Tydzień w mediach minął pod znakiem wyboru papieża (czego nie sposób było nie zauważyć), telewizyjnego występu kabaretu „Limo”, (który niestety trzeba było zauważyć) oraz skazującego wyroku na kiboli za okrzyk „Donald matole, twój rząd obalą kibole”, (który to wyrok przeszedł ledwie zauważony). Te trzy z pozoru różne sprawy połączył wspólny problem: sporu o granice wolności słowa.

W kwestii wyboru nowego papieża to media (szczególnie elektroniczne), od miesiąca postanowiły zanudzić nas i siebie samych dość jałowym wróżeniem z fusów na temat tego, kto będzie nowym biskupem Rzymu. Tuż przed konklawe, mniej zaangażowani widzowie mieli już chyba tylko jedno marzenie: wszystko jedno jak, byle szybko się skończyło. Skończyło się rzeczywiście szybko i… zaskakująco. Tak zaskakująco, że przez następne kilka dni media, nie znając nowego wybrańca, do spodu raczyły nas opowieściami o papieskich podróżach metrem i autobusem. Uporczywe eksploatowanie tych dwóch sympatycznych wątków mogło u wielu odbiorców doprowadzić wręcz do utraty sympatii dla ich bohatera, ale w mediach zaiskrzyło z innego powodu. Tym powodem były niezbyt pewne i nieudokumentowane informacje o jakiejś współpracy nowego papieża z wojskową juntą, a z drugiej strony kilka znacznie lepiej udokumentowanych informacji o pomocy świadczonej przez niego prześladowanym.

Ducha sporu nieźle oddaje felieton Marcina Wolskiego na sdp.pl. Autora oburzyło, że na „lustrację” papieża Franciszka pozwolił sobie red. Stasiński, przedstawiciel środowiska, w innych przypadkach, nastawionego do lustracji krytycznie. Do tej słusznej uwagi dodam swoją. Mnie równie dziwi „lustracyjne” oburzenie red. Wolskiego, przedstawiciela środowiska do lustracji nastawionego raczej przychylnie. Istotą lustracyjnego problemu nie jest bowiem sama lustracji, ale sposób jej przeprowadzania, wiarygodność źródeł i często nadmierna pochopność wyciągania daleko idących wniosków. Postrzeganie dopuszczalności „lustracji” w zależności od punktu siedzenia, a nie w zależności od wiarygodności dochodzenia prowadzi jedynie do ograniczenia wolności słowa. Niestety to właśnie punkt siedzenia nader często przekłada się u nas na postrzeganie granic wolności słowa.

Ten sam problem wypłynął po występie Kabaretu „Limo” w TVP. „Limo”, za pośrednictwem publicznej telewizji postanowiło uraczyć nas niewybrednymi żartami na temat papieża „puszczającego bąki” i starszych kobiet, których „długość płaszcza” ma wiele wspólnego z „długością piersi”. Natychmiast odezwał się parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania ateizacji, żądając od TVP przeprosin i... o zgrozo, przeprosiny te otrzymał. Pisze o zgrozo, bo parlamentarny zespół był oburzony nie kompromitującą obecnością prostactwa na publicznej antenie, ale dopuszczeniem na tę antenę „pełzającej ateizacji”. Taki sposób myślenia może doprowadzić publiczną tv do przeprosin za niegdysiejszą emisję „Latającego cyrku Monty Pytona”, przy równoczesnym pozostawieniu na antenie różnej maści prostactwa, byle nie „pełzającego”. Przykre jest, że owego „papieskiego bąka”, tak naprawdę puścił nie tylko kabaret „Limo”, ale i parlamentarny zespół wespół w zespół z TVP i nawet niczego nie poczuli. Mam na myśli wstyd.

No i ostatnia sprawa. Wyroki grzywny na kiboli. Okrzyki „Donald matole, twój rząd obalą kibole” nie należą do wyszukanych. Ten styl wypowiadania się o premierze nie podoba mi się niezależnie od tego czy premierem jest Tusk czy Kaczyński, ale w żadnym z tych wypadków nie powinien podlegać karze. Cieszy mnie, że premier zapowiedział zmianę paragrafu na podstawie, którego owych kiboli skazano. Mam niestety trochę obaw co do słowności pierwszego ministra, więc niech opozycja dopilnuje dotrzymania słowa. Byłoby jeszcze piękniej gdyby zmian dokonano w pakiecie, do którego proponuję dołączyć paragraf o „obrazie uczuć religijnych” oraz słynny „paragraf 212” zezwalający na karanie więzieniem za słowne naruszenie dóbr osobistych. Dopiero wtedy uwierzę, że politykom zależy na wolności słowa bez względu na to, kto z niej korzysta.

Andrzej Kaczmarczyk

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl