Kombinowanie z prawem nigdy nie popłaca. Prędzej, czy później i tak prawda wyjdzie na wierzch. Czasami przyjdzie poczekać. Ale potem tym większy wstyd dla cwaniaków różnej maści, których zamiast zaszczytów czekają sankcje i wstyd. Temida ma opaskę na oczach. Ale to nie znaczy, że nic nie widzi. Ta bogini uosobienia sprawiedliwości i prawa nadzoruje ze swych wysokości równość wobec prawa, równy status każdego.  Nawet obecnych przywódców Unii Europejskiej. I eurodeputowanych.

Jeden z nich Guy Verhofstadt, belgijski przedstawiciel frakcji liberałów Parlamentu Europejskiego tak ostatnio „mieszał” w Strasburgu, wymachując rękoma i używając niesamowitej ekspresji, jakby był przekonany, że  mówi prawdę, tylko prawdę i wyłączną prawdę:

"Mieliśmy 60 tysięcy faszystów, nazistów na ulicach Warszawy. Mniej więcej 350 kilometrów od obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau"-komentował Marsz Niepodległości 11  listopada 2017 r. w stolicy.

A  propos  Warszawy. Użył jej niemieckiej nazwy „Warschau” w swojej niesławnej przemowie,  czyli  takiej jak podczas okupacji niemieckiej 1939-1945.  Chociaż może dla niego to nie miało znaczenia.  Ale ma, i to ważne,  w odniesieniu do tego, co mówił dalej. Gdyż  użył  także  niemieckich  nazw „Auschwitz”  oraz  „Birkenau” w odniesieniu do „faszystów i nazistów”. Tak, tu się wszystko zgadza.  Tych zamian w czasach niemieckiej okupacji  używano tylko i wyłącznie  podczas II  wojny światowej. Bez wątpienia zatem obozy, które się tam znajdowały były to „niemieckie obozy zagłady”. Koniec kropka.  Może sam tego nie  rozumie, ale poświadczał jak było naprawdę.  I  nawet  jeśli, jak pisze niemiecki tygodnik „Die Zeit”,  haniebne i kłamliwe określenia jak „polskie obozy zagłady”  ukazują się  każdego roku 130 razy na całym świecie (uwaga: co trzeci dzień), to stanowią stek bzdur i oczywistych kłamstw.  Taki sam jak to, iż europejski poseł Verhofstadt widział w Warszawie 60 tys. „faszystów i nazistów”.  Jak widać  europejski parlament każdą  głupotę  przyjmie z pobożnym nabożeństwem. I każdej spokojnie wysłucha. Bo poza polskimi eurodeputowanymi żadnemu nie chciało się  nawet  kiwnąć  palcem w bucie,  gdy „ich” parlament (czyli posłów), a może  „nasz”  (czyli wszystkich europejskich wyborców, a tak, bo z całej Unii)  zamienia się w  skrajnie idiotyczny  kabaret.  A  może  chodzi  o  potajemne  porozumienie  atakowania Polski z każdej strony i ile się da?  Porównanie  osób biorących udział w patriotycznym manifeście na ulicach stolicy, wymienianie jednym tchem „faszyści”, „naziści”, i dalej „Auschwitz” i „Birkenau”  oraz „Warschau” jest  niesamowitym bełkotem chorej wyobraźni.


Gdyby chociaż przez chwilę pomyślał, co

podał i jakich używał określeń, to by wiedział, że Warschau, w okresie II wojny światowej, miało pozostawać na skraju niemieckiego „tworu” Generalne Gubernatorstwo (1939–1945) (czasem Generalna Gubernia, w skrócie GG; Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich, niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete). Warschau miała stracić swoją stołeczność, na rzecz  Krakowa i Łodzi.  Ot, w niemieckim zamyśle takie prowincjonalne miasto, o coraz zmniejszającym się znaczeniu. Polski ruch oporu i patriotyzm Polaków spowodowali, że  Warszawa-Warschau była wciąż  bardzo ważnym miejscem dla narodu polskiego.

I  jeszcze  jedno do wystąpienia G. Verhofstadta. Jak można pisać o „polskich obozach koncentracyjnych”,  gdy  wyraźnie niemiecka nazwa  GG, zawierała w sobie  określenie „dla okupowanych ziem polskich” (die besetzten polnischen Gebiete). Nie trzeba  bez przerwy kłamać, bo  wystarczy  dobrze przeczytać na co się samemu  powołuje i jakie ma to znaczenie. To proste. Owe obozy mogły być tylko „niemieckie”, bo  były na „okupowanych przez Niemców ziemiach polskich”.  Prawda sączy się nawet z takiej kompletnie nieprzemyślanej przemowy!

Ale Temida  dopadła i samego G. Verhofstadta. Po to ma też miecz, by go użyć, kiedy trzeba! Belgijski liberał  uciekał z kapitałem do  „rajów podatkowych”. Afera „Panama papers”  dotyczy także jego.  Co więcej,  wykazało to „Politico”, wydawane w Brukseli i na ogół  sprzyjające  politykom takiego pokroju, jego firma EXMAR brała udział w  finansowych przekrętach.

Inny polityk z pierwszych stron gazet Jean-Claude Juncker, luksemburski polityk i prawnik (uwaga: prawnik!), w latach 1995–2013 premier Luksemburga, w latach 1984–2013, członek rządu luksemburskiego. Od 2014 przewodniczący Komisji Europejskiej.

Jako prawnik latami blokował przepisy mające na celu szanowanie prawa i przeciwdziałaniu finansowym kombinacjom. Odwrotnie. Wpływał na to, że powstawały takie by to prawo omijać! A  ile to kosztowało miliardów?  Kto  jest to w stanie teraz wykazać?  Niedawne zabójstwo  dziennikarki na Malcie, to dalekie echo tego, co  robił  premier tej wyspy-państwa. Daphne Caruana Galizia, wybitna maltańska dziennikarka i blogerka, która oskarżała rząd Malty o korupcję, została zamordowana. Pod jej samochód podłożono bombę. Zginęła na miejscu.

To cena jaką  płacą  dziennikarze za  swawole polityków. Ci ostatni pozostają bezkarni.

A takich polityków na europejskim topie, za którymi stoją rozmaite prawno-finansowe machinacje jest aż ponoć 15. Miejmy nadzieję, że do czasu omija ich ręka Temidy, gdy „nie dorwała” ich sprawiedliwość.
Opluwanie naszego kraju też nie da  szczęścia „w raju podatkowym”. Temida już powoli  spuszcza swój miecz na takie machinacje. Oby jak najszybciej skutecznie zadziałała.

                            Andrzej Dramiński




 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl