W najbliższą sobotę 11 lutego odbędą się wybory w Oddziale warszawskim SDP. To ważna sprawa dla całego środowiska naszego Stowarzyszenia, ponieważ dotyczy ponad połowy wszystkich członkiń i członków … żeby powiedzieć delikatnie.
Zastanawiające - co tak cicho przed burzą. Konkurenci, chętni - by wymienić aktualnego prezesa Grzegorza Cydejkę - dowejścia do zarządu oddziału i komisji, przyczaili się i milczą. A szkoda. Szkoda, że nie toczy się dyskusja programowa ani na stronach internetowych, ani w pustych i zimnych salach na Foksal.
To chyba pokłosie „wojny na górze”, jaka trawi od lat Stowarzyszenie: „Warszawa” (czy jak mówią niektórzy „warszawka” ) kontra „teren”! Ta destrukcyjna sytuacja nie powinna dłużej trwać. Oddział Warszawski SDP jest częścią większej całości, połowa wybranych niedawno do Zarządu Głównego SDP to Warszawiacy. Niestety, nie ma wśród nich prezesa Oddziału Warszawskiego. Ale to na własne życzenie, bo skreślił się własnoręcznie z listy kandydatów do ZG. Nie warto już do tamtych napięć wracać, jak i reakcji niektórych niewybranych wówczas do władz osób. Od kilku dni jesteśmy zatwierdzeni przez KRS. Zapomnijmy więc o zdumiewających reakcjach osób niemogących przyjąć wyborczej porażki: obca dłoń nieporozumień i żalów nie przekreśli. Załatwmy nasze sprawy w naszym gronie. Jest jeszcze kilka dni –zastanówmy się, kogo powinniśmy wybrać w Warszawie.
Jest przecież coś takiego jak wspólne dobro środowiska. Jest coraz więcej trudnych spraw wymagających zdecydowanego działania. Dziennikarze masowo już zwalniani są z pracy. Już nie tylko anty-informatyczni weterani, ale i młode kadry – dzieciate i z potężnymi obciążeniami kredytowymi.
Artykuł 212 nadal straszy, a nowy minister sprawiedliwości jak dotąd nie raczył nawet odpowiedzieć na naszą interwencję, aby ten groźny, antydemokratyczny kaganiec znieść. Dziennikarze są podsłuchiwani bezprawnie przez służby. Obcinane są ich zarobki i coraz bardziej lekceważeni są przez osoby wyznaczone do kontaktów z mediami. Arogancja władzy, która traci grunt pod nogami, staje się jawna i bez żenady. Młode społeczeństwo właśnie się organizuje, wychodzi na ulice, a media mainstreamowe, zarządzane politycznie, wykonują zamiast uczciwej pracy jakieś łamańce, aby nie narażać się władzy. Wywoływane są też niepotrzebne wojny – np. przez KRRiT.
To wszystko musi być starannie i prawdziwie pokazywane. Nie ma tu miejsca na manipulacje i amatorszczyznę. Nie ma też teraz czasu na środowiskowe rozgrywki i kłótnie. Przynajmniej w Stowarzyszeniu powinna panować jedność, co nie znaczy wcale, że musimy klepać tę samą mantrę. Ale nie zajmujmy się obecnie SOBĄ, zajmujmy się sprawami naszych kolegów, problemami ludzi – naszych czytelników, słuchaczy i widzów.
Nie ma dwóch STOWARZYSZEŃ DZIENNIKARZY POLSKICH. Jest i powinno dobrze pracować jedno! Wybierzmy w Warszawie nowe władze, niekoniecznie nowe osoby – żeby było jasne. Ale te „nowe” winny już nie działać po staremu. Nie bojkotować ważnych spotkań na Foksal (jak już niejedno) tylko dlatego, że zorganizowane zostały przez ZG a nie przez OW.
Dobrze by było, żeby nowo wybrani byli ludźmi z nazwiskami, znanymi i cenionymi jako dziennikarze w środowisku. Dobrze by było, żeby środowisko warszawskie zaczęło robić coś pożytecznego na rzecz społeczeństwa, miasta, kultury.
Oczywiście szef, szefostwo Oddziału Warszawskiego musi być czynnie zaangażowane w prace ZG. TAK JAK SĄ W TE DZIAŁANIA WŁĄCZENI prezesi, wiceprezesi i członkowie zarządów z innych oddziałów. Każdy z nich nosi buławę w plecaku. Czy w przyszłych wyborach pozyska głosy większości, to zależy przede wszystkim od jego pracy na rzecz środowiska, od pomysłów i skuteczności działania. Bojkot był niezbędny po 13-tym grudnia`81 roku, teraz go nie stosujmy. Wystarczy, że rządzący nami pozorują działania lub wypierają się własnych słów i czynów.
DYSKUTUJMY, A NAWET KŁÓĆMY SIĘ – ALE NA FOKSAL, a nie w instancjach odwoławczych. Ptak, który własne gniazdo kala… siedzi w nim potem po uszy. Nerwy w kieszeń. ZGODA – buduje. Niezgoda – kosztuje. I wstyd.
6 lutego 2012 r. Stefan Truszczyński
