Poważne gazety amerykańskie, na przykład The New York Times i The Washington Post mają rzecznika czytelników, który na łamach ocenia pracę kolegów redakcyjnych. Czasem wyjaśnia dlaczego zrobili to, co zrobili. Czasem ich wprost publicznie krytykuje. To trudne zajęcie. Trzeba działać na przekór próżności ludzkiej i wbrew doraźnym interesom gazety na rzecz czegoś, co jest nieuchwytne, ale wyczuwalne. Czyli wiarygodności.  Wydawca N Y Timesa Arthur Ochs Sulzberger Jr przyjmując na to stanowisko u siebie w gabinecie kolejnego rzecznika powiedział: „No więc przyszedłeś. Jesteś jeszcze głupszy, niż wyglądasz.”

  Myślę, że takich głupców potrzeba w polskiej prasie, gdzie pusta retoryka i emocje wypierają poważne dziennikarstwo. Zżymam się na kolegów, którzy mają poglądy podobne do moich, ale głoszą gołosłowne twierdzenia. Oparte na ich pisarskiej intuicji, a jeżeli na faktach, to tylko im znanych. Jedyna pociecha, że potwierdzają w ten sposób mój własny światopogląd. Nie wiem tylko, czy jest ciągle prawdziwy, bo może już zmieniła się rzeczywistość i należałoby poglądy zmienić.

   W wypadku elukubracji kolegów z przeciwnego obozu oczywiście nie ma tej pociechy, że potwierdzają mój światopogląd. Przeciwnie, staraja się obalić, ale to tylko słowa, słowa, słowa. Szkoda, bo zmieniłbym poglądy, gdyby potrafili mnie przekonać twardymi faktami zamiast prób wykazywania, jaki jestem głupi, dlatego że nie stoję po ich stronie. Może i jestem głupi, ale taki głupi, żeby nabrać się na pustosłowie, to nie.

   Wyobraźmy sobie, że Gazeta Wyborcza ma swojego rzecznika czytelników.  Ależ mówię serio! I ten rzecznik po wewątrzredakcyjnym śledztwie wyjaśnia szerokiej publiczności na łamach gazety, skąd się wzięły kolejne „narracje” na przykład w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej. Koledzy, którzy dali się użyć politykom rumienią się po kątach i na zebraniach redakcyjnych skromnie spuszczają oczy. Wstyd stąd się wziął, że redaktor naczelny długo wiercił się na krześle w gabinecie pod surowym spojrzeniem rzecznika czytelników, aż w końcu zdecydował: -  trudno, skoro taka jest prawda, trzeba to ogłosić.

   Wyobraźmy sobie rzecznika w także w Rzeczpospolitej. W tym wypadku nie będę popuszczał wodzy swej fantazji, bo czasem tam publikuję, więc miałbym konflikt interesów i byłby powód do wkroczenia rzecznika czytelników. Myślę jednak, że rzecznik przydłaby się także i w tej redakcji. Myślę także, że się go nie doczekam ani w Wyborczej, ani w Rzeczpospolitej.

   Mam więc propozycję dla kolegów z Zarządu Głównego SDP. Zafundujcie rzecznika czytelników dla każdej z obu gazet. Skoro będą brali pieniądze za pracę od Was, zamiast od nadzorowanych redakcji, zapewni to im swobodę w działaniu i ocenach. Niech popracują na próbę miesiąc, dwa, może kwartał i niech ogłaszają co miesiąc swe raporty na portalu Stowarzyszenia. Może zachęcona wynikami takiego nadzoru Rzeczpospolita zatrudni go potem siebie. Ba! Może nawet Wyborcza uzna, że warto mieć bat nad grzbietem. Takie trzymają mnie się żarty.    

Krzysztof Kłopotowski

30 maja 2012

  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl