Kongres Mediów Niezależnych jest  tak ważnym wydarzeniem, że każdy dziennikarz powinien wyrobić sobie na to pogląd. Korzystając z zaproszenia jako gość honorowy napisałem do Kongresu list z zachętą, żeby nie zamykać się w twierdzy ludzi lepszych, otworzyć na argumenty przeciwników i szukać wspólnej płaszczyzny. Po tej drugiej stronie także są zacni ludzie.

Razem powinniśmy prowadzić do odsunięcia od władzy szkodliwej ekipy Donalda Tuska. Nie przez propagandę, lecz rzetelną informację i wymianę opinii zbliżającą stanowiska. Sądząc po komentarzach do listu umieszczonego na portalach wPolityce i S24, pomysł otwarcia został źle przyjęty przez  „lud pisowski”.  Ten woli przekonanie o swej świętej racji. Na szczęście nie lud rządzi, ale rozumniejsi przywódcy polityczni oraz liderzy opinii, jakimi są dziennikarze, którym można wyjaśnić  pewne rzeczy.  Ważny jest też głos opozycyjnych profesorów Andrzeja Nowaka i Andrzeja Zybertowicza, żeby pozyskiwać część przeciwników, jaki dobiegł z ostatniego kongresu Polska Wielki Projekt.

Dziennikarz nie ma środków, aby składać oferty polityczne. Może jednak wypracować język sprzyjający porozumieniu części skłóconych obozów.  Napisałem do Kongresu Mediów Niezależnych, , że „poglądy to pewien sposób bycia, a nie wierne odbicie świata w lustrze naszego umysłu. To narzędzia do osiągania celów. Dlatego nie należy przywiązywać się do poglądów bardziej, niż każe użyteczność. Nie wmawiajmy sobie, że po naszej stronie są jakieś wartości absolutne, absolutna prawda.”  Pewien przedstawiciel ludu pisowskiego dał typową ich odpowiedź: prawda jest tylko jedna, choć nie łatwo do niej dotrzeć. „Każdy światopogląd, który zakłada istnienie wielu prawd należy uznać za z gruntu fałszywy.” Czyżby?  Wiedza, czyli tak zwana prawda, oparta jest na znanych faktach. Kiedy dochodzą nowe, zmienia się wiedza.  A to znaczy, że każda prawda jest względna, bo może się zmienić ze zmianą czasu lub punktu widzenia.

Weźmy historyczną,ale dziwnie aktualną kwestię. Czy powstanie warszawskie mogło wygrać? Ten, kto wydał rozkaz uważał, że powstanie zwycięży. To była jego prawda oparta na strategicznej rachubie sił. Ale doszły nowe fakty, i prawda była się inna. Kolejny przedstawiciel ludu pisowskiego odpisał, że moja wypowiedź jest kompromitująca, bo podporządkowuje prawdę użyteczności, a dociekanie prawdy jest powinnością dziennikarza. Owszem, jednak dociekanie prawdy odbywa się przez rozpatrywanie różnych punktów widzenia.  Nawet w tak podstawowych sprawach, jak fizyczne parametry faktów.  Na przykład czas katastrofy smoleńskiej jest ustalany przez porównywanie różnych doniesień.  Natomiast  „zdrajcy” i „tchórze”, którzy odradzali powstanie warszawskie, jednak mieli  rację. Kto śmiałby wydać rozkaz walki znając jej wynik? Dlatego nie należy z góry odrzucać poglądu przeciwnika w debacie.  A czy prawda jest ważniejsza od użyteczności? Prawda nieużyteczna nie ma wartości. Szukanie prawdy musi czemuć służyć a zaczęło się od chęci naszego przetrwania w świecie. Dlatego ciągle jej szukamy, że stawka jest wysoka. Jak to pięknie ujął Nietzsche: prawda  jest tym rodzajem kłamstwa, bez którego nie moglibyśmy żyć. 

Ale dość filozofii. W praktyce chodzi o to, żeby słuchać obcych argumentów.  Żeby pierwszą reakcją nie było „Nie!” ale „To ciekawe, trzeba się zastanowić”. Wykazać chęć rozumienia. Nie używać grubych słów i zbytnich uogólnień.  Nie obrażać. Są także tacy, z którymi nie może być żadnego porozumienia.  Za dużo mają za uszami. Najnowszy przykład to ten, jak mu tam, Mucholep? no wiecie. Dla takich nie ma zmiłuj.
  

Krzysztof Kłopotowski
14 maja 2012
  




 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl