
Znowu głośno o Lisie i „Newsweeku”. A to za sprawą okładki. Coraz częściej mam wrażenie, że nie czytamy już artykułów, za to namiętnie oglądamy okładki. Niestety, jak to bywa z namiętnościami, czasami przesłaniają nam one prawdziwe obrazy.
Nie od dziś wiadomo z psychologii i kogniwistyki (nauki o poznaniu), że świat poznajemy według schematów poznawczych, które pozwalają nam interpretować to, co postrzegamy. I tu niespodzianka: różne osoby mogą w różny sposób postrzegać tę samą rzecz. I tak jest z ostatnią okładką „Newsweeka”.
Na okładce ksiądz z różańcem w dłoni obejmuje głowę dziecka. Na koszulce dziecka na plecach napis dużymi literami „POLSKI KOŚCIÓŁ KRYJE PEDOFILIĘ”. W gazecie.pl czytam, że ks. Kazimierz Sowa w rozmowie w Radiu ZET z Moniką Olejnik skomentował najnowszą okładkę tygodnika, na której widzimy księdza w sutannie i klęczącego przed nim chłopca, nazywając okładkę chamską.
Obejrzałem fragment audycji i zobaczyłem, że ksiądz nie zareagował jednak na słowa Moniki Olejnik, która dorzuciła, że okładka „Sugeruje seks oralny między chłopczykiem a księdzem”. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13456188,Ks__Sowa_o_okladce__Newsweeka____Chamska__Naczelny.html
Tę sugestię podchwyciły natomiast inne media, np. wirtualnemedia.pl (podobnie dziennik.pl): Okładka nowego numeru „Newsweeka Polska” (Ringier Axel Springer Polska) pokazuje księdza i dziecko w pozie sugerującej seks oralny. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ks-sowa-chamska-okladka-newsweeka-tomasz-lis-ma-ze-soba-problem
Każdy ma taki skrypt i schemat poznawczy, jaki sobie zbuduje własnym doświadczeniem czy wyobrażeniem. Ja, kiedy pierwszy raz spojrzałem na tę okładkę, nie miałem żadnych skojarzeń seksualnych. Moja reakcja była neutralna. Zainteresował mnie raczej artykuł (acz zwróciłem na niego uwagę dopiero pod wpływem wypowiedzi ks. Sowy) i ciekaw byłem, czy tytuł z okładki pokrywa się z treścią artykułu. Wewnątrz numeru przeczytałem reportaż o trzech, czy czterech księżach-pedofilach, i o tym, że polski Kościół ma problem z wyjaśnieniem tych spraw. Tytuł był więc przesadny w stosunku do zawartości, ale tak jest nie od dziś, że tytuły i okładki służą podkręcaniu treści (inne przykłady poniżej). Ale, czy to oznacza, że ten temat należy zbyć milczeniem? Na pewno nie, choć na podstawie ujawnionych przez „Newsweek” skandali obyczajowo-prawnych można powiedzieć, że polski Kościół ma o wiele mniejszy problem z księżmi-pedofilami niż miał Kościół w Irlandii czy w Stanach Zjednoczonych. W 2002 roku w Bostonie odbywały się regularne demonstracje pod siedzibą kard. Bernarda Lawa (byłem ich świadkiem) a gazeta „Boston Globe” zamieściła nazwiska kilkuset księży zamieszanych w aferę pedofilską. Skala przestępstw jest zatem nieporównywalna.
Przyjrzyjmy się – dla porównania – wybranym okładkom tygodników z tego roku; kilka przykładów, że żaden z poniższych tytułów (że o tabloidach nie wspomnę) nie przebierał w środkach:
numer 7 „Wprost” – na okładce rozebrana para i tytuł: „Seks czy miłość” http://www.wprost.pl/G/wprost_covers/a/1564_a.jpg
najnowszy numer „Polityki” z oskarżoną Katarzyną W. i napisem: „Czarownica. Studium przypadku” http://www.polityka.pl/spistresci
najnowszy numer „Uważam Rze” z Bartoszem Arłukowiczem z połówką twarzy w postaci czaszki http://www.rp.pl/galeria/983865.html
najnowszy numer „Gazety Polskiej” – na okładce Donald Tusk w kaftanie bezpieczeństwa i podpis „Donek bez klamek”. http://www.gazetapolska.pl/archiwum/okladki
Dwa lata temu redaktor naczelny najlepiej sprzedającego się polskiego tygodnika powiedział mi: „Sprzedaż to okładka”. Dziś wiedzą to już wszyscy i nie oczekuję wcale, że wkrótce będą mniej skandaliczne, bardziej wyrafinowane. Przeciwnie, w warunkach zaostrzonej konkurencji okładki będą coraz bardziej szokujące, mniej wyrafinowane, czasem odrażające. Możemy oczywiście tych tygodników nie kupować i ich nie czytać, ale owego procesu, my – medioznawcy, czy my – dziennikarze ze starymi zasadami, nie powstrzymamy.
Osobiście nie szokuje mnie okładka ostatniego „Newsweeka” (bo nie mam erotycznych skojarzeń), a przynajmniej bardziej szokująca i niesmaczna wydaje mi się ta z „Uważam Rze”. To jest - według mnie - szczyt bezguścia i chamstwa, by nazwać ministra, nawet jeśli gazeta uważa go za nieudacznika, Akuszerem śmierci.
A co do samego Lisa, to schlebia on gustom niewybrednej publiczności, co owocuje w programie telewizyjnym całkowicie niepotrzebną, żałosną i upodlającą dla gościa rozmową. Bo właśnie z szacunku dla gościa, dla Andrzeja Gołoty, który wielokrotnie był poniżany, ale jako człowiek wciąż na szacunek zasługuje, tej rozmowy Lisa z Gołotą być nie powinno.
Marek Palczewski
28 lutego 2013
