej Babayan, Federico Colli, Kirył Gerstein, Aleksander Korsantia, Jakub Kuszlik, Tomasz Ritter, Paweł Wakarecy i wierny od początku Festiwalowi Denis Żdanow. Pianistom towarzyszyły: Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego oraz Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej im. Bronisława Hubermana pod dyrekcja Adama Klocka. Wydarzeniem były występy Stradivari Quartett ze Szwajcarii, grającego wirtuozowsko na czterech stradivariusach.
A w repertuarze Festiwalu – sami najwięksi, bardzo wiele Chopina, Bach, Mozart, Haydn, Szubert, Brahms, Liszt, Scarlatti, Musorgski, Prokofiew, Rachmaninow…
*******
Na koniec przykra sprawa, o której dowiedzieliśmy się w kilka minut po naszym klubowym spotkaniu. Otóż do zarządu głównego SDP przyszedł właśnie list, napisany niejako w imieniu środowiska łódzkich dziennikarzy. Udostępniono mi, na prośbę Grochowalskiego, którego list dotyczy, jego kopię. Elukubracja ta, podpisana przez Huberta Bekrychta (którego nie mam przyjemności znać osobiście), bardzo źle napisana po polsku (!), jest – co widać na pierwszy rzut oka – zestawem pomówień dotyczących twórcy i dyrektora Piano Rubinstein Festival. Autor listu jest dyrektorem łódzkiego ośrodka TVP i wiceprezesem tamtejszego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Oskarża on Grochowalskiego m. in o to, że miał on mieć pretensje do łódzkiego Ośrodka TVP czy Oddziału SDP, że mu nie pomagają finansowo w działaniach jego fundacji i miał grozić (poważnie!), że wystąpi z SDP. Absurd pierwszego oskarżenia jest oczywisty dla każdego, jako że regionalne ośrodki TVP i oddziały SDP nie dysponują żadnymi pieniędzmi na subwencje. A grożenie wystąpieniem z SDP właśnie w okresie, gdy przygotowywał swój występ w naszym Klubie i gdy z własnej inicjatywy gościł (17 października) grupę naszych kolegów na Festiwalu, gdzie nie tylko wysłuchali koncertu, ale mogli także spotkać się z córkami Maestra i obejrzeć wystawę na temat Jego rodziny, jakoś trudno sobie wyobrazić, a pan Wojciech może tylko wzruszać na to ramionami. Zresztą nawet gdyby w ferworze dyskusji komukolwiek wyrwały się takie słowa, to przecież żaden grzech.
Muszę tu dodać, że podczas spotkania Grochowalski przedstawił nam 14- minutowy film o Festiwalu, w reżyserii Leszka Bonara, firmowany przez Ośrodek Łódzki TVP, lecz za który zapłaciła … Fundacja Wojciecha Grochowalskiego, co pośrednio dowodzi prawdziwości tezy, że ośrodka regionalnego nawet na taki wydatek nie stać.
Trawestując znakomitego poetę, zadaję pytanie łódzkim kolegom dziennikarzom: Kto się boi Wojciecha Grochowalskiego? I kto pilnuje, żeby nie wyrósł ponad łódzką przeciętność, jak w sławetnej anegdocie o polskim kotle?
Jerzy Biernacki
