Krzysztof Kłopotowski proponuje przyznać Hienę Roku Tomaszowi Lisowi za teksty w „Newsweeku” Cezarego Łazarewicza i Michała Krzymowskiego. Wcześniej Lis sam się zgłosił po Hienę. Czy wystarczy Hien SDP dla wszystkich chętnych i czy trzeba je dawać każdemu, kto się po nią zgłosi? Dobre pytanie. A odpowiedź? – poniżej.
Nominacje do Hieny Roku już padły: Wojewódzki i Figurski, Łazarewicz, a teraz Krzymowski czy Lis (? – na razie to tylko propozycja Krzysztofa Kłopotowskiego). Wojewódzki i Figurski nie są dla mnie dziennikarzami, więc wyraziłem swoje separatum wobec tej nominacji. Na Łazarewicza nie głosowałem, głos oddałem na inną kandydaturę. A co myślę o tekstach Łazarewicza i Krzymowskiego?
„Ojciec braci” („Newsweek”, 9-15 lipca) jest artykułem z tezą. Przeczytałem dokładnie ten artykuł trzy razy, by nie mieć wątpliwości; teza - moim zdaniem - brzmi: o pamięć Rajmunda Kaczyńskiego nie zadbała i nie chciała zadbać najbliższa rodzina. Artykuł publicystyczny powinien mieć tezę do udowodnienia. Nic dziwnego, że i ten miał. Czy teza została udowodniona?
Prześledźmy argumenty. Jakie były przejawy tej niechęci i skąd się ona wzięła: - małżeństwo Jadwigi i Rajmunda Kaczyńskiego było przypadkowym małżeństwem (mówi „przyjaciółka” Jadwigi Kaczyńskiej) – Jadwiga Kaczyńska nie przepadała za mężem ( mówi „przyjaciółka”, ale nie wiadomo czy ta sama, czy inna) – jego (Rajmunda Kaczyńskiego) ukochaną była Irka (mówi Jerzy Fiedler, kolega z liceum) – „ojciec całe dnie spędzał w pracy i miał mniejszy wpływ na moje życie” (zacytowana wypowiedź Lecha Kaczyńskiego) – nie był świętoszkiem, ludzie plotkowali o jego romansie, „ale on sam o swoich przygodach nikomu nie opowiadał” (prof. Wiesław Gogół, który z Kaczyńskim pracował od końca lat 50. XX w. w Instytucie Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej) – Jadwiga Kaczyńska nie chodziła z nim na spotkania kombatanckie, bo nudziły ją powstańcze opowieści (cytowana wypowiedź Jadwigi Kaczyńskiej z jakiegoś wywiadu) – w czasie hucznych obchodów Powstania Warszawskiego w 2004 roku „rolę bohatera powstania” odgrywała Jadwiga Kaczyńska a nie jej mąż, którego nie było nawet na uroczystym bankiecie w ratuszu (źródło: Jerzy Fiedler) – Rajmund Kaczyński był człowiekiem z zadrą w sercu, „Niby był dumny z synów, ale ciągle miał do nich pretensje” (źródło: koledzy Rajmunda) – „Pogrzeb na warszawskich Powązkach był skromny. Żadna gazeta nie napisała o pogrzebie” – w dwóch największych dziennikach warszawskich nie ma ani jednego nekrologu zamówionego przez najbliższą rodzinę, bo Jarosław Kaczyński, ponoć, „nie chciał, żeby stało się to pretekstem do grzebania w życiorysie ojca” („mówi przyjaciółka Jadwigi” – ta sama, co wcześniej? jakaś inna?).
Jaka jest siła tych dziesięciu argumentów? Wszystkie one potwierdzają tezę wyjściową. Na czym są oparte? W połowie, na anonimowych informatorach. Trzykrotnie występuję „przyjaciółka”, ale być może jest to wciąż ta sama osoba. Inne źródła to koledzy Rajmunda i zasłyszane plotki o romansie (źródło z drugiej ręki). Takie źródła mają swoją wartość w dziennikarstwie śledczym czy interwencyjnym, gdzie informatorzy proszą o zachowanie anonimowości, bo się obawiają o swoje bezpieczeństwo (zał. nr 1, poniżej). W tej sytuacji, kiedy wciąż żyje wiele osób pamiętających Rajmunda Kaczyńskiego, uciekanie się do źródeł anonimowych nie jest z pewnością zaletą tekstu, choć można zrozumieć asekurację wypowiadających się osób i chęć ukrycia tożsamości; nie chciały stać się z prywatnych osobami publicznymi. Ale czy Rajmund Kaczyński chciałby, by o jego intymnych sprawach mówiono publicznie?
W gruncie rzeczy chodzi o coś innego, o tę kategorię, którą zarówno Robert Mazurek w rozmowie na portalu sdp.pl, jak i w felietonie opublikowanym przez Piotra Legutko nazwali kategorią przyzwoitości i smaku. Bo w natłoku różnych, i pozytywnych i negatywnych informacji o Rajmundzie Kaczyńskim (o jego działalności publicznej można pisać wszystko, bez ograniczeń, bo to w żaden sposób nie narusza zasady prywatności, pod warunkiem, że uczciwie i rzetelnie) znalazło się kilka subiektywnych, plotkarskich domysłów, które naruszały nie tylko prywatność „prywatnej” (a nie „publicznej”) osoby, ale sprawiły niewątpliwie ból i cierpienie osobom żyjącym. A przecież jednym z nakazów etycznych w dziennikarstwie, np. w kodeksie Stowarzyszenia Dziennikarzy Zawodowych w USA (SPJ Sigma Delta Chi – zał. nr 3) jest minimalizowanie cierpienia. Zmarły już nie cierpi, ale „cierpi” dobra pamięć po nim w osobach jego najbliższych.
Cezary Łazarewicz naruszył tym tekstem tabu pisania o rodzinach polityków, gdy nie ma to związku z ich działalnością polityczną - dobry obyczaj uszanowania prywatności i nieburzenia miru domowego. Wcześniej zrobił to Artur Domosławski w książce o Kapuścińskim, kiedy ujawnił jego wieloletni romans. I wtedy też wielu dziennikarzy powiedziało, że nie podadzą ręki Domosławskiemu, a inni przyznali mu tytuł najlepszego dziennikarza roku (sic!). Można by powiedzieć: „ależ tu chodzi o ojca polityków”, właśnie o niego chodzi, ale siła rażenia tekstu trafia już nie w nieżyjącego ojca, tylko w członków jego rodziny.
Przy okazji: po publikacji tekstu Łazarewicza pojawiały się na portalach dywagacje o tym kim byli, ewentualnie kim są, rodzice pary znanych dziennikarzy (chodziło o Tomasza i Hannę Lis). Teksty piętnujące otwarcie rodziców rykoszetem trafiały w ich dzieci. Od kiedy to dzieci mają brać odpowiedzialność za to kim byli ich rodzice? - to chyba zdarza się tylko w państwach totalitarnych.
A co mam sądzić o artykule jednego z publicystów GP, który pisze w artykule zatytułowanym „Kundelek Ziobro”: – „Widzieli Państwo, jak ślicznie wczoraj ogonkiem zamachał, łasił się i łapę podał? [...] czy pamiętają Państwo, że to coś kreowało się jeszcze rok temu na następcę Jarosława Kaczyńskiego?” Czy nazwanie Zbigniewa Ziobro kundelkiem i „tym czymś” wskazuje ogólnie na „uszanowanie ludzkiej godności” (jednej z zasad Karty Etycznej Mediów – zał. nr 2)? A cóż powiedzieć o setkach postów na portalach, w których internauci bez żenady nazywają innych ch…, k… i sk…nami. Czy im wszystkim również przyznawać Hieny? A może należy się ten tytuł wydawcom tych portali, bo wszak dziś to moderatorzy są odpowiedzialni za wpisy naruszające dobra osobiste. Ale to już jest norma, że nazwanie kogoś ch… (jak to zrobił np. Hołdys, wypowiadając się w PRESS o Jarosławie Kaczyńskim), nie jest traktowane jak obraza. To standard – nowy standard nowych czasów.
Gdyby jednak tekst Łazarewicza został opublikowany w jednym z tabloidów, to nie zrobiłby on specjalnego wrażenia, bo do tego, że tabloidy naruszają prywatność zarówno osób publicznych, jak i niepublicznych, już się przyzwyczailiśmy. Problem w tym, że „Newsweek” przejmując pewne wzorce tabloidów (np. szokujące okładki), staje się niejako tabloidowym tygodnikiem. Ale czy przyznawać Hienę Roku za to, że artykuł godny tabloidu, opublikowany został w tygodniku opinii? Cezary Łazarewicz jest autorem nie tylko tego jednego artykułu, a myślę, że Hiena – jeśli w ogóle miałaby być przyznawana – to za przemyślne, wyrachowane działania, czerpanie korzyści z cudzego poniżenia, żerowanie na nieszczęściu i na krzywdzie ludzkiej. Czy w tym przypadku rzeczywiście takie były intencje autora, znanego przecież z licznych i wiarygodnych artykułów? Zanim się wyda wyrok, czyż nie lepiej przyjąć zasadę domniemania niewinności i sprawę gruntownie zbadać? Tak jak to zrobili członkowie byłego Zarządu Głównego SDP, gdy przeprowadzili śledztwo dziennikarskie w sprawie wywiadu, którego nie było. Czy zanim takie badanie zostałoby przeprowadzone, nie lepszym kandydatem na Hienę Roku byłaby np. redaktorka naczelna pewnego pisma kolorowego, która napisała książkę o matce małej Madzi, a której to książki nie chciał rozpowszechniać EMPIK?
Powróćmy jeszcze do „Newsweeka” i drugiego tekstu – artykułu Michała Krzymowskiego „Srebrny układ” („Newsweek”, 20-26 sierpnia). Krzysztof Kłopotowski wzywa, by za ten tekst przyznać Tomaszowi Lisowi Hienę Roku „za usłużne manipulowanie w celu propagandowym informacjami wyjętymi z kontekstu, co zmienia ich sens, z ogromną szkodą dla interesu publicznego”. Dlaczego Lisowi – spytam - a nie Krzymowskiemu? Co więcej w samym tekście (pewnie bym go nie przeczytał, gdyby nie felieton K.K.) nie znajduję szczególnych rewelacji o partiach politycznych, bo każdy wie, że partie inwestują publiczne pieniądze w swoje partyjne interesy. I wszystko to – co nawet stwierdza Lis we wstępniaku – na drodze legalnej. Ciekawy jest wątek o powiązaniach między GP a PiS, ale czy o to cały ten rwetes? Czy może o kilka zdań na temat ochrony Kaczyńskiego…? Bo jeśli o to ostatnie, to jakby z armaty strzelać do wróbla. Po co jednak łączyć artykuł Łazarewicza z tekstem Krzymowskiego, w którym nie zostały naruszone zasady etyczne? Czy tylko po to, by dopaść Lisa? To raczej ma niewielki sens.
W reakcjach na nominację Łazarewicza jego obrony podjęli się sygnatariusze listu podpisanego przez 16 członków oddziału warszawskiego SDP. Jego autorzy pisali m.in.: „Przypominamy, że antynagroda „Hiena Roku” służyć ma piętnowaniu wyjątkowo nagannych zachowań i nie może być traktowana jako broń w doraźnej walce politycznej. Zarząd Główny SDP powinien bronić apolityczności naszego Stowarzyszenia, dlatego apelujemy do nominujących o zachowanie rozsądku i powagi dla dobra nie tylko SDP, ale i całego środowiska dziennikarskiego”. Nominacja posłużyła do oskarżeń o upolitycznienie działań związku. Jak każda decyzja dotycząca choćby pośrednio polityki i polityków, również decyzja ZG Stowarzyszenia MUSI mieć reperkusje polityczne, ale nie siedzę w głowach członków Zarządu Głównego, żeby mieć pewność, że kierowali się właśnie motywami politycznymi. Takiej tezy nie da się udowodnić, a głoszenie jej expressis verbis przez przeciwników ZG dowodzi tylko, jakie pobudki działania przypisują oni zarządowi. Jednak kolejna nominacja do Hieny dla Krzymowskiego albo dla Lisa za artykuł cytowany przez Krzysztofa Kłopotowskiego oznaczałaby teraz, że zarząd rzeczywiście „ochrania” PiS przed negatywnymi publikacjami. Nie mieszajmy ludziom w głowach i nie stawiajmy obu tekstów na tym samym poziomie. Lis i jego „Newsweek” mogą pisać co chcą (i jak chcą, byle w oparciu o fakty) o PiS, ale „nie wolno naruszać prywatności i sfery intymnej” osób niepublicznych, gdy nie jest to uzasadnione ważnymi powodami (zał. nr 1).
Jaki jest morał z tej opowieści?
Hiena podzieliła środowisko i nadal będzie dzielić, dopóki przydzielający Hienę nie będą mieli za sobą poparcia zdecydowanej większości dziennikarskiego świata. W odniesieniu do nominacji Łazarewicza takiego poparcia nie ma. Jest w przypadku Wojewódzkiego i Figurskiego, ale dla mnie oni nie są dziennikarzami, tylko satyrykami i komikami (jak Jay Leno w USA) – można im przyznać „nagrodę” za wyjątkowe chamstwo na antenie, ale nie oceniać według dziennikarskich standardów.
Z SDP odszedł wczoraj (po 50 latach) Andrzej Bober. Żałuję, bo to dobry dziennikarz. Pokłóciliśmy się ostatnio o felieton i zrezygnował z pisania dla portalu, teraz opuścił Stowarzyszenie. Nie wolno tego bagatelizować i mówić, że jest to tylko jeden spośród kilku tysięcy członków, bo za nim mogą pójść następni. Kiepska to perspektywa, gdyby miało nas w SDP ubywać a nie przybywać. Trzeba walczyć o każdego i bronić interesów całego środowiska. Czy Hiena jest do tego celu odpowiednim środkiem?
Dwa razy głosowałem przeciwko przyznaniu Hieny, bo za wielu było kandydatów. Dwa lata temu były to m.in. GW, GP, czy TVN, ale poprzedni zarząd wstrzymał się z przyznaniem tej antynagrody. Obecny zarząd podobnie uczynił w ubiegłym roku. Jak będzie w grudniu 2012? Przysłowie mówi: do trzech razy sztuka. Na mój głos Tomasz Lis nie może liczyć. Nie dam mu tej satysfakcji.
Marek Palczewski
23 sierpnia 2012
Załączniki:
1. Kodeks Etyki Dziennikarskiej SDP
II - Zbieranie i opracowanie materiałów
6. Nie wolno naruszać prywatności i sfery intymnej; wyjątek mogą stanowić - w uzasadnionych okolicznościach - działania w zakresie dziennikarstwa śledczego, także wobec osób publicznych.
7. Dziennikarza obowiązuje zachowanie tajemnicy źródła informacji, osoby i wizerunku informatora, jeśli on tego wymaga; tajemnica może być ujawniona - z tym zastrzeżeniem - jedynie przełożonemu.
III - Dziennikarz wobec rozmówców i odbiorców
10. Dziennikarz powinien okazywać szacunek osobom, bez względu na ich odienność ideową, kulturową czy obyczajową, co nie oznacza zgodności z ich poglądami.
2. Fragmenty Karty Etycznej Mediów (1995 r.)
• Zasada szacunku i tolerancji - czyli poszanowania ludzkiej godności, praw, dóbr osobistych, a szczególnie prywatności i dobrego imienia.
• Zasada pierwszeństwa dobra odbiorcy - co znaczy, że podstawowe prawa czytelników, widzów i słuchaczy są nadrzędne wobec redakcji, dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców.
3. Code of Ethics - Society of Professional Journalists (1996)
Minimize Harm
Ethical journalists treat sources, subjects and colleagues as human beings deserving of respect.
Journalists should:
— Recognize that gathering and reporting information may cause harm or discomfort. Pursuit of the news is not a license for arrogance.
— Recognize that private people have a greater right to control information about themselves than do public officials and others who seek power, influence or attention. Only an overriding public need can justify intrusion into anyone’s privacy.
