Często piszę o tym, że ilość darmozjadów w mediach publicznych przekroczyła już wszelkie progi wytrzymałości finansowej. Zapętlono się w zewnętrznych i wewnętrznych przepisach ku uciesze tabunów doradców z prawniczym rodowodem. Media publiczne - to już nie setki, to tysiące ludzi: Parkinson, gorszy od trzęsiączki ochrzczonej jego 

Ci zresztą też się trzęsą. Głównie, że urwie się ta żyła złota. Mnożą więc zarządzenia, załączniki, wskaźniki; pączkują agencje, tuczą się pośrednicy, lobbyści i PR-owcy przekupujący kolesiów redaktorów klepiących biedę i wystrachanych do szczętu.            

 

Kiedyś materiał zbierali dziennikarze i walcowano to potem w redakcjach. Dziś chętni zaistnieniem na antenie zatrudniają agencje PR-owe, które wpychają „gotowce” tzw. zewnętrznym producentom, a ci wciskają ten kit rozlazłej, leniwej firmie, która ma rzecz bezcenną: czas antenowy!

TVP i Polskie Radio nie są w Polsce niezależne. Są kierowane przez nominatów władzy. Argument, że przy poprzednim rozdaniu partyjnym było tak samo nie powinien być decydującym choćby dlatego, że jeśli było źle to należało to zmienić. Werbalnie jest zgoda, by media nie pozostawały w łapach partii – rządu. Ale to gołosłowie i hipokryzja. A przecież to o co idzie walka czyli czasu antenowego prime time’u nie można odmierzać tylko zegarem. Jest to bowiem wielkie, społeczne oczekiwanie, że w tych właśnie godzinach – najbardziej dla ludzi wygodnych – ale jednocześnie godzinach, które utrwaliły się w naszych codziennych zwyczajach jako poświęcone na zdobycie informacji – co w Polsce, co w świecie. Kto ma te minuty – godziny społecznego zainteresowania na kanałach najszerszego zasięgu – ten ma faktyczną władzę!

Egoizm wybrańców, którzy nie rozumieją wagi swojej poselskiej misji niszczy wolność mediów. Bo przecież nie chodzi o wiadomości o d… Maryni. Chodzi o niezależność, poziom wiedzy i uczciwość tych ludzi i wobec tych spraw, które dotyczą najważniejszych problemów życia w naszym kraju. Nie interesy tej czy innej partii, lub polityka – ale sprawy dla wszystkich wspólne i ważne: to musi być przekazywane uczciwie.

Niech wiosną spłyną Wisłą i Odrą wszystkie dotychczasowe złe praktyki. Takie choćby jak zapowiadane wędrówki notabli po kraju. Po co to?

Na spotkania turystów-polityków przychodzą prawie wyłącznie ich zwolennicy. Po co komu ta lakiernia. Ba, gdyby odbywały się w zamykanych właśnie zakładach i szpitalach, w likwidowanych szkołach i na dogorywających dworcach – np. Fromborka, Dąbrowy Górniczej, w stoczni gdańskiej lub szczecińskiej. Dlaczego dostojni panowie boicie się tam pójść ???

Przed wojną o Prezydencie Polski nie mówiło się szanowny, ani nawet wielce szanowny – ale dostojny. Taki obowiązywał tytuł. Czy ktoś tak dzisiaj powie?

Dziś na eksponowanym tronie przy Wiejskiej omal nie zasiadł (zasiadła) osoba z żartu, z kpiny cynicznego prześmiewcy.

Ktoś buduje, ktoś przyjmuje dzieło a po kilku miesiącach okazuje się, że to niewyobrażalne partactwo uziemiające samoloty, komunikację dowozową, rozwinięty handel i wreszcie zawodzący tysiące ludzi w ich podróżniczych planach. I co?„Nico!” Organa milczą. Dochodzą.

Rozmywana jest odpowiedzialność. Krętactwo. Każda nowa afera przyćmiewa pamięć o poprzednich. Zapętla to się coraz bardziej. I tylko na srebrnym ekranie zabiegi formalne, ciągłe wymieniany czołówek i dekoracji w studiu zastępują nędzę okrojonego przekazu, a w fonii jubileuszowe wrzaski zagłuszają sens misji!

Czas powiedzieć BASTA!

 

                       28.02.2013                                         Stefan Truszczyński

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl