Niemen. Czesław Niemen. Artysta fantastyczny. Artysta niepokorny. Artysta niedoceniany. Artysta powracający do nas z przepiękną poezją. Artysta, który wziął na siebie trud śpiewania najpiękniejszych tekstów polskich poetów, w tym Norwida. I jakby za tym ostatnim powtarzał: „odpowiednie dać rzeczy-słowo”. Artysta, który powinien być przypominany w każdym roku. 17 stycznia 2018 r. mija 14 lat od jego śmierci.
Wszedł w mój świat z longplayem „Dziwny jest ten świat”. Jednym z pierwszych jakie sobie kupiłem.
„Ta książka wzięła się z zachwytu. Kluczowym momentem, który zadecydował o jej powstaniu, był opolski festiwal w 2013 r. Natalia zaśpiewała wówczas piosenkę Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat” w duecie z ojcem, który pojawiał się na telebimie. Ciarki na całym ciele, łzy w oczach-tak w skrócie mógłbym opisać to, co działo się ze mną podczas tego występu. Oglądałem go potem jeszcze kilkanaście razy, zawsze z tym samym skutkiem. I kiedy dzisiaj odtwarzam go w internecie, reakcja również jest ta sama. Siła głosu obojga wokalistów, ten rodzaj ekspresji, kiedy śpiewa się całym sobą, wreszcie improwizowane przesłanie płynące ze sceny na końcu utworu-wszystko to uderza ogromnym ładunkiem prawdy, która nie pozwala na obojętność”. Tak pisze we wstępie Szymon Babuchowski w książce-„Niebo będzie potem”-rozmowie z Natalią Niemen, Wydawnictwo Niecałe Bytom 2016 r.
Właśnie, obok tego artysty nie można przejść ot tak, że to kolejny, jeszcze jeden artysta, kolejny utwór. Za dużo zostaje w sercu po wysłuchaniu Niemena. Każdej jego piosenki.
W Opolu, gdy wykonywał „Dziwny jest ten świat” 25 czerwca 1967 na próbach śpiewał inaczej, bez takiej ekspresji i siły wyrazu, by festiwalowa cenzura nie zaatakowała go, by nie było nakazu zaśpiewania inaczej, niż to sobie wyobrażał artysta. To, co znamy z nagrań z tego festiwalu, to najpełniejsza wersja artysty, tak jak on to sobie wyobrażał. Szok zarówno publiczności jak tak zwanych „decydentów” był ogromny. Publika przyjęła ten niewątpliwy protest-song artysty z pełnym uznaniem i aplauzem. A oficjele ze zdziwieniem w kraju ”budującym socjalizm, ustrój ludzkiej szczęśliwości”, gdzie człowiek miał być przyjacielem każdego. A był w rzeczywistości wilkiem, na przykład w nader licznych kolejkach. To w tym świecie mieściło się wiele zła, co przypominał kompozytor i autor nagrodzony wówczas licznymi brawami! I jeszcze na tej płycie „Wspomnienie” Juliana Tuwima. Wykonawca i poeta kierował młodych ludzi w stronę prawdziwej poezji i sztuki. I wzruszał, nie ma co ukrywać.
Potem znowu niesamowita płyta (po „Sukcesie”) „Czy mnie jeszcze pamiętasz?? I powrót do szczęśliwych lat dzieciństwa, do Kresów, jakbyśmy dziś powiedzieli, do Białorusi, do przedwojennej Polski. Niemen przecież urodził się w 1939 r. w województwie nowogródzkim:
„Gdzie modra rzeka niesie wody swe, Tam słońca blask ujrzałem pierwszy raz, Nad brzegiem jej spędziłem tyle chwil, Że dziś, bez rzeki, smutno mi, Tam każdy dzień, to skarb, Dziś ... mój jedyny skarb.
Choć czas jak rzeka, jak rzeka płynie, Unosząc w przeszłość tamte dni, Choć czas jak rzeka, jak rzeka płynie, Unosząc w przeszłość tamte dni
Do dni dzieciństwa wraca moja myśl, W marzeniach moich żyje rzeka ta, Tak bardzo chciałbym być nad brzegiem jej, Więc niech wspomnienie dalej trwa, Tam każdy dzień, to skarb, Dziś ... mój jedyny skarb”. I tu znowu decydenci „nie wpadli” o czym ten wspaniały utwór. A my mogliśmy często słuchać jak się tęskni za swoim krajem rodzinnym, za Kresami.
Niemen ciągle się rozwijał. Kolejna jego płyta to „Niemen Enigmatic” z rozbudowanym i wspaniałym „Bema pamięci rapsod żałobny”. Czy ktoś tak potrafi do dziś śpiewać Norwida? Sama muzyka oddaje tempo marsza za trumną:
„Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz, Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? - Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;. Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz. - Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,. Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie...”.
Wszyscy byli zachwyceni tak Wielką Sztuką. A ja z kolegami Krzysztofem i Andrzejem w akademiku wielokrotnie odtwarzałem „Jednego serca” Adama Asnyka:
„... Jednego serca! tak mało, tak mało, Jednego serca trzeba mi na ziemi, Co by przy moim miłością zadrżało, A byłbym cichym pomiędzy cichemi. ... słodko, marząc o aniele, Który mnie niesie w objęciach do nieba. Jednego serca! Tak mało mi trzeba... A jednak widzę, że żądam zbyt wiele!”.
A „Kwiaty polskie” J. Tuwima w interpretacji Niemena. Kto tak by chciał w czasach wszechobecnej globalizacji przypominać o pięknie naszego kraju i jego przyrody? I kiedyś to było...no tak Niemen śpiewa. A dziś dociera do mnie i mojego pokolenia, chociaż nie tylko, ale jak śpiewa? I czy to nie jest przypomnienie, że mamy być dumni, iż jesteśmy Polakami. Tu i u siebie! Jedną piosenką! To też wielkość Niemena.
Rozmawiałem z Natalią po jednym z jej występów w olsztyńskim amfiteatrze im. Czesława Niemena. Pytałem o muzyczne inspiracje tego wielkiego Artysty. I wtedy i teraz na stronach wyżej wymienionej książki (str. 126) pisze tak:
„Mnie z siostrą bardziej interesowały płyty, które nam tata puszczał. To były głównie nagrania czarnoskórych krzykaczy z lat sześćdziesiątych: Arethy Franklin, Otisa Reddinga, Wilsona Picketta, Sama Cook’ a. tata też był rozkochany w Mahalii Jackson, podsuwał nam jej nagrania”.
Aranże i wykonania z takich płyt jak „Sukces” i „Czy mnie jeszcze pamiętasz”, blacha (saksofony, trąbki) w aranżacjach potwierdzały, że interesowała go „muzyka duszy”-soul music!
Ale sztuką jest wypracować swój własny styl, swoje własne interpretacje. A robił to niezawodnie także i w późniejszych czasach, gdy używał elektroniki i śpiewał sam. Pamiętam jego występ w 1996 r. na dziedzińcu zamku kapituły warmińskiej w Olsztynie, pod oknami, gdzie kiedyś mieszkał Mikołaj Kopernik. Pierwsza, ta w pełni elektroniczna część była ciekawa, nastrojowa. Ale, gdy w drugiej zaczął grać „Stodołę”, rytmicznie i porywająco, rockowo, publiczność biła ogromne brawa.
Jego utwór „Sen o Warszawie” od 12 marca 2004 r. (też 14 lat) jest wykonywana przed każdym spotkaniem Legii Warszawa na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie jako hymn kibiców.
Niemen to artysta wielowarstwowy. I trzeba się go nauczyć słuchać. Właśnie „słuchać”, a nie tylko odsłuchiwać, jak robi to teraz większość młodzieży z małymi słuchawkami w uszach.
Moje uwielbienie dla Niemena i tego, co potrafił w tamtych czasach zrobić ze swoimi słuchaczami oddaje jeszcze jedno zdarzenie! Byłem na obozie górskim w Szklarskiej Porębie. Ale towarzystwo było takie, że całymi dniami przesiadywaliśmy w kawiarniach, w ogóle nie ruszając w góry. Dotrzymywałem, niestety, towarzystwa, ale to mnie nudziło. Gdy przyjechał kolega z Trójmiasta i powiedział, że na sopockich Wyścigach są ostatnie występy Niemena z SBB: Józefem Skrzekiem, Antymosem Apostolisem, Jerzy Piotrowskim! Ani chwili się nie wahałem. Jechałem całą noc pociągiem ze Szklarskiej Poręby Średniej do Sopotu, koncert i znowu całą noc w pociągu z powrotem. Ale ten wspaniały występ zapadł mi głęboko w serce! Do dziś!
Na płycie „N. AE./KATHARSIS” cytuje słowa poety P.B. Shelley’a:
„Kłody u nóg czegoś, co w przeciwnym razie mogłoby wzlecieć, Ponad najwyższą gwiazdę nieba, dokąd jeszcze nie dotarł nikt, Mglistą u szczytu ziejącej próżni...”. Taki był Niemen. Artysta. Razem ze sobą pozwalał nam docierać tam, gdzie „jeszcze nie dotarł nikt...”.
Andrzej Dramiński
