Już  w Londynie i w Brukseli odtrąbiono triumf zakończenia pierwszej fazy rozmów.  Już światowe agencje doniosły, że Unia i Wielka Brytania porozumiały się co do pierwszego etapu rozmów,  otwierając drogę do  rokowań w sprawie przyszłych stosunków handlowych. Już obie strony uznały, że udało się uzgodnić trzy sporne punkty – ochronę praw obywateli państw unijnych na Wyspach i Brytyjczyków w UE, kwestię granicy z Irlandią oraz problemy z finansami. A tu nagle minister ds. Brexitu David Davis oświadcza w wywiadzie dla BBC, że „jego zdaniem tekst porozumienia stanowi jedynie statemant of intent”, „oświadczenie dobrej woli”, a nie ostateczny dokument „legally enforcable” czyli „do realizacji”. David Davis powiedział także, iż wciąż istnieje możliwość zmiany tych ustaleń. I dodał, że w przypadku braku końcowego porozumienia z UE, Wielka Brytania nie wywiąże się z ustalonych w ubiegły piątek zobowiązań. Musiało to zabrzmieć poważnie, bo zaraz potem rząd Irlandii wydał oficjalne oświadczenie, że zarówno RI jak i Unia będą się domagały od Wielkiej Brytanii przestrzegania podpisanego kilka dni temu porozumienia. What now,  pytają w podobnych sytuacjach Anglicy? Co się znowu stało?

   W sumie nic takiego, po prostu Davis, podobnie jak inni politycy, sięga po inną narrację w kraju, a inną za granicą. Ta inwokacja w BBC skierowana była do twardego elektoratu konserwatywnego i miała pokazać, jacy dzielni są ich negocjatorzy, którzy w razie czego szast – prast, i zerwą rozmowy. A przecież wiemy, że to nieprawda - chociaż układ Downing Street z Komisją Europejską nie był przecież po myśli zwolenników twardego Brexitu, a poniedziałkowy Daily Mail nazwał go  wprost „40-miliardowym upokorzeniem”. „Bruksela twierdzi – pisał – że oto Theresa May otworzyła wrota do miękkiego Brexitu i zgodziła się zapłacić, zamiast uprzednio proponowanych 13 – 19 – 26 – 36 mld funtów, aż 39”.  Oczywiście, minister Michael Gove stwierdził publicznie, że ta umowa, to „znaczące osobiste i polityczne zwycięstwo Theresy May”, ale już były lider UKIP-u Nigel Farage ma zupełnie inne zdanie: „Ugoda w Brukseli, to dobra wiadomość dla Theresy May, ponieważ teraz możemy przejść do następnego etapu naszych upokorzeń”. Spory wpływ na tok negocjacji miała  rebelia północno-irlandzkiej koalicyjnej Demokratycznej Partii Unionistów przeciw poprzedniej wersji ugody, która wpłynęła na usztywnienie pozycji Downing Street w sprawie granicy z Republiką Irlandii. Brytyjskie dzienniki opowiadają o różnych wizjach Partii Konserwatywnej i opozycyjnej Labour Party nt. przyszłej umowy z Unią. Wspominają także o innych kontrowersjach, np. minister David Davis proponuje format  „Canada Plus Plus Plus”, podczas gdy jego odpowiednik w Partii Pracy Keir Starmer sugeruje raczej  „format norweski”. Festiwal  pomysłów na rozwód z Unią oraz jarmark narracji, trwa.

   Bo wystarczy porozmawiać z ludźmi w sklepie czy w bibliotece, z dziennikarzami i politykami, żeby się zorientować, że pożar tylko chwilowo został ugaszony. I że społeczna debata to Brexit or not to Brexit, wcale się nie skończyła. Labour Party, liberalni demokraci, najczęściej lewicowi samorządowcywciąż wierzą, że jest to sytuacja „do odwrócenia”.  A druga strona sporu domaga się podkręcenia tempa wyjścia z Unii. Po raz pierwszy od 30 lat widzę Wielką Brytanię niemniej podzieloną niż – oczywiście z innych przyczyn – Polska.  Jeśli jednak „piątkowe porozumienie” okaże się trwałe, trzy kwestie udało się uzgodnić: ochronę praw obywateli Unii w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków w państwach UE do 2020, kwestie granicy z Republiką Irlandii oraz problemy finansowe. W pierwszej sprawie zgodzono się, że wszystkie prawa obywateli Unii na Wyspach, Wyspiarzy na Kontynencie oraz  ich rodzin do 2020 czyli końca okresu budżetowego, będą w pełni respektowane - do legalnego pobytu, pracy, opieki zdrowotnej, sprowadzania rodzin i wysyłania zasiłków za granicę włącznie. Są to uzgodnienia dla nas ważne, bo jesteśmy jednym z najważniejszych beneficjentów unijnego budżetu, więc dobrze będzie  jeśli budżet na lata 2014-20 pozostanie. Brytyjskie sądy będą nadal, przez następnych osiem lat,  przekazywać sprawy związane z prawami obywatela do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, ale, jak twierdzi uspokajająco Downing Street, „są to zwykle dwa – trzy przypadki w roku”. A więc Theresa May przegrała jednak tę  ważną dla Brytyjczyków sprawę. W kwestii granicy z Republiką Irlandii, po rebelii DUP, wprowadzono 6 poprawek. Otóż Północna Irlandia zachowa identyczne przepisy celne co UK, a kontrola celna „nie zostanie zepchnięta do Morza Irlandzkiego”, czyli jednak rodzaj jakiejś granicy powstanie. Nie ma  zgody na plan Sinn Fein „specjalnego statusu” dla Irlandii Północnej z innymi przepisami celnymi niż obowiązują w Zjednoczonym Królestwie. Za to jest na 39 mld  funtów rachunku rozwodowego z Brukselą, czyli dobrze ponad 40 mld licząc w euro.  Będzie to rachunek płacony w ratach przez kilka lat, no i mniejszy niż poprzednie brukselskie prognozy 50-60 mld funtów. Czyli w sumie - widać pewne zadowolenie z niższej kwoty rozwodowej, z kolei niezadowolenie z konieczności akceptowania przez jakiś czas wyroków Trybunału Sprawiedliwości, oraz ukontentowanie z tego, że między Północną Irlandią a Republika Irlandii będzie jednak granica, na czym Brytyjczykom bardzo zależy.

   Co dalej? W tym tygodniu, 13 grudnia debata w PE i głosowanie nt. „umowy rozwodowej”, 14-15 grudnia – szczyt Unii, na którym prawdopodobnie zapali się „zielone światło” dla rozmów o umowach handlowych i okresie po-brexitowym. W styczniu 2018 – początek rozmów na ten temat, październik 2018 roku – ostateczne porozumienie i przygotowania do ratyfikacji przed upływem dwuletniego okresu, o którym mówi artykuł 50, no ina koniec marzec 2019 roku – wyjście Wielkiej Brytanii z kochającej rodziny unijnej, na które czeka z niecierpliwością większość jej obywateli. W jakim stanie będzie wtedy szarpana wewnętrznymi sprzecznościami, generująca własne problemy, egoistyczna i arogancka, Unia Europejska, tego nie wie nikt.

Elżbieta Królikowska-Avis. 12 grudnia 2017

PS. I news z ostatniej chwili: po raz pierwszy od czerwcowych wyborów parlamentarnych 2016 roku, Partia Konserwatywna wyprzedziła w sondażach Partię Pracy. Wzmocnienie, to oczywista odpowiedź na  zakończenie pierwszej fazy negocjacji nt. Brexitu. Na Wyspach powiało optymizmem.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl