Tydzień zaczął się od miłej wiadomości dla prasy „niepokornej”. Z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego Fundacja Kultury Języka Polskiego Dobrze Powiedziane dokonała analizy poprawności językowej tekstów w tygodnikach opinii. Wygrało „Do Rzeczy”. To spore osiągnięcie w świecie bez korekty, w którym czytelnik często musi się zastanawiać co autor miał na myśli, bo w tekście brakuje całego akapitu, za to inny jest wklejony dwa razy chociaż bynajmniej nie zawiera jakiejś szczególnie złotej myśli. Resztę tygodnia środowisko medialne poświęciło na tradycyjne wewnętrzne spory.
Zaczęło się od okładki „Newsweeka”, a właściwie od sporu czy kojarzy się ona z seksem oralnym między księdzem a dzieckiem, czy nie i czy publikowanie czegoś tak się kojarzącego jest dopuszczalne. Echa sporu trafiły na nasz portal, bo Piotrowi Legutko się skojarzyło, a Markowi Palczewskiemu już nie za bardzo. Mnie się też skojarzyło, chociaż okładka mnie nie oburzyła. Może dlatego, że bardziej oburza mnie istnienie paragrafu o obrazie uczuć religijnych.
Spór szybko zaczął zataczać coraz szersze kręgi, bo w ramach dyskusji, jak to często bywa, wszystko wszystkim zaczęło się z czymś kojarzyć. Podczas rozmowy Moniki Olejnik (Radio ZET) z ks. Kazimierzem Sową (religia.tv) okładka „Newsweeka” szybko skojarzyła się z tekstem ks. Puzewicza na temat obecności osób homoseksualnych w niebie, a ten temat spowodował, że ks. Sowie Tomasz Terlikowski (Fronda) skojarzył się z „arcy” czy też „nadpapieżem”. Tu skończę, bo przykłady takiego strumień świadomości można by ciągnąć bez końca. Jeszcze tylko jedna uwaga.
W związku ze sporną okładką Marzena Nykiel (Wpolityce.pl) zaproponowała, by w ramach protestu przeprowadzić bojkot wyrobu firm, które są reklamodawcami „Newsweeka”. Do bojkotu bym się nie przyłączył, ale podoba mi się sposób myślenia, który społeczne oburzenie przekłada na budowę ruchu społecznego zamiast sięgania po „ekskomunikę” i procesy sądowe.
W poniedziałek upłynął termin składania dokumentów dla ubiegających się o miejsce na cyfrowym multipleksie. Okazało się, że TV Trwam może mieć konkurencję. Do konkursu na kanał religijny stanęła (jednak tylko na chwilę) spółka Media Works zależna od Point Group, czyli wydawcy „Wprost” i „Do Reczy”. O. Rydzyk nie ustawał więc w lobbingu na rzecz swojej stacji i w wywiadzie dla Wpolityce.pl znów przypomniał, że „spotyka ludzi, którzy boją się podpisać apel w sprawie TV Trwam, bo obawiają się utraty pracy i represji. To bardzo źle świadczy o sytuacji w kraju, ale takie są fakty”. No cóż, lobbing nie jest zakazany, jednak kto jak kto, ale ksiądz spotykający ludzi odczuwających nieuzasadnione lęki powinien raczej otoczyć ich opieką niż te lęki podsycać.
Jedno jedyne miejsce na multipleksie dla kanału religijnego dzieli nie tylko zwolenników i przeciwników TV Trwam. Portal Prawy.pl, o możliwej konkurencji dla toruńskiej tv donosił tytułem: „Lisicki dorżnie TV Trwam?”, choć to nie Paweł Lisicki (szef „Do Rzeczy”), a spółka Michała Lisieckiego (współwłaściciela „Do Rzeczy”) zamierzała ubiegać się o koncesje. No cóż, to już taki tradycyjny spór na prawicy, kto ma większe prawo do prawdziwej prawicowości.
Skoro już mowa o telewizji, to w „Wyborczej” ukazał się wywiad z Juliuszem Braunem. Prezes TVP zapytany przez Sebastiana Kucharskiego o przykłady programów misyjnych w wieczornym poniedziałkowym paśmie Dwójki wymienił: „Barwy szczęścia”, „M jak miłość” i… relację z imprezy „Viva najpiękniejsi”. Naprawdę piękne!
No i już na koniec, rzecz naprawdę nie piękna. W sobotę we Wrocławiu podczas demonstracji narodowców z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych doszło do słownych ataków na reporterkę TOK FM. Od „patriotów” usłyszała: „Won! Mam ci zaj...ć k...a z otwartej czy z półobrotu? Idź stąd, k...a! Wyp....j! Do „Brukselki” do pedałów spierdzielać! Macie tą swoją żydowską gazetę - idźcie stąd! Bo tu się stanie coś złego, babo! Won, k...a!” Chciałbym, żeby władze SDP stanęły w obronie zaatakowanej, bo diagnoza Rafała Ziemkiewicza, że ostatnie uniwersyteckie zadymy narodowców to (chyba lewicowa?) „prowokacja, jakoś mnie nie przekonują.
Andrzej Kaczmarczyk
